To nie było tak, że jak zostałem wybrany, to moja żona jak spadochroniarz spadła, by ratować lokal - przekonuje burmistrz Tadeusz Filipowicz, z którym rozmawia Józef Figura
- Dwaj mszańscy radni Maciej Dulęba i Rafał Dara powinni zdaniem Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego stracić mandaty, bo korzystają z mienia komunalnego. To nowość w mszańskim samorządzie?- W poprzednich kadencjach takich kłopotów nie było. Pamiętam, jak na początku sesji przewodniczący Adam Malec rozdawał wszystkim informacje, by tego typu sprawy pozałatwiali.
- Jednak padają głosy, że burmistrz też nie załatwił wszystkiego jak należy. Przecież pańską firmę, którą formalnie pan zamknął, teraz prowadzi żona i również działa na mieniu miejskim?- Solą w oku dla niektórych jest to, że w 2007 roku wyszedłem z lokalu i powinien się w tym momencie odbyć przetarg. Gdybyśmy pokazali, ile przetargów ogłaszaliśmy na wynajem innego lokalu, który się zwolnił w tym budynku! A i tak chętni, którzy się zgłosili, wynajmowali lokal przez miesiąc, dwa i rezygnowali, bo przy tym kryzysie nie byli w stanie się utrzymać.
- Ale zarzuty pozostały.
- Niektórzy podnosili rwetes, że nie było przetargu, bo tam prowadzi działalność moja małżonka. A proszę sobie wyobrazić, że zakład komunalny ogłasza przetarg, moja małżonka opuszcza lokal i przez kolejne miesiące nie znajduje się nabywca. Czy ktoś liczy straty? Nie! A miasto pobierało za lokal 3,2 tys. zł czynszu miesiąc w miesiąc. Co innego, gdyby był ktoś chętny do wejścia od razu - być może te argumenty, by kogoś przekonały. Ale ja z żoną w tym miejscu prowadzimy działalność od maja 1996 roku. Od samego początku prowadzimy ją razem. To nie było tak, że jak zostałem wybrany, to ona jak spadochroniarz spadła, by ratować lokal. Wiem, że niektórzy by chcieli, by wraz z wygraną w wyborach małżonka moja poszła na zasiłek dla bezrobotnych, a ja bym zniszczył firmę. Nie rozumiem takiej moralności Kalego - jeśli to dotyczy burmistrza, to trzeba ogłosić przetarg i robić larum na całą Małopolskę. Mogę dać się prześwietlić nawet przez prokuraturę - niech tylko to zgłoszą.
- Ale przy okazji w minionym roku udało się zmniejszyć czynsz w budynku, gdzie prowadzi działalność pańska żona, a podnieść tam, gdzie kwiaciarnię ma radny Dulęba.- Miasto ma 8 lokali handlowych przy Starowiejskiej 2. W starym budynku suma powierzchni w 4 lokalach to 169 m kw., podczas gdy w nowym jest to prawie dwa razy więcej. Do lipca ubiegłego roku stawki w starym budynku sięgały od 56 do 65 zł za metr, podczas gdy w nowym wahały się od 15 do 21 zł. Paradoksalnie stawki od wszystkich lokali w starym budynku wynosiły 10 tys. zł, a w nowym - przy 2 razy większej powierzchni - tylko 5 tys. zł. Takie czynsze płaciliśmy przez 10 lat, a wszystko to były lokale komunalne. Trzy właścicielki lokali w starym budynku z moją żoną włącznie złożyły wniosek do sądu limanowskiego i na drodze procesu ugodowego Zakład Gospodarki Komunalnej przystał na ich argumenty i podpisano ugodę. Teraz cała ósemka płaci jednakowe stawki za metr - 30 zł. Innej możliwości, niż sąd, nie było, bo ceny zostały wyłonione w przetargu.
- Kolejnego przetargu już nie było dla żadnego z najemców?- Gdy przyszedł czerwiec 2011, skończył się 10-letni okres najmu i na mój wniosek radni przedłużyli dzierżawę uchwałą na kolejne 10 lat bez przetargu. I nie robiliśmy z tego problemu, bo w dzisiejszych czasach nie ma tylu chętnych. Jeśli pracują, dostarczają dochody miastu, to czy byłoby sprawiedliwym organizować przetarg?
fig
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz