Patrząc na położenie Gronia – trudno sobie wyobrazić inną przyszłość dla wsi, niż rozwój turystyki.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"4666"}
Wąska droga wije się wzdłuż potoku, płatając podróżującym psikusa – raz są w Groniu, raz w Leśnicy. I tak naprzemian, w zależności od tego, po której stronie potoku trakt akurat przechodzi. Choć na znaku drogowym widnieje wspólna nazwa Leśnica-Groń, to każda wieś ma swojego sołtysa. A i szkoła podstawowa jest w Groniu, a zespół szkół w Leśnicy. Z tym że obwody szkolne podzielone zostały w poprzek drogi – dzieciaki mieszkające od Gronkowa do kościoła przynależą do jednej podstawówki, te od kościoła do Bukowiny – do drugiej. Tak można przynajmniej zaoszczędzić na dowozach. Bo obie wioski liczą po przeszło 1200 mieszkańców, a mieszkańcy sprawiedliwie wszystko podzielili między siebie – i jak Groń ma kościół, to Leśnica cmentarz. Z pięciu sklepów dwa pozostały w Groniu. Jest tu też ośrodek wczasowy.
Jeszcze 50 lat temu nawet do kościoła ludzie chodzili osobno – zanim powstała wspólna parafia, ci z Leśnicy chodzili do Szaflar, a z Gronia do Białki.
Do wiejskiej szkoła w Groniu uczęszcza przeszło setka dzieciaków. Klasy liczą od 11 do 26 uczniów, więc pod tym względem warunki są komfortowe. Zresztą szkoła ma nową elewację i boisko, ale na salę gimnastyczną – z braku miejsca nie ma szans. Dzieciaki będą pewnie korzystać z nowej hali przy powstającym nowym gimnazjum. – Tu się pracuje doskonale. Każdy nauczyciel zna wszystkie dzieci, ich osiągnięcia i problemy. Tu nie ma anonimowości, jak w dużym mieście – zapewnia Marta Sztorc, dyrektor szkoły. Sama pracuje w Groniu od dwudziestu lat, a dyrektorski stołek objęła przed trzema laty. I choć codziennie dojeżdża z Nowego Targu, nie chciałaby pracować gdzie indziej.
Krystyna Kustwan ze Szczawnicy do Gronia trafiła przypadkowo. W latach 70., jako młoda nauczycielka matematyki, została oddelegowana tu do pracy. Początkowo myślała tylko o tym, żeby jak najszybciej wyjechać. Ale poznała swego męża i została. Dziś nie wyobraża sobie życia w mieście, nawet niewielkim. A gdy wyjedzie w odwiedziny do którejś z córek – do Niemiec lub USA – odlicza dni do powrotu. Nie żeby nie potrafiła się porozumieć z dziećmi, ale nie może usiedzieć w mieście. I ciężko jej wytrzymać bez szkoły. Tymczasem po latach ciągłych nadgodzin nabawiła się choroby gardła. Dziś, jako rencistce, nie wolno jej nawet dawać korepetycji. Co ciekawe, formalnie, jako mieszkanka Gronia, przez lata pracowała w Leśnicy. I mimo że do szkoły miała przez ulicę – to te kilkadziesiąt metrów dawało prawo do ulgi podatkowej za dojazd do pracy w innej miejscowości.
Dziś rencistka całymi dniami oddaje się uprawie przydomowego ogródka, a od roku także hodowli siedmiu kóz. – Koza jest po prostu bardzo tania w utrzymaniu. Napasie się wszystkim – wystarczy kupa chwastów wyrwanych z ogródka. A do tego daje zdrowe mleko, czasem ser się zrobi. Pyszny! Paradoksalnie litr mleka w sklepie kosztuje 8 zł, a przecież jego wyprodukowanie jest tańsze od krowiego! – dodaje nauczycielka.
Pani Krystyna nie ma zbyt wielu naśladowców w hodowli. Zresztą rolnictwo – jak wszędzie na Podhalu – jest w odwrocie. Nie opłaca się uprawiać, hodować. Chyba że będzie to jedynie dodatkowe źródło utrzymania.
Patrząc na położenie Gronia – niemal za plecami Kotelnicy Białczańskiej – trudno sobie wyobrazić inną przyszłość dla wsi, niż rozwój turystyki. Na razie przyjeżdżają tu głównie ci, którzy wolą przenocować w ciszy, by w dzień wyruszyć do pobliskiej Bukowiny, Białki czy Zakopanego. Ale może kiedyś i do Gronia można będzie zjechać z Białki na nartach?
Józef Figura
0 0
a red dzejef to po malowniczych wioskach sobie podróżuje...zakochany czy co???
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz