– Mieliśmy duży dom i dużo miłości, dlatego postanowiliśmy się podzielić – opowiada Ela, która wraz z mężem Pawłem od 8 lat jest rodziną zastępczą. I choć państwo ich zdaniem nie sprzyja takim jak oni, nie zawsze odnosi się sukcesy, a pracuje się 24 godziny na dobę – twierdzą, że warto, bo każde uratowane dziecko jest na wagę złota.
Ela i Paweł mają dziś pod opieką piątkę, w tym dwójkę Romów. Do tego dochodzi dwóch własnych jeszcze nieletnich synów. Dwie starsze ich córki są już na swoim. – Zawsze pomagaliśmy cudzym dzieciom. Kiedy widzieliśmy dzieci brudne, głodne, z glutami pod nosem, szperające przy śmietniku, w czasie, gdy ich rodzice pili – nie przechodziliśmy obojętnie – opowiada Paweł. – Wiele z takich akcji inicjowały nasze córki, które zresztą są dziś już po studiach pedagogicznych – dodaje pani Ela. – Kiedy wybudowaliśmy dom na wsi, a nasze córki się usamodzielniły, zrobiło się jakoś tak pustawo. Pomyśleliśmy, że mamy duży dom, dużo miłości, więc możemy się tym podzielić – wspomina.
Od 8 lat są rodziną zastępczą. Pani Ela wspomina pierwszy dzień. Od razu otrzymali pod opiekę piątkę dzieci, w tym trójkę Romów. – Nasze marzenie spełniło się i zaczęła ciężka praca, 24 godziny na dobę – mówi pani Ela. Dzieci były zaniedbane, chore, opóźnione i cierpiące. – Zęby miały jak ogryzki. Pierwsze pół roku to było głównie chodzenie po lekarzach – opowiada Paweł.
Za rok doszło do ich rodziny kolejne dziecko – 4-letni chłopczyk. – Gdy do nas trafił, nie mówił. Za to, gdy czegoś chciał, kopał w krocze lub dusił. Tego tylko nauczył się w rodzinnym domu – opowiada Ela. – Dziś jest zupełnie innym dzieckiem – dodaje.
Ale nie zawsze odnosi się sukcesy, zdarzają się dzieci, które muszą być odebrane z powrotem z takich rodzin. – Przez jakiś czas była u nas dziewczynka, która miała neurologiczne problemy. Chciała mną zawładnąć, nikt do mnie nie miał dostępu. Nie potrafiliśmy sobie z tym poradzić. To miało negatywny wpływ na pozostałe dzieci. Mieliśmy też chłopca, który zanim do nas trafił, miał na koncie narkotyki, kradzieże. Nie wiedzieliśmy o tym. Długo prowadził podwójne życie. W domu był grzeczny, miły, poza – kradł, handlował. Długo stawaliśmy w jego obronie, liczyliśmy, że się zmieni. Wierzyliśmy w jego wersje. Dopiero kolejne wizyty u specjalistów, na policji otwarły nam oczy. Upomniało się o niego prawo. Nie zawsze się udaje – mówi Ela.
– Ale trzeba to robić, mimo że człowiek zedrze się do kości. Bo każde uratowane dziecko jest na wagę złota – wtrąca Paweł.
– Kiedy widzi się, jak te dzieci uczą się lepszego świata, jak przechodzą na drugą stronę, jak zaczynają rozróżniać dobro i zło, kiedy uświadamiam sobie, że są już innymi ludźmi, to wiem, że warto to robić – podkreśla Ela. – Jest dużo pracy, ale są i bardzo miłe momenty. Przez te kilka lat dostałam już ponad 1000 laurek. Czasem słyszę: „ciociu, siądź, odpocznij sobie” albo „zrobić ci herbatę? – opowiada.
Ela i Paweł przez pierwsze trzy lata byli wolontariuszami. Teraz pani Ela jest na etacie zawodowej rodziny zastępczej. Dostaje za swoją pracę niewiele ponad 2 tys. zł. Na każde dziecko w zależności od wieku otrzymuje od 600 do 1000 zł. Paweł pracuje w swoim zawodzie. – Gdyby nie gospodarność żony, nie poradzilibyśmy sobie – twierdzi Paweł. – Niektórzy myślą, że można być rodziną zastępczą dla pieniędzy. Tak naprawdę topimy wszystkie nasze pieniądze w dzieci. Wyjazd na wakacje czy zakup podręczników przekracza nasze możliwości. A przekonanie, że w jakichkolwiek instytucjach dla rodzin zastępczych są otwarte drzwi – jest złudne – dodaje.
Wszystkie dzieci pod ich opieką pochodzą z Nowego Targu. Dlatego pani Ela tu właśnie zwróciła się o pomoc. Prosiła radnych i burmistrza o pomoc w zakupie podręczników, o dofinansowanie wyjazdów. Bez skutku. Została skierowana do opieki społecznej w swojej gminie. Tu z kolei usłyszała, że dzieci są z Nowego Targu i tak kółko się zamknęło.
Ich najstarsza podopieczna ma 19 lat. Wkrótce opuści ich dom. – Poszłam do burmistrza w Nowym Targu, prosząc go o pomoc, o jakieś mieszkanie dla niej, pokój socjalny. I tym razem wróciłam z niczym – twierdzi pani Ela.
– Nonsens tego całego systemu polega na tym, że bierzemy dziecko z marginesu, uczymy wszystkiego od podstaw, pokazujemy lepszy świat, a kiedy wkracza w dorosłość, nie mamy mu nic do zaproponowania. Możemy jedynie powiedzieć: wracaj, skąd przyszedłeś – twierdzi Paweł. – Nasze państwo nie jest prorodzinne, ale wręcz wrogie dzieciom – dodaje. – Nie chcę jednak nikogo zniechęcać. Bo mimo tych wszystkich przeszkód trzeba to robić. Problemem dzisiejszego świata nie jest bieda, ale dzieci odrzucone. Trzeba je ratować – przekonuje Paweł.
Beata Zalot
0 0
a co na to Zelek ??
0 0
No właśnie,, co na to Kasia..
I Komorowski,, I paligłup..
0 0
sa ZA i pochwalaja takie dziaania ...
0 0
Pseudonim: kasia 2010-07-08 18:25:35
sa ZA i pochwalaja takie dziaania ...
Poniższe dobitnie wskazuje, jak bardzo zagubiona w rzeczywistości, lub świadomie kreujesz rzeczywistość pod publikę na forum,, :
\" ...I choć państwo ich zdaniem nie sprzyja takim jak oni... ( ... ) ...zwróciła się o pomoc. Prosiła radnych i burmistrza o pomoc w zakupie podręczników, o dofinansowanie wyjazdów. Bez skutku. Została skierowana do opieki społecznej w swojej gminie. Tu z kolei usłyszała, że dzieci są z Nowego Targu i tak kółko się zamknęło... ( ... ) ... – Nasze państwo nie jest prorodzinne, ale wręcz wrogie dzieciom – \"
Kasia,, przeczytaj może artykuł, a nie jak zwykle tendencyjnie wciskaj ciemnotę wszystkim dookoła :-)
0 0
ani panstwo ani kosciol nie sa zainteresowani takimi dziecmi bo trzeba wylozyc pieniadze
panstwo cos tam daje na utrzymanie a kosciol nic
0 0
w państwie katolickim, gdzie wszyscy prawie deklarują wyznanie, instytucja kościelna zabrania antykoncepcji mimo że kolejne 5-6 dziecko przychodzi na świat w patologicznej rodzinie, która becikowe przeznacza na wódkę, ksiundz zakazali i co ksiundz powiedzieli to święte.
Nie ma środków na wychowanie, ksiundz ani grosza nie da, poniewaz ksiądz potrafi tylko piękne kazania mówić o miłości i rodzinie.Co ksiądz na wsi powie to lud wykona, jak kazali głosować na jedynie słusznego to zagłosowali. Szczytem bezczelności było mówienie że kto zagłosuje na Komorowskiego ten ma grzech z którego musi się spowiadać.
0 0
do Zelka:
cyt: co na to Kasia..
I Komorowski,, I paligłup..
wiec raz jeszcze odpowiadam Zelkowi : Kasia i reszta sa ZA a ze ktos nie dał to powinno sie go pozwać i tyle...
0 0
olo,, kolejne brednie,, ksiundz zakazali chlać a chlają, ksiundz nakazuje wychować dziecko w miłości rodzinnej i godnych warunkach, a nie słuchają,
Ale ksiundz nie jest od łożenia na dziecko, ani zaspokajania jego cielesnych potrzeb,, Od tego są rodzice,, Ksiundz nie jest od egzekwowania przyznanego becikowego, że ma być wydane zgodnie ze swoim przeznaczeniem,, Plujesz, chłopie na tego ksiundza, tendencyjnie, żeby Kasi sie przypodobać, a i tak z twojej chorej agitacji antyklerykalnej nic nie wynika,,
Kasia,, może i Kasia jest za,, ale reszta już nie koniecznie,,
\" .... – Nasze państwo nie jest prorodzinne, ale wręcz wrogie dzieciom – \" to słowa pana Pawła z artykułu,,
Jedno jest pewne,, każdy może zweryfikować ( obiektywnie patrząc ) stan faktyczny podejścia państwa do zagadnienia,
( Ps, jeśli jest inaczej, niż ja podaję za panem Pawłem, przytocz jakiś argument, Kasia )
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz