To nie jest miejsce dla grzecznych chłopców. Ale właśnie tu dostają swoją szansę.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"14928"}
Mszana Dolna. Dawne budynki należące do majątku rodziny Krasińskich dziś mieszczą Młodzieżowy Ośrodek Wychowawczy. Tu mieszkają, uczą się i resocjalizują chłopcy w wieku 13-18 lat. Jest ich 48. Każdy z \"przeszłością\" - patologiczna rodzina, problemy z alkoholem, narkotykami, nierzadko z prawem. Kradzieże, bójki, rozboje. Każdy, kto tu przebywa, otrzymał postanowienie sądowe. Mają wiele na sumieniu, choć przestępczy kaliber nie jest ten, co w zakładach poprawczych. Tam trafia się za znacznie cięższe przestępstwa.
Jak podkreślają wychowawcy, nikt nie ma czarodziejskiej różdżki, która wyprostuje ich przeszłość. A ta na nich mocno ciąży. Są chłopcy, o których przeżyciach z domu można by nakręcić film. Ale to nie jest fabuła - to ich realne życie. Często nie ufają nikomu, nawet sobie, a szczególnie dorosłym. Ich życiem była ulica, kumple, więzi tworzone na zasadzie pomocy wzajemnej przez kradzieże, rozboje i uliczne walki. Nie jest łatwo do nich dotrzeć.
Muszą znać jasne reguły, które tu panują. Zwykłe sprawy codziennego życia są dla nich niezrozumiałe. Przecież pijanych rodziców nigdy nie interesowało, gdzie są i co robią. Stąd regulamin jest dla nich obcy, nie potrafią zrozumieć jego sensu. Wychowawcy mówią o regule żelaznej ręki w miękkiej rękawiczce. Podopieczni muszą dostosować się do wymagań, ale równocześnie zdawać sobie sprawę, że komuś na nich zależy. Muszą odczuć ciepło, którego wcześniej rzadko zaznawali.
Konieczne jest też uporządkowanie na poziomie psychologicznym, znalezienie źródła problemów i zastosowanie odpowiedniej terapii.
Chętnym ośrodek zapewnia kolejny, głębszy poziom przemiany. Dwa razy w roku odbywają się rekolekcje, jest systematyczny kontakt z księdzem, który sprawuje opiekę duchową nad tymi, którzy tego potrzebują. Kilkanaście lat temu regularnie przyjeżdżał tu jezuita o. Stanisław Majcher wraz z oazową \"grupą wsparcia\". W oparciu o tych wolontariuszy powstało Stowarzyszenie Sursum Corda, które chce nieść pomoc nie tylko wychowankom, ale i innym, którzy mają podobne problemy. W samym ośrodku powstało koło wolontariatu, w którym podopieczni też chcą nieść pomoc innym.
Najważniejsza jest kwestia dotarcia do człowieka. Bo ktoś może świetnie grać w teatrze, udzielać się, a mimo to funkcjonować \"od więzienia do więzienia\". W niedzielę jeden z byłych wychowanków przywiózł do ośrodka swojego kolegę i powiedział, że ma nadzieję, że Mszana mu pomoże, tak jak wcześniej pomogła jemu. To cieszy wychowawców, ale nie brak sytuacji, gdy nasuwa się na myśl wyłącznie słowo porażka.
- Nigdy nie używam słów przekreślających drugiego człowieka - z ciebie nic nie będzie, nie masz szans, jesteś przekreślony - przekonuje Małgorzata Wróbel, dyrektor placówki. - To jak zabicie kogoś, bo to zabicie wszelkiej motywacji. Wiem, że są ludzie, którzy wybierają zło jako regułę swojego życia. Moja zasada jest taka, że dokąd człowiek żyje, ma szansę się zmienić i z największego bagna się podnieść.
Dla tych młodych ludzi życie to ciągłe zmaganie się z poszukiwaniem jego sensu, pokonywaniem poczucia odrzucenia, agresją, przemocą, oraz z uzależnieniami, a nawet myślami samobójczymi. Są tacy, którzy latami utrzymują kontakt z ośrodkiem. A bywa, że po powrocie do rodziny dzieci dzwonią, gdy są w tarapatach. Gdy znów odezwie się problem alkoholowy czy popadną w kolejny konflikt z prawem. Wiedzą, że telefon jest wciąż ten sam i ktoś ich wysłucha, gdy powiedzą: \"pomóż mi\".
Józef Figura
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz