Według legendy pierwsi osiedlili się tu Litwini, wynagrodzeni ziemią przez polskiego króla, według historyków – wołoscy pasterze. Dziś w Czarnej Górze coraz częściej słychać wielojęzyczny gwar turystów, których przyciąga cisza i niezwykła panorama Tatr.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"715"}
Dziurawa nawierzchnia drogi wiodącej od strony Trybsza zmienia się w gładką, gdy tylko miniemy znak \"Czara Góra\". Dywanik położony za unijne pieniądze kończy się jednak na najwyższym punkcie drogi. Czyżby drogowcy obawiali się, że kierowcy, urzeczeni widokiem na Tatry, zapomną zdjąć nogę z gazu? Teraz ostry zjazd w dół przypomina o sobie dziurami w drodze.
Dla wielu widok z Czarnej Góry był tak urzekający, że postanowili tu zostać na zawsze. Kiedyś było to łatwe, bo działki można było kupić po przyzwoitej cenie. Dziś trzeba wydać fortunę za kawałek ziemi, ale i to rzadko skłania mieszkańców, by pozbyć się ojcowizny.
Poniedziałkowy poranek. Nad środkową, najbardziej malowniczą częścią wsi, Sołectwem, unosi się zapach obornika. Rolnicy ładują go na przyczepy i rozrzucają po polach. Bo choć z gospodarki mało kto się utrzymuje, to niemal przy każdym domu gospodarze trzymają parę zwierząt. Dziś jednak miejscowi wiedzą, że prawdziwe pieniądze można zarobić na turystach. Prawdziwy boom rozpoczyna się właśnie teraz – w tym roku ruszył nowy wyciąg na Kozińcu, działał, choć nie bez problemów, także drugi – na Litwince. Dziś na Sołtystwie coraz więcej osób ma przynajmniej jeden pokój do wynajęcia.
Pani Emilia Chowaniec mieszka na Sołtystwie od dziesięciu lat. Sama pochodzi z Łopusznej, jednak zamieszkała w domu córki, która wyszła za czarnogórzanina. Dziś pomaga dzieciom prowadzić dom i pensjonat dla kilkunastu gości. – Ludzi tyle dzwoni, że można by całą wieś wynająć – zauważa. – Przyjeżdżają nawet Niemcy, Holendrzy. Wszystkie pokoje mamy zarezerwowane już nawet na Boże Narodzenie i sylwestra! Co ludzie sobie chwalą? Przede wszystkim wspaniałe widoki, czyste powietrze i ciszę. I nawet jak rozchodzi się – tak jak dziś – zapach gnojowicy, to mówią, że po to przyjechali, żeby go wąchać!
Czara Góra to właściwie trzy odrębne wioski – obok Sołtystwa jest Zagóra (od strony Trybsza) i właściwa część wsi, leżąca bliżej Jurgowa, gdzie jest duże osiedle romskie – Kamieniec. Całość to ponad półtora tysiąca mieszkańców, a chyba jedynym, co łączy te trzy części, jest osoba sołtysa. Za każdym razem jest on wybierany z innej części wsi.
Barbara Rzepiszczak przyjechała do Czarnej Góry w 1994 oku. Porzuciła Kraków dla gór – miłość do Tatr zaszczepił w niej ojciec. Dziś z domu na Sołtystwie może patrzeć na góry, a obok domu hodować ukochane konie. Prowadzi też gospodarstwo agroturystyczne, a na co dzień jest dyrektorką miejscowej szkoły.
Do niewielkiego, wyremontowanego budynku uczęszcza 50 uczniów. Jak na małą, wiejską szkołę przystało, w niektórych klasach jest zaledwie czworo dzieci, więc część zajęć trzeba łączyć. Jest to kłopotliwe organizacyjnie, jednak – jak podkreśla dyrektorka – taka placówka ma swoje plusy. – Mamy ośmiu nauczycieli, wszyscy wszystkich znają, nie ma więc przemocy, alkoholu czy narkotyków. Co ważne, z roku na rok rośnie liczba osób ze średnim czy wyższym wykształceniem – młodzi chcą się uczyć – dodaje.
Józef Figura
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz