Remont gminnej drogi w Poroninie został wstrzymany przez dwóch właścicieli działek, z których jeden pracuje w nadzorze budowlanym w Zakopanem.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"13963"}
- To jest nielegalny remont, ponieważ gmina nie ma żadnego prawa do tej drogi - przekonuje Stanisław Stachoń z nadzoru budowlanego w Zakopanem. W miniony piątek na drodze prostopadłej do ul. Za Torem interweniowała straż gminna i policja. Przybyli na miejsce urzędnicy gminni podkreślali, że remont prowadzony jest za zgodą wszystkich właścicieli. Potwierdzali to mieszkańcy, oburzeni postępowaniem swojego sąsiada. - Pan tu nie mieszka, droga jest pół metra szersza, niż wylana warstwa starego asfaltu - denerwuje się Stanisław Topór. Pokazuje granicę działki swego adwersarza.
- To moja działka i nie wyrażam zgody na żadne przekopywanie drogi - podkreśla Stanisław Stachoń. Wspiera go jego kuzyn, który mieszka przy skrzyżowaniu remontowanej drogi z ul. Za Torem. Przypominają, że przed laty z góry spływał potok, a po obu jego brzegach biegły dwie drogi. - Teraz droga jest jedna, a na mojej działce gmina i sąsiedzi zrobili sobie wysypisko gruzu - złości się Stanisław Stachoń. Po 23 latach wrócił z USA i jest zszokowany ilością nieprawnych działań, jakie zauważa w gminie Poronin i Biały Dunajec, gdzie ma działki. Nie przyjmuje tłumaczenia urzędników, że przepadną środki na usuwanie strat popowodziowych. Bo właśnie za te pieniądze gmina rozpoczęła remont bocznej drogi w Poroninie, gdzie ma swoją działkę Stachoń. Przypomina, że z działki pod jego nieobecność zniknęły spore ilości materiałów budowlanych, tysiące pustaków i cegieł. - Wysypisko gruzu sam sobie zrobił - nie kryje zdenerwowania Stanisław Topór - a cegły i pustaki jego żona sprzedała, jak był w Ameryce.
Policja kilkakrotnie kursowała między urzędem gminy a rozkopaną drogą. Zdezorientowani robotnicy byli zaszokowani postępowaniem właściciela działki. - Przecież robimy ludziom nowy asfalt, odwodnienie, nie muszą za to nic płacić - kręci z niedowierzaniem głową jeden z pracowników. Stanisław Stachoń żądał, by gminni urzędnicy udowodnili, że droga należy do gminy. Twierdzi, że jest właścicielem działki, na której robotnicy wkopali betonowe kręgi pod studzienki odprowadzające burzówkę. - Chodzi mi tylko o zasadę, by przyjść, zapytać właściciela i poprosić o zgodę na wejście w teren. A poza tym, skoro to nie jest gminna droga, to urząd nie ma tu nic do roboty - podsumowuje Stanisław Stachoń.
Policja, po sprawdzeniu dokumentów w gminie i na miejscu konfliktu, nakazała wstrzymanie prac remontowych. Pouczyła przedstawicieli gminy i Stanisława Stachonia, by sądownie ustalili prawa do prowadzenia prac budowlanych na spornym terenie.
W trudnej sytuacji interweniował wójt Poronina. - Spotkaliśmy się z panem Stanisławem dwukrotnie - relacjonuje wójt Bronisław Stoch. Podkreśla, że bierze na siebie całą odpowiedzialność za prowadzony remont, który z pewnością nie jest samowolą budowlaną. - Środki na usuwanie szkód po powodzi musimy wykorzystać, bo już do nas nie wrócą. Chodzi o ponad 100 tys. zł. Poza tym mieszkańcy od wielu lat czekają na naprawę tej drogi - podsumowuje Bronisław Stoch. Po dwudniowej blokadzie, we wtorek znów ruszyły prace remontowe na drodze. - Jeśli protestujące osoby nie zgadzają się na remont tej drogi, muszą sprawę przeciwko gminie skierować do sądu - podsumowuje wójt
rav
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz