Marzena Gurtowska z Nowego Targu prawie tydzień chodziła ze świńską grypą i zarażała ludzi. Zanim doczekała się na Podhalu fachowej pomocy, wykurowała się sama.
Pani Marzena z Nowego Targu wyjechała do Niemiec w połowie listopada. Dotarła tam w piątek, a w poniedziałek poczuła się źle. – Wybrałam się do lekarki polskiego pochodzenia. Stwierdziła zapalenie oskrzeli i przepisała mi biseptol. Każdemu pacjentowi wykonywany jest w Niemczech wymaz na wypadek świńskiej grypy, takie badanie zostało wykonane także u mnie. Za wizytę zapłaciłam w przeliczeniu na złotówki 700 zł, bo nie byłam tam ubezpieczona – opowiada. Wróciła do domu znajomych, u których gościła. – W środę lekarka zatelefonowała do nich i oznajmiła, że mam A/H1N1. Poradziła, żebym wróciła do Polski, gdzie jestem ubezpieczona, bo w Niemczech zbankrutuję, płacąc za leczenie. Do przychodni wróciłam tylko po zaświadczenie, że mam świńską grypę – opowiada.
Mimo że czuła się źle, w dodatku po biseptolu wymiotowała, postanowiła wrócić do Polski. Nie chciała być ciężarem dla znajomych. Nie stać jej było na leczenie w Niemczech. Do Nowego Targu dotarła 20 listopada, w piątek, koło południu. – Byłam bardzo słaba, nie mogłam oddychać, kaszlałam, miałam zaczerwienione oczy. W takim stanie – po nieprzespanej nocy, ledwo żywa, prosto z autobusu, z walizką w ręce, poszłam do przychodni „Medyk” na Wojska Polskiego – relacjonuje.
Z zaświadczeniem, że ma A/H1N1 zgłosiła się do rejestracji, a potem zapukała do gabinetu dr Maj, swojej lekarki. – Zapytałam, czy mnie przyjmie, bo mam potwierdzoną w Niemczech świńską grypę. Ona wyskoczyła na mnie, po co przyjechałam tu z grypą, dlaczego nie zostałam w Niemczech, krzyczała na cały korytarz, że mnie nie przyjmie, bo kończy pracę. W końcu zapytała, czy mam książeczkę ubezpieczeniową. Powiedziałam, że jeszcze nie mam, bo jestem ubezpieczona przy mężu i czekam na książeczkę. Pani doktor powiedziała, że mnie nie przyjmie bez książeczki i wróciła do gabinetu – relacjonuje.
Pani Marzena, słaniając się na nogach i nie wiedząc, co dalej robić, wróciła do rejestratorki. Ta poradziła, żeby wzięła własną kartą i wróciła pod gabinet, by zapytać jeszcze raz dr Maj, czy ją przyjmie. Powiedziała też, że na górze jest drugi lekarz, ale ma bardzo dużo pacjentów i nie wiadomo, czy zgodzi się ją przyjąć. – Postałam chwilę pod gabinetem dr Maj, w końcu oddałam kartę i powiedziałam, że wrócę, jak pani doktor będzie w lepszym humorze – opowiada.
Pani Marzena poszła do mieszkania w Nowym Targu, które wynajmuje. Dalej źle się czuła, przez kilka ostatnich dni prawie nic nie jadła, po biseptolu wymiotowała. W końcu znajoma poradziła jej, żeby poszła do przychodni wieczorem, na całodobowy dyżur. W sobotę 21 listopada zgłosiła się do NZOZ „Puls”, który zapewnia opiekę medyczną po godzinach pracy przychodni „Medyk”, a także w weekendy. Przyjął ją lekarz, którego nazwiska nie pamięta. Zbadał, pooglądał zaświadczenie wydane w Niemczech. – Przepisał antybiotyk i powiedział, żeby się nie przejmować, że Niemcy sieją panikę z tą świńską grypą. Kazał nie wychodzić z domu, leżeć i zażywać antybiotyk. Tak zrobiłam – opowiada.
– Nie wiem, dlaczego zmienił decyzję, ale w nocy zaczął mnie szukać. O godz. 23 znalazł mnie w internecie na Naszej Klasie, do mojej znajomej ze szkoły, która jest pielęgniarką, wysłał sms-a, żeby mnie odszukała i że mam się pilnie zgłosić do przychodni – opowiada. Pielęgniarka dotarła w niedzielę o godz. 7.30 rano do mamy pani Marzeny w Zaskalu, a ta zatelefonowała do córki, by natychmiast zgłosiła się do przychodni, bo pół nocy lekarze jej szukają. Przyszła więc kolejny raz do przychodni. Przyjął ją inny lekarz, oznajmił, że wymaga leczenia szpitalnego. Wypisał skierowanie. Do szpitala kazał się zgłosić także partnerowi, z którym mieszka. Słyszała też, jak mówi pielęgniarce, że trzeba to zgłosić do sanepidu. – W szpitalu zostałam przyjęta poza kolejnością, wykonano mi badania i na koniec oznajmiono, że jest już po grypie, że nie wymagam leczenia szpitalnego – opowiada.
O tym, że jej przypadek opisywany jest w Tygodniku Podhalańskim, dowiedziała się od znajomego. Ze zdziwieniem przeczytała, że dr Małgorzata Maj nie wie o jej przypadku, a także, że uciekła spod gabinetu. Zdziwiona była też faktem, że jej przypadek nie został odnotowany przez sanepid. – Pani dr Maj, zamiast mi pomóc, nakrzyczała na mnie. Prawie tydzień chodziłam ze świńską grypą i zarażałam ludzi. Byłam przerażona, zewsząd słyszałam, że ludzie na A/H1N1 umierają. A ja nie wiedziałam, co robić. Szczęście, że wszystko dobrze się skończyło – dodaje na koniec.
Nieco inną wersję tych samych zdarzeń przedstawia dr Małgorzata Maj, szefowa przychodni „Medyk”. – Byłam już po dyżurze, skończyłam pracę o godz. 12.30. Gdy wychodziłam z gabinetu, zaczepiło mnie jeszcze dwóch pacjentów – jeden z wysoką gorączką i ta pani, która powiedziała mi, że wraca z Niemiec i źle się czuje, nie mówiła nic o świńskiej grypie. Może powiedziałam jej, po co chora wracała z Niemiec, ale na pewno na nią nie krzyczałam – przekonuje. Twierdzi, że najpierw przyjęła pacjenta z wysoką gorączką, a gdy wyszła z gabinetu, kobiety już nie było. Dodaje, że o rozpoznaniu u niej świńskiej grypy nic nie wiedziała, nie widziała też żadnego zaświadczenia z potwierdzeniem A/H1N1. – Myślałam, że może postanowiła iść do lekarza, który zaczynał dyżur o godz. 13, ale u niego się też nie pojawiła. Gdyby zaczekała, na pewno bym ją przyjęła – dodaje. Na dowód, że nikt z personelu nie wiedział, że chodzi o świńską grypę, dr Maj wzywa do gabinetu pielęgniarkę, która feralnego dnia rejestrowała chorych. – Pacjentka przyszła po godzinach pracy dr Maj, nie pokazywała mi żadnego zaświadczenia, zarejestrowałam ją, nie pamiętam, czy dałam kartę do ręki, czy zaniosłam do gabinetu. W każdym razie poczekała chwilę pod drzwiami i zrezygnowała – twierdzi Danuta Kapica, która rejestrowała pacjentkę.
Dotarliśmy także do lekarza z NZOZ „Puls”, który przyjął pacjentkę w sobotę. – Pacjentka zgłosiła się do mnie wieczorem. Rzeczywiście, miała potwierdzoną w Niemczech świńską grypę. To jest bardzo dokładne badanie laboratoryjne – RT-PCR, wykonane na cząstkach molekularnych. Moja pomoc ograniczyła się więc tylko do osłuchania pacjentki i zmiany antybiotyku na inny, który nie wywoływałby nudności – powiedział nam Piotr Rajski. - Ponieważ pacjentka zgłosiła się bez dowodu ubezpieczenia, więc musiała nam go dostarczyć. Po otrzymaniu recepty miała udać się do domu, celem dostarczenia książeczki ubezpieczeniowej. W tym czasie ja skonsultowałem się z przełożonymi, bo to pierwszy u nas przypadek A/H1N1. Uzgodniliśmy, że nie zgłaszamy przypadku grypy, tylko kierujemy pacjentkę na szpital. Wtedy szpital zajmuje się rejestracją grypy. Pacjentka się już jednak nie pojawiła, więc zacząłem jej poszukiwania. Pod telefonem w Nowym Targu, który podała, nikt się nie zgłaszał. Odnalazłem ją na portalu Nasza Klasa, przez jej znajomą skontaktowaliśmy się z jej rodziną w Zaskalu i w ten sposób dotarliśmy do niej. Rano zgłosiła się jeszcze raz do naszej przychodni i dostała skierowanie do szpitala – przedstawia swoją wersję wydarzeń lekarz z „Pulsu”.
Marzena Gurtowska zaskoczona jest informacją, że w sobotę miała zgłosić się jeszcze raz z jakimkolwiek dokumentem. – To jakiś absurd, żebym ze świńską grypa goniła po mieście i donosiła jakieś dokumenty – mówi. Według relacji jej i partnera, z którym była w przychodni, ustaliła z panią przy rejestracji, że ponieważ nie ma książeczki ubezpieczeniowej, zapłaci 50 zł i otrzyma pokwitowanie. A jak książeczka do niej dotrze, przyjdzie z nią i wtedy przychodnia zwróci jej te 50 zł. – Nie mogłam wrócić tego samego dnia z książeczką, bo jej jeszcze nie miałam – dodaje. – Jak okazało się, że mam świńską grypę, wybuchła panika. W tym całym zamieszaniu po moim wyjściu z gabinetu nikt już nie myślał o tych 50 zł – dodaje.
Jolanta Bakalarz, szefowa nowotarskiego sanepidu, zdziwiona jest całą historią, a przede wszystkim faktem, że przychodnia nie zgłosiła przypadku świńskiej grypy. – Gdy lekarz ma wynik potwierdzający świńska grypę, ma obowiązek zgłoszenia tego do nas. My te informację przesyłamy do Wojewódzkiej Stacji Sanitarnej. Na tym etapie nasza rola się kończy. Lekarz decyduje o dalszym leczeniu pacjentki – tłumaczy Jolanta Bakalarz.
Beata Zalot
0 0
dobrze ze te grypy w końcu samoistnie mijaja :-))
0 0
Mnie jakoś nie mija 3-ci tydzień....nawet ślady za sobą zostawiam...jak ślimak:(o ycha ycha...czas się zbierać:( Zelku...wybacz co złego to nie ja...:(
0 0
No,, już jestem,, po generalnym przeglądzie peceta, przedmuchaniu odkurzaczem tego i tamtego oraz \"remoncie\" procesorka\"
Ano,, nie mam czego wybaczać,, za to mam co życzyć,, zdróweczka,, Tobie, Kasi i wszystkim prychającym..
A co do artykułu,, to może w stronę Eminema się odniosę,, jednak okazuje się, że prywatyzacja też nie rozwiązuje problemu,, bo i w tej sferze są niedociągnięcia, totalny tumiwisizm i olewanie pacjenta,, (w tym przypadku może bardziej klienta ).. Wszędzie się tylko mamona jako ten cielec zloty liczy
0 0
Dzięki Zelku:-) Oby nikogo nie dopadła ta grypa... u nas objawia się okropnym kaszkiskiem....nawet mi 10 kg cebuli z cukrem nie pomogło...Nawet sobie nie wyobrażacie ile jest u nas śniegu..ja mieszkam w lesie i pojechał am dziś na zakupy do stolicy ....kurna ...nawet sobie nie wyobrażacie....wróciłam z niczym..ulice kichy a chodniki kiszeczki.:(
0 0
Rozmycie odpowiedzialności i spychologia. Niestety wielu lekarzom wciąż się wydaje, że to pacjent jest dla nich, a nie oni dla pacjenta...
0 0
Na grypa to najlepso stypa!
A tak serio to jak sie mo grypa to się biere do łózka i lezy aż przejdzie. Można tyż gorąca herbatka z miodem, cytrynką i jak kto lubi czymś mocniejszym - to wg smaku i grypa przechodzi nawet świńsko!
Pierwsze słyszę aby na grypę antybiotyki dawać - to już dawno wiadomo, że na wirusy antybiotyki nie działają!
A jak kto chce naprawdę chorować czy też rozchorować się to niech lata po lekarzach, przychodniach, aptekach jak ta pani trędowata - wtedy choroba murowana.
Wg mnie ta pani źle zrobiła. Trza było się wyleżeć u tych znajomych w Niemczech a nie chodzić do znachorki za 700 zł która nie dość że biseptol dała to jeszcze świńską grypa zaraziła! A grypa taka czy ina sama by przeszła i panika była zupelnie niepotrzebna!
0 0
Jakoś nie chce mi się wierzyć w wersję pani doktor.
Gdybym był chory na świńską grypę, to byłaby pierwsza rzecz, którą bym powiedział lekarzowi zamiast dzień dobry.
Pani pielęgniarka też chcąc nie chcąc potwierdziła wersję pani doktor, bo kto chce dzisiaj stracić pracę?
Za to pan doktor popisał się wielką pomysłowością w wyszukaniu pacjentki. Widzi pani, pani doktor, pani się nie chciało, a kto inny potrafił stanąć na rzęsach i załatwić sprawę.
0 0
to o stypie, wrecz wyborne...trza bee zorganizowac, jak sniegi spłyną do morza...
0 0
Parę lat temu krążył mniej więcej taki dowcip:
pyta młody lekarz starego lekarza,
-jak pan sądzi doktorze, czy kasy chorych to dobre rozwiązanie
ten odpowiada
-dobre rozwiązanie to nie kasa chorych, tylko chory z kasą.
Ten poziom mentalności u m,edyków jest mocno ugruntowany.
0 0
Jaki morał tej całej opowieści?...Uważajcie co wpisujecie na Naszej Klasie bo i tak Was odnajdą ...;) ;) ;) Chociaż w tym przypadku całkiem pozytywnie...Wszystkim zdrowia życzę w Nowym Roku,nawet świńskiej grypie ;) ;) ;)
0 0
ale postawmy problem odwrotnie...nie ma ciebie na n-k? to uwazaj, bo ....no wlasnei co??? lekarz cie nie znajdzie a poza tym, jak to bylo w tej piosence...ze ostatnich grzyza psy???
0 0
mnie jakos razi tutuł Trędowata w zestawiewniu z fotką sympatycznej nowotarzanki...co innego trąd w sŁużbie zdrowia ...to by było trafniejsze okreslenie :D
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz