Czas cofnął się o co najmniej 500 lat. Białogłowy o słowiańskiej urodzie uczyły wyrobu biżuterii, a wojowie sprawdzali zręczność śmiałków.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"1890"}
Wszystko to za sprawą Jarmarku Słowiańskiego, który obywał się w Bukowinie Tatrzańskiej w ramach Muzycznej Zohyliny na Głodówce. Uczestnicy mogli cofnąć się w czasy Starej Baśni dzięki Madejom z Łodzi, dla których czasy wieków średnich i kultura słowiańska jest rodzinną pasją.
– Tata prowadzi rzemiosło wojenne, jest przy łukach, brat ze swoją dziewczyną jest na podpłomykach, mama przy biżuterii, mój chłopak dyżuruje przy świecach – naszą przewodniczką jest Martyna. – Angażujemy rodzinę i znajomych, tu w sumie jest nas ok. 10 osób – dodaje
Tatę Witosława w stroju woja można było spotkać przy łukach. Chętnych do sprawdzenia swojej celności nie brakowało. Chętni mogli sprawdzić swoją precyzję w cięciu mieczem dzięki machinie Pagińskiego. Mogli porzucać włócznią, trafiając do worka, lub pobawić się w „kręciołkę”. Ta ostatnia dyscyplina – jak się okazuje – tylko pozornie jest łatwa. Niewielu udało się przejść ten sprawdzian pomyślnie. Trzeba było okręcić się piętnaście razy wokół miecza wetkniętego w ziemię, a potem szybko wziąć podkowę i położyć ją w wyznaczonym miejscu.
Chętni mogli też posłuchać opowieści Witosława: – Chłopiec w siódmym roku życia miał postrzyżyny. Po tym ceremoniale przechodził spod opieki kobiet pod pieczę mężczyzn. Zajmował się nim tzw. piastun, który ćwiczył w nim sprawność, uczył go sztuki wojennej. Chłopcy już w tym wieku strzelali z łuku, trenowali zapasy, rywalizowali w celności rzutu kamieniem.
Gdy u pana Witosława tłoczyli się śmiałkowie, chcący sprawdzić swoją celność czy zręczność, na stoisku z biżuterią królowała pani Madejowa, otoczona głównie przez dziewczęta, chcące podkreślić swoją urodę wykonanymi własnoręcznie ozdobami. Do ich dyspozycji były różne sznurki, koraliki, kamyki, kości. Martyna prezentuje kolczyki i wisiorek zrobiony z kła dzika. Zdradza, że do wyrobu ozdób świetnie nadają się kości z kurczaka, oczywiście po wcześniejszym wygotowaniu.
Każdy może sobie też sam wykonać świeczkę własnego pomysłu – zalewając rozgrzaną parafiną płatki kwiatów, różne ziarna, muszelki. Zabawa okazuje się przednia, ale i pracochłonna – wyrób takiej świeczki zajmuje ponad godzinę. – W Średniowieczu było trochę inaczej – wisiał sobie sznureczek i powoli kapało się na niego wosk, aż powstawał stożek – opowiada Adam.
Zgłodniałych przyciąga dym z ogniska i palenisko, na którym pieką się podpłomyki. – Ziarna pszenicy sami mielimy na mąkę w żarnach, a potem z mąki zmieszanej z wodą i solą robimy podpłomyki – zdradza Martyna. – Od górali usłyszeliśmy, że są podobne do moskoli, ale w moskalach są jeszcze ziemniaki – dodaje.
Madejowie to także zapaleni harcerze. Ich zainteresowanie słowiańszczyzną zaczęło się od Rajdu Piastowskiego Drogą Romańską w Zarzęcinie. – Tata jest pasjonatem historii, on nas zaraził zabawą w Słowian – zdradza Martyna. Zaczęło się szperanie po Internecie, czytanie książek, zainteresowania wykopaliskami archeologicznymi. Madejowie starają się bowiem być wierni czasom Starej Baśni. Stąd stroje przypominające tamtą epokę, ozdoby, wyposażenie.
Pogoda trochę pokrzyżowała plany, Jarmarku Słowiańskiego w Bukowinie Tatrzańskiej nie odwiedziło tyle osób, co zazwyczaj. Ci jednak, którzy mieli okazję postrzelać z łuku czy wykonać własnoręcznie naszyjnik z kości kurczaka – nie żałowali. Zabawa była nadzwyczajna. Miejmy nadzieję, że Madejowie odwiedzą Podhale za rok.
Beata Zalot
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz