Długo Polska kojarzyła się z krajem, gdzie produkowano „jabcoki”, teraz zaczynają odżywać tradycje winiarskie z prawdziwego zdarzenia. Jak przekonują winiarze, rodzime Regenty, Ronda czy Pinot Noir mogą zachwycić koneserów.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"9249"}
Choć ciągle urzędnicza biurokracja spędza im sen z oczu, to próbują wycisnąć to, co najlepsze, ze swoich szczepów. 4 czerwca mieli okazję zaprezentować swoje sukcesy podczas Małopolskiego Festiwalu Wina, organizowanego w Folwarku Stara Winiarnia w Mszanie Dolnej. Jak się okazuje, przygoda z winem może mieć gorzki smak, i to nie ze względu na pogodę czy rodzaj winnych szczepów, ale z powodu karkołomnych przepisów prawnych.
Zofia i Stanisław Michałowscy przed trzema laty założyli winnicę „Zadora” w Szczepanowicach nad Dunajcem koło Tarnowa. To – jak przekonują – polski biegun ciepła i doskonałe miejsce do uprawy winorośli. Z Niemiec sprowadzają sadzonki bardziej odporne na surowy klimat, które zimą wytrzymują nawet dwudziestopięciostopniowe mrozy. Wydaje się, że to maleńka uprawa, bo zajmuje zaledwie pół hektara powierzchni, jednak w ciągu roku można z niej wyprodukować blisko półtora tysiąca butelek wina. – Można by i więcej, ale chodzi o to, by nie wyciskać soku do końca, bo wtedy jakość jest już gorsza, tymczasem najwartościowszy jest samociek, który naturalnie wypływa – przekonuje Stanisław Michałowski.
Celnik w krzakachWiniarstwo to raczej hobby, które w Polsce nie przynosi dochodu. By mówić o zyskach, uprawa powinna mieć przynajmniej 2-3 hektary, a właściciel zaparcie powieściowej Siłaczki i anielską cierpliwość do urzędniczo-ustawowej głupoty.
Jeśli ktoś zapragnie kupić wino z małopolskich winnic, praktycznie jest skazany albo na poszukiwania wystaw, by kupić pamiątkę, albo udać się do winnicy licząc, że właściciel nas ugości. W sklepie jesteśmy skazani na przegraną – w całym kraju jedynie dwie winnice dostarczają swe produkty na półki.
Dlaczego? Rejestracja winnicy, a przede wszystkim uzyskanie zezwolenia na oficjalną sprzedaż wina to prawdziwa droga przez mękę. – Wszystkie czynności związane ze zbiorem, tłoczeniem i nalewaniem muszą być wykonywane w obecności służby celnej – wylicza Stanisław Michałowski. – Trzeba uprzedzić ich kilka dni wcześniej, oni przyjadą, zważą, spiszą protokół. Przy tym waga czy zbiorniki muszą być zalegalizowane, bo te legalizacje, które dają np. Włosi, nie wystarczą. Niezależnie od tego, czy producent robi 10 hektolitrów, czy 10 tysięcy – traktuje się go tak samo! Rozumiem, że inspekcja handlowa pobiera próbki i kontroluje. Ale jeśli na butelce jest podane, że wino zawiera 12% alkoholu, a im wyjdzie 12,5 – to trzeba całą partię wycofać – wylać albo wypić samemu. A sprawa akcyzy? Gdy odpowiednia partia wina jest już przygotowana do sprzedaży – trzeba zamówić odpowiednią liczbę druków, przywieźć je pod konwojem i nakleić w obecności celnika. Kogo na to stać, jeśli ma niewielką winnicę?
Michałowscy, podobnie jak pozostali wystawcy, sprzedają więc pamiątkę z festiwalu wina – w sklepie jej nie znajdziemy, ale akcyzy na butelce też nie uświadczymy.
Winiarze mają nadzieję na przygotowanie nowej ustawy regulującej produkcję wina. Liczą, że kiedyś będą traktowani tak, jak rolnicy, którzy mają prawo sprzedać to, co wyprodukują. Liczą, że nie będą musieli za każdym razem wzywać celnika, a jeśli zechcą szeptalizować, czyli dodać cukru, nie trzeba będzie zawiadamiać inspektora wojewódzkiego. Chcą uprościć procedury tak, jak to jest choćby na Węgrzech czy Słowacji – winiarz robi wino i na miejscu może je sprzedać wprost z beczki.
Początki zawdzięczają programowi Małopolskiej Organizacji Rozwoju Regionalnego, która znalazła środki na odtworzenie i rozwój winiarstwa. Chętni mogli więc skorzystać ze szkoleń, wyjeżdżać na praktyki na Węgrzech czy w Austrii. Zawiązali też Małopolskie Forum Winne i zbierają się, by zdobyć wiedzę potrzebną do produkcji coraz lepszych win. – Jakość wina i jego cechy szczególne zależą nie tylko od uprawianego szczepu, istotne jest też miejsce, w którym on rośnie – co się da z niego wyciągnąć – przyznaje Michałowski. – Nasza winnica położona jest na skraju Kotliny Sandomierskiej, gdzie sięgało Morze Mioceńskie. W glebie jest dużo minerałów, które może wyciągnąć winorośl. Daje to niepowtarzalny smak. Druga sprawa to proces technologiczny – jeśli wino robi się bez dodatku chemii, to jego jakość jest zupełnie inna. Nasze nie ma dodatków, perfum czy barwników. Ważny jest też sposób przechowywania – najlepsze wina leżakują w dębowych beczkach inaczej wypalanych dla win białych, a inaczej dla czerwonych. Co prawda nasza wiedza jest jeszcze skromna, dopiero się uczymy, ale myślę, że jakieś osiągnięcia już mamy.
Małopolska ma najwięcej winnic w Polsce – ponad czterdzieści. Jak dotąd oficjalnie są zarejestrowane tylko dwa polskie wina.
Czekając na lepsze czasyMarcin Lorek swą 25-arową winiarnię Smykań założył przy gospodarstwie agroturystycznym. Lampkę czerwonego wina można wypić degustując domowy ser dojrzewający czy wypieczony w kaflowym piecu czarny chleb. Właściciele organizują też specjalne degustacje podczas zwiedzania winnicy. Póki co o sprzedaży nie ma mowy. Jednak pasja winiarska powoli wchodzi mu w krew, bo w minionym roku posadził szczepy na kolejnej 40-arowej działce w sąsiedniej wsi.
– Ale to się nie opłaca, nie mamy warunków i przez ostatnie trzy lata ich nie było – irytuje się Andrzej Gabzdyl, właściciel winnicy Raciechowice. Z zawodu jest informatykiem, mieszka w Krakowie, ale na swojej działce zdecydował się posadzić winorośl zamiast jabłoni czy grusz. – Wszystko wychodziło dobrze, dopóki nie pojawiła się ustawa winiarska. Po zarejestrowaniu miałem siedem kontroli i musiałem brać na każdą dzień urlopu. Dałem sobie spokój, wyrejestrowałem się, ale robię to dalej i czekam na lepsze czasy. Poznaję uroki winiarstwa i coraz bardziej mi się ono podoba. Produkuje wino już drugi rok – na wystawę przywiózł butelki oznakowane jedynie „2008” i „2009”. Ten młodszy rocznik okazuje się lepszy – ze względu na większą liczbę słonecznych dni i dojrzalsze owoce. Ale i starsze wino, choć proste, zaskakuje świeżością, owocowym posmakiem i lekkością. Już po pierwszym łyku wiadomo, że mamy do czynienia z czymś zupełnie innymi, niż sklepowe importowane produkty – tym bardziej warto go posmakować. Oczywiście o ile uda nam się kiedyś upolować prawdziwe, małopolskie wino.
Jabol odszedł w niepamięćFolwark Stara Winiarnia w czasach PRL kojarzył się z produkcją win. Były to wina ziołowo-lecznicze oraz popularne „jabole”. O powodzeniu „wina patykiem pisanego” świadczy choćby fakt, że w Mszanie Dolnej rocznie produkowano ponad milion butelek tego specyfiku. Dziś jednak miejsce to w niczym nie przypomina rozlewni tanich win – w starej części folwarku powstała restauracja z hotelem. Sale mają własny, specyficzny klimat, są więc często miejscem koncertów – zjeżdża się tu cała bluesowa śmietanka kraju. Od czasu do czasu właściciele organizują degustacje win z całego świata. W tym roku po raz pierwszy udało się zorganizować Małopolski Festiwal Wina i wszyscy mają nadzieję, że impreza będzie powtarzana co roku. I że urzędnicze absurdy przestaną krępować rozwój małych, domowych winiarni.
Józef Figura
0 0
wiadomo, ze bardziej oplacalne jest pedzenie spirytu z gruli :-)
0 0
tu gdzie mieszkam kazdy moze sobie robic spokojnie winko i je sprzedawac we wlasnymdomu. Jesli sie chce mozna tez i mocniejsze trunki wyrabiac \"dla wlasnego uzytku\" Wspolczuje naszym zapalencom, ale to cieszy ze powoli i to sie odrasza. Wmoich czestych podrozach zawsze szukam lokalnych win i musze przyznac ze zawsze znajduje cos specjalnego. Pamietam moje zdziwienie kiedy natrafilem na piekne winnice i b.dore winko w Nowym Mexyku na szczerej pustyni. I wcale nie bylo to ro bione z kaktusow. Szkoda ze na Slowacji mozna a u nas nie, ale jak to jest skoro nalezymy do tej samej unii, to powinny byc takie same przepisy, czyz nie??
Ja w tym roku bede robil ze sliweczek, bardzo ladnie obrodzily i napewno wyjdzie cos dobrego.
0 0
no, wolnoć Tomku w swoim domku, tyle ze na potrzeby wlasne; a jak produkcja to z obostrzeniami , akcyza etc
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz