Najważniejsza jest idea, a zaraz potem zaangażowanie – to recepta na profesjonalną imprezę. W sobotę amatorzy wykazali się pełnym profesjonalizmem, organizując charytatywny koncert „Podhale dzieciom”.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"8963"}
Brak gwiazd dużego formatu nie oznacza, że impreza jest skazana na niepowodzenie. Nieczęsto słyszy się na nowotarskiej sali widowiskowej taki aplauz i entuzjazm wśród publiczności. Jak się okazuje – najważniejsza jest sprawna organizacja przy pewnej dawce spontaniczności. Podczas sobotniej imprezy wykonawcy na scenie zmieniali się jak w kalejdoskopie – nie było przestojów, momentów ciszy czy nudy. A i artyści – choć szerokiej publiczności niezbyt znani, potrafili podgrzać atmosferę do czerwoności.
Pierwszą próbę dali młodzi artyści z Raby Wyżnej, występujący pod ogólnym szyldem „Yuong stars”. Młode gwiazdy, jak się okazało, dysponują głosem nie gorszym niż różnego rodzaju talenty, którymi pasjonuje się cała Polska podczas popularnych telewizyjnych show.
Prawdziwe szaleństwo na widowni rozpoczęło się, gdy pojawili się na deskach odziani w przepaski z trawy członkowie zespołu Pearly Sheels. Grupa wykonuje tańce rodem z Polinezji czy Hawajów – zrobiło się więc tropikalnie gorąco, a żywiołowe tańce zaskoczyły wszystkich. Choć wydawało się, że występ będzie krótki, to „Polinezyjczycy” z Raby Wyżnej wracali na scenę wielokrotnie, by w końcu zatańczyć z prowadzącym koncert Andrzejem Stochem prawdziwego Zbójnickiego. Różnica była tylko taka, że zamiast bukowych portek i kierpców toniecnicy mieli na sobie bermudy i skakali boso. Okazało się jednak, że góralski taniec nie jest im dziwny, a „na lekko” skacze się jeszcze wyżej.
O tym, że umięśniony strongmen nie jest straszny, przekonał widzów Robert Nemś z kolegami, którzy urządzili pokaz swych umiejętności. Siłacze tym razem – zamiast wielkich opon czy sztang – targali w górę zgrabne dziewczęta oraz dzieciaki i to w ilościach hurtowych. Z kolei Paweł Dziubiński, cheesboxer, nie tylko opowiadał o swej dyscyplinie stanowiącej połączenie szachów z boksem, ale też zorganizował szybki turniej siłowania na rękę. Chętnych nie zabrakło.
To tylko niektóre atrakcje sobotniego wieczoru w MOK-u. Pomiędzy występami organizatorzy przeprowadzili też aukcję, z której dochód, podobnie jak z datków zbieranych do puszek, zostanie przeznaczony na pomoc chorym dzieciom.
Przypomnijmy – imprezę zorganizowali Maltańczycy oraz amatorzy ze stowarzyszenia „Podhale Dzieciom”, które powstało niespełna rok temu. Początkowo było ono odpowiedzią na apel o pomoc, jaki nadszedł z Irlandii, od rodziców Kubusia Nowaka, który urodził się bez gałek ocznych. Jego historia obiegła szybko cały region, a akcje stowarzyszenia pozwoliły zebrać środki na kosztowne leczenie. Z czasem wolontariusze objęli swą pomocą kolejne dzieci, pomagając w zebraniu środków na ich leczenie.
Oby sobotni koncert „Podhale Dzieciom” był początkiem dobrej tradycji, a imprez zorganizowanych na takim poziomie – jak najwięcej.
Józef Figura
0 0
hahah impreza pod patronatem tylko szkoda,że patronat nigdzie przed imprezą o imprezie nie napisał o amatorach!!!!!!!
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz