Tylko cztery dni. Wymarzone od czasów liceum, wyczekiwane od pięciu lat. Wydawało się, że dla dziewczyny przykutej do wózka wypad do Londynu jest nierealny. A jednak udało się.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"6989"}
Natalia Gąsior z Nowego Targu nadal promienieje radością. Dopiero co wróciła z Anglii. Zobaczyła kraj, który ją fascynuje, porozmawiała w języku, który z pasją studiuje. – Już w liceum na Borze zaczęłam się interesować angielskim i tamtejszą kulturą. Chciałam Anglię zobaczyć. Zaczęłam studiować anglistykę. Chcę być nauczycielką. To fantastyczne, móc pojechać tam i zobaczyć wszystko z bliska – podkreśla.
Natalia już pięć lat temu za podszeptem swej nauczycielki napisała list do Fundacji Dziecięca Fantazja. Prosiła o spełnienie jej marzenia. Przyszła pozytywna odpowiedź. Trzeba było tylko czekać. Wiadomo, kolejka jest długa, bo chorych dzieci są tysiące. Pod koniec listopada zadzwonił telefon. Marzenie będzie spełnione. I to za kilka dni. Razem z nią z Polski wyleciał również nieuleczalnie chory Bartek. On marzył o wizycie na stadionie londyńskiej Chelsea.
Cztery niezapomniane dni. W pierwszym – zaraz po przylocie i rozpakowaniu się w hotelu – wycieczka po mieście. Z przewodnikiem. Oczywiście, mówił po angielsku. Nazajutrz wizyta w Muzeum Figur Woskowych, rejs statkiem po Tamizie i London Eye – gigantyczny diabelski młyn z fantastycznym widokiem na miasto. Kolejny dzień to „zakupy” w słynnym Harrods – a raczej oglądanie bajecznie drogich towarów. I jeszcze miejsce, gdzie turyści rzadko zaglądają – wyścigi psów, gdzie można było poczuć się, jak prawdziwa Angielka. Wreszcie na dzień przed wylotem objazd po typowych podlondyńskich miasteczkach. Niezapomniane wrażenia, choć czas minął zbyt szybko.
London okazał się ciekawszy także z perspektywy wózka inwalidzkiego. Nie ma tam tak wielkiego problemu barier architektonicznych, a i widok niepełnosprawnego nie wzbudza sensacji.
Przecież mam jedno życie
Natalia ma 22 lata. Na wózku jeździ „od zawsze”. Gdy miała roczek, lekarze zdiagnozowali rdzeniowy zanik mięśni. Rodzice dowiedzieli się, że córka nigdy nie będzie samodzielnie chodzić. Nie ma też rokowań na poprawę sytuacji. Raczej trzeba się nastawiać na stopniowe postępy choroby. Szczęśliwie w tym przypadku nie są one gwałtowne.
Zawsze chciała być traktowana tak samo, jak inni. Pierwszą barierą nie do pokonania okazała się szkoła. Trudno było szukać w Nowym Targu placówki przystosowanej do potrzeb niepełnosprawnych. Dziesiątki schodów, a do tego lekcje odbywające się w różnych miejscach spowodowały, że już po pół roku chodzenia do pierwszej klasy podstawówki Natalka przeszła na indywidualny tok nauczania. Mama nie była w stanie nosić dziecka po szkole. Łatwiej było zorganizować lekcje w domu. Z jednej strony dziewczynka robiła większe postępy w nauce, bo musiała być przygotowana na każdą lekcję, z drugiej – brakowało jej kontaktu z rówieśnikami, śmiałości, otwarcia. Odczuła to szczególnie podczas studiów. Przecież trzeba było się odważyć odpowiadać przy całej grupie obcych ludzi.
Mimo wszystko Natalia nie chciała dać się zamknąć w czterech ścianach. Po maturze zaczęła zaocznie studiować prawo. Szybko się jednak okazało, że przystosowanie tego wydziału Uniwersytetu Jagiellońskiego dla niepełnosprawnych to fikcja. Sale wykładowe – owszem, miały podjazdy czy windy. Jednak dziewczyna musiała pokonywać kolejne strome i wąskie schody kamieniczek w centrum Krakowa, po których rozrzucone były obowiązkowe przecież ćwiczenia. Poddała się, zanim skończyła pierwszy semestr. – Przecież nie mogłam znów angażować mamy, by pomagała mi chodzić na zajęcia. A na kolegów na roku nie miałam co liczyć. Każdy myślał tylko o sobie – wspomina.
W końcu zabrała papiery i przeniosła się na anglistykę w Akademii Krakowskiej. Nowoczesne budynki są przystosowane, a podczas zajęć może liczyć na grupę. Tu przynajmniej nikt jej nie odmawia pomocy. Dwa razy w miesiącu wyjeżdża na weekendowe zajęcia, nocuje w hotelu. I cieszy się, że studiuje to, co lubi. – Chwile zwątpienia? Rzadko. Staram się iść do przodu. Wykształcenie jest ważne. Będę mogła w przyszłości robić to, co lubię. Przecież wykształcenie jest takie ważne! Przecież każdy ma jedno życie i wstyd byłoby je zmarnować – podkreśla.
Pokonując schodyPrzyszłość? Natalia marzy o pracy nauczyciela w szkole. Nie zastanawia się na razie, czy wolałaby podstawówkę, czy liceum. Chce mieć kontakt z ludźmi. Bo przecież mogłaby może nawet lepiej zarobić jako tłumacz, zamknięta w swych czterech ścianach. Ale chce przełamać stereotypy nie tylko z myślą o sobie, ale i by przecierać drogę innym. – Ktoś mi kiedyś dał do zrozumienia, że przecież nauczyciel na wózku nie nadaje się do szkoły. A ja chcę pokazać, że to nieprawda – zaznacza.
Przełamywanie stereotypów nie jest proste. Z jednej strony pełne litości i współczucia spojrzenia ludzi sprawnych, z drugiej panujące poczucie niemożności i bezsilności niepełnosprawnych. – A przecież w Londynie tego się nie odczuwa. Tam nikt nie jest zaskoczony widokiem inwalidy na ulicy. Dlaczego u nas po prostu nie przestanie się zwracać szczególnej uwagi na osobę na wózku, o kulach czy z białą laską? Przecież to normalne, że poruszają się po ulicy, wychodzą z domów. Trzeba widzieć osobę, a nie niepełnosprawnego. Przecież w końcu każdy człowiek ma jakieś niedoskonałości.
Natalia nie ma czasu na rozczulanie się. Czas między zajęciami na uczelni poświęca na naukę, ale i korepetycje z angielskiego. I marzy dalej. Na Wyspach już była. Może kiedyś uda się wyruszyć na wyprawę do USA?
Józef Figura
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz