– można sobie zadać pytanie, patrząc na salę widowiskową nowotarskiego MOK–u. Na sesję naukową „Rok 1989. Dwadzieścia lat później” przybyło zaledwie kilkanaście osób.
I nie pomogły znane nazwiska – w panelu dyskusyjnym, prowadzonym przez Macieja Krupę, wzięli udział wszyscy żyjący parlamentarzyści naszego okręgu z 1989 roku: Stanisław Żurowski z Zakopanego, Krzysztof Pawłowski z Nowego Sącza, Krzysztof Czereyski z Rabki oraz Władysław Skalski z Nowego Targu. Wcześniej referaty wygłosili historycy Instytutu Pamięci Narodowej – Henryk Głębocki i Maciej Korkuć. Wszyscy przybyli na zaproszenie członków nowotarskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Historycznego.
Rozpoczynając konferencję, trzeba było sobie wytłumaczyć, że skandalicznie niska frekwencja to raczej wynik niefortunnego terminu w samym środku długiego weekendu. Ale ci, którzy nie przyszli, mają czego żałować.
Zaczęło się od spojrzenia na wydarzenia 1989 roku z punktu widzenia historyka, po latach odgrzebującego partyjne archiwa. Dziś wie on to, czego nie mogli być świadomi uczestnicy tamtych wydarzeń ze strony niepodległościowej. Że system się walił, a sowieccy komuniści powiedzieli przywódcom państw bloku wschodniego – radźcie sobie sami. – W połowie lat 80. imperium sowieckie praktycznie już nie istniało – podkreśla Maciej Korkuć. – Problemem dla rządzących było – kiedy dowie się o tym społeczeństwo? I zaczął się wyścig z czasem. Bo rządzący wiedzieli, że jeśli nie przygotują się do zmian, przy kolejnym „zakręcie” społeczeństwo ich zmiecie. A to była nie tylko groźba utraty władzy, ale i poniesienia odpowiedzialności.
Zdaniem Korkucia obrady „Okrągłego Stołu” były więc w dużej mierze inicjatywą władzy, chcącej zabezpieczyć się przed nieuchronnymi przemianami. Tym bardziej że do głosu zaczęły dochodzić radykalne organizacje młodzieżowe, jak Solidarność Walcząca. To dlatego – jak zauważa historyk – strona rządząca chętnie zgodziła się na „Okrągły Stół”, by układać się przy nim ze znacznie bardziej umiarkowaną opozycją z pierwszej Solidarności. Na dodatek ta była słaba i nawet nie wiedziała, na jakie poparcie społeczne rzeczywiście może liczyć. – O ile „Okrągły Stół” okazał się krokiem ku wolności, to wybory 4 czerwca były absolutnym skokiem. Po tej dacie świat był już zupełnie inny! – przypomina Korkuć.
A jak na bieżące wydarzenia spoglądali wówczas ich główni aktorzy? Krzysztof Pawłowski w 1989 roku pracował w zakładach grafitowych. Razem z kolegami złożyli oficjalne pismo o rejestrację zakładowej Solidarności. Oczywiście, decyzja była odmowna, ale o stanie systemu świadczy to, że nie spotkali się z żadnymi reperkusjami. – Nawet nas nie przesłuchali. Strach minął – przyznaje obecny rektor sądeckiej Wyższej Szkoły Biznesu.
Później przyszedł czas na zakładanie komitetów obywatelskich, spotkania w Zakopanem, Nowym Targu. – Wtedy szczytem odwagi było przekonanie, że prawdziwie wolne wybory będą za cztery lata. Nikt nie przewidywał takiego tempa zmian! – dodaje Pawłowski.
– Pamiętam pierwsze spotkania i głosowanie, czy w ogóle powinniśmy pójść do tych wyborów. To nie tak, że wtedy panował powszechny aplauz – zauważa Władysław Skalski.
Jedynym parlamentarzystą nie wywodzącym się z Komitetu Obywatelskiego jest Krzysztof Czereyski, lekarz z Rabki, który wystartował z listy Stronnictwa Demokratycznego. Jednak dostał on poparcie strony solidarnościowej, która wyszukiwała także ludzi z tamtej strony, z którymi „będzie im po drodze”. – A ludzie mnie pytali, czy zdaję sobie sprawę z tego, co robię, startując z listy SD, a nie KO. Musiałem przełknąć tę gorzką pigułkę – wspomina lekarz.
Samo zwycięstwo w wyborach to był dopiero początek. Najważniejsza była skuteczna działalność w parlamencie. Tymczasem nikt się nie spodziewał, że – zamiast działalności opozycyjnej – przyjdzie solidarnościowej mniejszości rządzić. – Sejm X kadencji miał różne oblicza i kilka etapów. Ale pamiętam ten entuzjazm, chęć tworzenia rzeczywistości. I mieliśmy poparcie ze strony przeciwnej. I przeprowadziliśmy reformy gospodarcze oraz samorządowe, które zmieniły oblicze Polski! – podkreśla Stanisław Żurowski.
– Te kilkanaście uchwał reformy Balcerowicza wprowadziliśmy w ciągu dwóch tygodni! Jak później byłem w Londynie, to tamtejsi posłowie przekonywali mnie, że w Wielkiej Brytanii trwałoby to przynajmniej 4 lata – zauważa Czereyski.
A jak byli parlamentarzyści patrzą na obecną sytuacje w kraju z perspektywy swoich doświadczeń?
– Warto się zastanowić, jaką drogę przeszliśmy – zauważa Żurowski. – Takiej koniunktury politycznej i gospodarczej, jaką dziś ma Polska, nie było od 300 lat! Nasi dziadowie marzyli, by żyć w wolnej Polsce, a teraz żyjemy także w zjednoczonej Europie. Uważam się za człowieka szczęśliwego.
– Osiągnęliśmy gigantyczny sukces, ale nie jest on dany na zawsze – przypomina Pawłowski. – Teraz marnujemy swoją szansę przez zaniedbania, szczególnie w nauce. Niestety, mamy olbrzymi opór tradycyjnego środowiska akademickiego, co przy słabości klasy politycznej – i to wszystkich rządów – powoduje marnowanie szans. Grozi nam to zepchnięciem na światowe peryferie…
– Ciągle brakuje gruntownych reform, one wciąż czekają! – dodaje Skalski.
– Gdyby jeszcze raz zdarzyła się taka kadencja jak wtedy, może coś by drgnęło… – zastanawia się Czereyski.
Józef Figura
0 0
mnie nie dziwi takie niskie zainteresowanie, w tym miescie nikt sie niczym nie interesuje tylko narzekaja ze nic sie nie dzieje. A jak sie dzieje to wielka arystokracja siedzi z pilotem przed telewizorem hahahaha. Takich przykladow jak ten wyzej mozna mnozyc i mnozyc... zenada ale moze sie kiedys poprawi!
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz