- Nawet nie wiem, czy pochowaliśmy mamę, bo nie wolno było nam zajrzeć do trumny. Na co naprawdę umarła? Czy miała sepsę? I dlaczego lekarze z nowotarskiego szpitala prosili mnie, żeby tego nie nagłaśniać?
Choć od śmierci Anieli Janik z Maruszyny minęły ponad 3 tygodnie, jej córka Zofia Gawron nadal jest w szoku.- Mama całe życie na nic nie chorowała, na nic nie narzekała. Dopiero w czerwcu zaczęło ją coś boleć, myśleliśmy, że to sprawy kobiece, więc poszła do ginekologa w ośrodku zdrowia w Szaflarach.
Ginekolog stwierdził po zrobieniu USG, że to kamienie. Przepisał jej jakieś lekarstwa, które nie pomogły, podczas następnej wizyty zmienił na inne, ale mamę dalej coś bolało - opowiada córka.
1 lipca ból był tak dotkliwy, że postanowiła zawieźć 65-letnią mamę do szpitala w Nowym Targu.
- Lekarz przyłożył tylko palce i od razu stwierdził, że to przepuklina. Jego diagnozę potwierdziło potem prześwietlenie. Mamę wzięli na operację - opowiada córka.
Jeszcze tego samego dnia rodzina dowiedziała się, że wszystko jest w porządku i za kilka dni pacjentka wróci do domu.
W niedzielę postanowili w szerszym, 4-osobowym składzie odwiedzić operowaną w szpitalu.
- Pojechaliśmy do niej po g. 13. Mama narzekała, że boli ją bardzo noga. Musiałam ją cały czas masować - opowiada Anna Mrugała, druga córka.
- Jak się poruszała, to z rany tak śmierdziało, że nie można było wytrzymać. Była zimna jak lód, a mówiła, że w środku ją pali - wspomina Zofia Gawron.
- Poszłam poprosić o coś przeciwbólowego, ale od lekarki usłyszałam, że dostała już trzy zastrzyki, i że takie samopoczucie po zabiegu jest normalne - dodaje.
Godzinę później - jak relacjonują córki - zabrano mamę. Powiedziano im, że na prześwietlenie. Kiedy po 10 minutach przywieziono ją z powrotem, kobieta powiedziała, że dostała do rany zastrzyk.
Około g. 16 rodzina pożegnała chorą. Nikt nie przypuszczał, że widzą ją ostatni raz.
Pani Zofia próbowała jeszcze skontaktować się z mamą wieczorem, ale ta nie odbierała komórki. Pomyślała, że śpi.
Rano w poniedziałek wybierała się właśnie do szpitala, kiedy zadzwonił telefon. Od lekarki z intensywnej terapii dowiedziała się, że mama zmarła rano.
- Usłyszałam, że przy zabiegu wywiązała się bakteria i żebym przyjechała, bo to rozmowa nie na telefon - pamięta dobrze te słowa.
Pojechała do Nowego Targu z kuzynem. - Od lekarki, z którą rozmawiałam przez telefon, jeszcze raz usłyszałam, że to bakteria. Że w niedzielę mama cały dzień była na obserwacji.
Zdziwiłam się, bo byliśmy kilka godzin i nikt specjalnie się nią nie interesował. Lekarka powiedziała mi, że wieczorem, o godz. 20, była druga operacja, bo podejrzewali, że rana krwawi w środku.
Jak jednak otwarli mamę, nie było ani krwawienia, ani ropy. Lekarka stwierdziła, że była taka piana, jakby krew wrzała, że podejrzewają, że to sepsa - opowiada Zofia Gawron.
- Pani doktor poprosiła, żeby zachować to dla siebie. Kiedy wychodziłam, wybiegła, jeszcze jedna pani, chyba też lekarka, która znowu poprosiła, żeby nie rozpowiadać tego.
Spytałam: dlaczego? A ona: "wie pani, jacy są ludzie". Potem dowiedziałam się od kuzynki, że ją także lekarz, który operował mamę, prosił w poniedziałek, żeby nie rozpowiadać, co się stało.
Pani Zofia dowiedziała się jeszcze, że w niedzielę wieczór przetaczali mamie krew, ale nie przyjęła się. Usłyszała, że ma spalić rzeczy osobiste mamy i jej łóżko.
Nie mogła zabrać nawet komórki. Usłyszała, że nie będą mogli też zobaczyć zwłok.
- W czwartek odbyła się sekcja. Nie mogliśmy przywieźć trumny do domu, tylko od razu do kościoła. Ciało mamy było w 4 workach i jeszcze przysypane trocinami.
Nie wolno nam było całować trumny, ani jej dotykać. Właściciel zakładu pogrzebowego kazał trumnę zasypać wapnem - relacjonuje.
- Nawet nie wiem, czy w tej trumnie naprawdę była mama - pani Zofia nie może powstrzymać łez.
Jeszcze w szpitalu dowiedzieli się, że sanepid jest o tym wszystkim poinformowany.
W domu - oprócz zmarłej Anieli Janik - mieszkał jej mąż, córka z mężem i dzieckiem.
- Nie wiedzieliśmy, czy my także jesteśmy zagrożeni czy nie. Mieszkaliśmy z nią. A dzień przed śmiercią w szpitalu - wszyscy całowaliśmy mamę.
Ponieważ nikt nie przyjechał do domu, pomyśleliśmy, że mama musiała się zarazić w szpitalu, podczas operacji.
Jak kilka miesięcy temu była ta głośna sprawa sepsy u żołnierzy, to potem odkażali całe koszary, u nas nikogo nie było - mówi pani Zofia.
Rodzinę zaskoczyła także karta statystyczna do karty zgonu, dokument, w którym jako bezpośrednią przyczynę śmierci patomorfolog wypisał "zawał ostry mięśnia serca".
- Nie ma tam nic o zakażeniu, a mama na serce nigdy nie chorowała. Skąd ten zawał? - pani Zofia pokazuje dokument.
- Może i umarła na zawał, ale co z nią robili wcześniej, dlaczego krew w ranie wrzała? - pyta córka.
- To była sepsa o piorunującym przebiegu - mówi Barbara Bajda, dyrektor ds. medycznych w nowotarskim szpitalu.
- Przyczyną była laseczka zgorzeli gazowej, bardzo niebezpieczna bakteria, w 90 proc. śmiertelna - uściśla.
- Pacjentka nie zaraziła się nią w szpitalu, do zakażenia doszło przed hospitalizacją.
Przypomina, że pacjentka zgłosiła się do szpitala po trzydniowym ostrym bólu brzucha, wymiotach, zatrzymaniu gazów i stolca. Oprócz tego miała bolesny guz w pachwinie prawej, który okazał się uwięzgniętą przepukliną udową, która wymagała natychmiastowej interwencji chirurga.
W związku z tym tego samego dnia była operowana. Te 3 dni przed operacją spowodowały osłabienie odporności kobiety i translokację bakterii z przewodu pokarmowego do krwiobiegu.
- Ponieważ dzień po operacji ból narastał mimo podanych środków przeciwbólowych, a jej stan miejscowy i ogólny pogarszał się, została wykonana tomografia komputerowa, a następnie reoperacja.
Na podstawie objawów klinicznych lekarze wysunęli podejrzenie zakażenia laseczką zgorzeli gazowej, bakterii bardzo niebezpiecznej - wyjaśnia dyrektor.
Laseczki zgorzeli gazowej
(Clostridium perfringens) - to grupa szczególnie niebezpiecznych bakterii. Wywoływać mogą masowe zatrucia pokarmowe, jeśli dostaną się do wodociągów.
Ponadto znane są z niebezpiecznego dla życia zakażenia ran oraz zakażeń szpitalnych. Bakterie Clostridium perfringens należą, wraz z laseczką tężca i jadu kiełbasianego, do dużego rodzaju bakterii z grupy Clostridium.
Do pokarmowego zatrucia Gram-dodatnią laseczką zgorzeli gazowej (Clostridium perfringens typu A) - dochodzi najczęściej w wyniku spożycia skażonych zarodnikami potraw: konserw mięsnych i warzywnych, miodów, sosów, zup, szynek pasteryzowanych, drobiu, przetworów z roślin strączkowych.
Innym - występującym ostatnio coraz częściej - źródłem Clostridium perfringens jest woda, głównie ścieki. Często dotyczy to wody, która zanieczyszczona ściekami, może zostać pobrana w wodociągach lub studniach.
SEPSA - to uogólniony stan zapalny w organizmie wywołany przez bakterię, wirusa, pasożyta czy grzyba. Pierwsze objawy to gorączka, szybki oddech, ogólne osłabienie.
Sepsa postępuje bardzo szybko i w krótkim czasie może przerodzić się w postać ciężką, prowadzącą do niewydolności różnych narządów wewnętrznych, zaburzeń krzepnięcia krwi, do śmierci.
Czynnikami mogącymi mieć związek z chorobą są między innymi zabiegi operacyjne, oparzenia, urazy, leczenie sterydami, przewlekłe choroby.
- Sepsa to zakażenie całego ustroju, w krótkim czasie może rozwinąć się wstrząs septyczny i niewydolność wielonarządowa.
Zawał serca, który był bezpośrednią przyczyną zgonu - to konsekwencja sepsy - tłumaczy dyrektor. Podejrzenie zakażenia zostało potwierdzone dodatnimi wynikami badań bakteriologicznych.
- My chorej nie zakaziliśmy w szpitalu, ona sama dla siebie była ogniskiem zakażenia - podkreśla Barbara Bajda.
- Gdyby ta bakteria była w szpitalu, zachorowaliby także inni pacjenci. Po wysunięciu podejrzenia zakażenia laseczką zgorzeli gazowej wprowadzono natychmiastowy reżim sanitarny i wszystkie procedury wymagane w takich przypadkach.
Blok operacyjny został na tydzień (od 2 do 8 lipca) zamknięty i poddany dezynfekcji. Podobny los spotkał oddziały, na których leżała chora kobieta.
- Pomieszczenia otwarto dopiero po stwierdzeniu ujemnych wyników wymazów bakteriologicznych - mówi dyrektor.
- Wszystkie procedury wykonaliśmy zgodnie z przepisami, które ustalone są przez odpowiednie organy nadzoru sanitarno-epidemiologicznego.
W tym momencie nie ma żadnego zagrożenia dla pacjentów naszego szpitala. Nic też nie grozi rodzinie zmarłej - uspokaja Barbara Bajda.
Kilka dni przed rozmową z dyrektor szpitala zatelefonowaliśmy do nowotarskiego sanepidu. Od szefowej Rity Lech-Jóźwiakowskiej usłyszeliśmy, że sanepid otrzymał zawiadomienie o podejrzeniu sepsy, jednak okazało się, że nie była ona powodem zgonu.
Skąd taka rozbieżność?
Beata Zalot Foto | Andy Lacayo | Na całym świecie z powodu sepsy umiera ponad 1400 osób dziennie.

22.12.2025
OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

29.05.2026
Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

02.06.2026
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

02.06.2026
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

27.05.2026
Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

19.05.2026
KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

02.06.2026
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

02.06.2026
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

01.06.2026
DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

01.06.2026
SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

29.05.2026
RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

25.05.2026
ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

22.05.2026
RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

12.05.2026
Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

28.04.2026
WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

23.04.2026
PROVIDENT. 571 240 909.

17.04.2026
OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

07.04.2026
Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

07.04.2026
NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...
0 0
Bajdowa to rabczański (***), mam nadzieje suko ze to czytasz i kiedys tez nie zaznasz spkoju tak ja go nie mamm moja mama. takie osoby jak Ty i ten pseudo lekarzyna leszek kiedys zostana ukarane .
Komentarz zmodyfikowany przez moderatora.
0 0
coś ostatnio za dużo przypadków ludzi przynoszących do nowotarskiego szpitala bakterie bo przecież nasz szpital jest taki czysty i tacy super doktorzy w nim pracują...to już trzy przypadki od początku lipca jak po zwykłej operacji pacjent ląduje na intensywnej terapii lub w prosektorium oczywiśćie z powodu zakażenia sepsa którą sobie sami wychodowali ale nikt nie wpadł na pomysł żeby badać na nosicielstwo bakterii bo przecież byłby to dowód na to że ten szpital to jedna wielka bakteria...
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz