Oddział to udzielne królestwo, w którym wszystkie karty rozdaje królowa - kierowniczka. Może człowieka zaszczuć, a nawet sprytnie pozbyć się z pracy - przekonuje Ilona, która na początku roku straciła posadę psychologa w nowotarskim oddziale leczenia uzależnień.
- Zostałam praktycznie z niczym - podkreśla kilkakrotnie Ilona. Zapewnia, że sama utrata pracy być może nie jest największym dramatem. Tak naprawdę serce boli o sposób, w jaki kierowniczka oddziału uzależnień zakończyła obiecującą karierę. Ilona przyszła pracować do nowotarskiej poradni tuż po studiach. Wcześniej były jeszcze studenckie praktyki, później wolontariat. Ostatecznie dostała etat. Z początku praca w Nowym Targu wydawała się sielanką. Ilona szybko zakolegowała się z młodą, energiczną szefową poradni. Przepracowała w placówce prawie 5 lat. Tutaj nabrała przekonania, że trudna praca z uzależnionymi jest tym, co chciałaby w życiu robić. Kierowniczka była wobec swej kadry wymagająca, czasami nawet opryskliwa, jednak przecież nie ma szefów, którzy byliby chodzącymi ideałami. Kiedy wszystko zaczęło się psuć? - Pod koniec ubiegłego roku kończyła mi się umowa. Szefowa zasugerowała, że jeśli chcę nadal pracować - powinnam przejść na kontrakt. Zarejestrowałam własną działalność i faktycznie prze 2 ostatnie miesiące ubiegłego roku pracowałam na kontrakcie. Jednak tuż po nowym roku szpital umowy nie przedłużył. Zostałam na lodzie, bez jakichkolwiek świadczeń, a nawet możliwości odwołania się do Sądu Pracy - podkreśla Ilona. Dlaczego do przedłużenia umowy nie doszło? Prawdziwych powodów Ilona może się tylko domyślać. W rozmowach z panią kierownik słyszała tylko - jak twierdzi - niedorzeczne argumenty. Dotyczące wyglądu i sposobu ubierania, bezczelności. Po poradni zaczęły krążyć plotki, że pani kierownik znalazła już kogoś na miejsce Ilony. I zarzut, że nie chciała podnosić swoich kwalifikacji. - Ten ostatni argument brzmi dla mnie najbardziej irracjonalnie. Bo to właśnie pani kierownik była głównym antagonistą. Zawsze, gdy pojawiła się możliwość uczestnictwa w jakimś kursie albo szkoleniu, wynajdowała tysiące powodów, żebym nie mogła w nich brać udziału - twierdzi.
Pytania o przyczyny rozwiązania kontraktu kierowniczka zawsze kwitowała stwierdzeniem, że decyzja zapadła w dyrekcji. Rozżalona kobieta postanowiła u źródła poznać stawiane sobie zarzuty. - Poszłam do dyrektora. Wyjaśniłam w 2 słowach, o co chodzi. Powiem szczerze, że wicedyrektor Jacek Imioło szeroko otworzył oczy. Zapewnił, że nic o sprawie nie wie, ale obiecał ją szybko wyjaśnić. Pani kierownik została zobowiązana do przygotowania pisemnej opinii na mój temat. Jak w końcu dostałam to "dzieło" do ręki i je przeczytałam - o mało nie spadłam z krzesła - wspomina Ilona. Kobieta nie chce ujawnić treści dokumentu. Kwituje jedynie, że w świetle opinii stała się kompletnym nieudacznikiem. - Gdybym ja przeczytała taką opinię, będąc kierownikiem, to chyba sama bym się z pracy wywaliła na twarz. Problem tylko w tym, że to stek pomówień, oszczerstw i zwykłych kłamstw - podkreśla pozbawiona pracy psycholog. - Ciekawe, że 2 miesiące wcześniej ta sama pani kierownik wystawiała mi świadectwo pracy, w którym wypowiadała się o mnie w samych superlatywach. To ciekawe, jak w ciągu 2 miesięcy pracownik może się aż tak drastycznie zmienić w oczach pracodawcy - ironizuje Ilona.
Po wizycie w dyrekcji i tak już nikłe szanse na porozumienie z szefową zmalały do zera. - Próbowałam z nią rozmawiać, ale telefonów nie odbierała, a jak chciałam się spotkać, to wypraszała mnie z gabinetu - opowiada.
O co poszło, ale tak naprawdę? - Proszę uwierzyć, nie mam pojęcia. Różnie sobie myślałam, ale najbardziej prawdopodobne wydaje mi się to, że pani kierownik widziała we mnie rywala do stanowiska. Jestem psychologiem, a pani kierownik pedagogiem - ktoś mógłby dojść do wniosku, że może psycholog bardziej się nadaje do kierowania poradnią. To byłoby też wytłumaczeniem wręcz obsesyjnego utrudniania mi udziału w jakichkolwiek kursach czy szkoleniach, podnoszących kwalifikacje - twierdzi.
Kilka tygodni temu Ilona przygotowała doniesienie i złożyła je w prokuraturze. - Faktycznie, odebraliśmy taki dokument, w którym zostały wypunktowane 3 kwestie: sprawa szeroko rozumianego mobbingu, praktyk poświadczenia nieprawdy w dokumentach oraz kwestia nieprawidłowego gospodarowania środkami z Narodowego Funduszu Zdrowia - relacjonuje Zbigniew Gabryś z nowotarskiej prokuratury. Pierwszą decyzją prokuratorów była odmowa wszczęcia postępowania. Jednak w wyniku zażalenia wniesionego przez Ilonę prokuratorzy raz jeszcze przeanalizowali sprawę i uznali większość argumentów pani psycholog. - Prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania w zakresie wątku dotyczącego nieprawidłowości w gospodarowaniu środkami NFZ. Dwa inne wątki: poświadczenie nieprawdy w dokumentach i rozumiany szeroko mobbing będą badane - zapowiada Zbigniew Gabryś.
Marek Wierzba, kierujący Podhalańskim Szpitalem Specjalistycznym (oddział uzależnień jest częścią PSS) mówi bez ogródek, że się w rozwiązanie konfliktu pomiędzy kierowniczką i jej podwładną angażować nie zamierza. - Wszystko, co można było zrobić - zrobiliśmy. Ja pozostawiam kierownikom bardzo dużą autonomię, jeśli idzie o dobór personelu. W końcu kierownik oddziału wie lepiej, kogo potrzeba mu do pracy, niż ja - kwituje dyrektor. - Poczekamy na efekt postępowania prokuratorskiego, wtedy będziemy ewentualnie wyciągać konsekwencje - dodaje.
Katarzyna Stefaniuk, kierownik oddziału leczenia uzależnień, już na wstępie zapewnia, że wysuwane pod jej adresem zarzuty nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. - Pani Ilona podpisała kontrakt z dyrektorem szpitala, a nie ze mną - uściśla. - Miała pełną świadomość, że umowa będzie obowiązywać tylko 2 miesiące. Co najmniej od roku informowałam ją, że umowa o pracę nie zostanie przedłużona. Nie można więc powiedzieć, że sytuacja z końca roku była jakimś zaskoczeniem - zaznacza kierowniczka. Wyjaśnia, że o nieprzedłużeniu kontraktu zdecydowały wyłącznie względy merytoryczne. - Faktycznie, poradnia potrzebuje psychologa. Jednak pani Ilona nie spełniła kryteriów i nie chciała uzupełniać swych kwalifikacji. W tej chwili 6 pracowników oddziału szkoli się na specjalistycznych kursach. Natomiast pani Ilona wykazywała opór w tej kwestii. Podsumowując - nie pozostała w pracy ze względu na to, jakim była pracownikiem, nie spełniała formalnych wymogów do pracy na swoim stanowisku. Była o tym od dawna uprzedzana. Resztę opisałam szeroko w opinii - podkreśla Katarzyna Stefaniuk.
Kierownik odrzuca też zdecydowanie wszelkie sugestie o stosowanie mobbingu wobec swej podwładnej. - To jakaś kompletna bzdura. W szpitalu od 2011 jest komisja zajmująca się mobbingiem. Jeżeli pani Ilona czuła się pokrzywdzona z jakiegoś powodu przeze mnie, to powinna się tam zwrócić w pierwszej kolejności.
Przyznaję, że z Iloną łączyły ją poza pracą relacje koleżeńskie. - Jednak te względy nie miały nic do rzeczy, gdy chodzi o wypełnianie kryteriów stawianych przez Narodowy Fundusz Zdrowia - przekonuje pani kierownik.
mk
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz