W katastrofie na lotnisku pod Smoleńskiem zginęła Bronisława Orawiec-Loffler, bratanica polskiego oficera zamordowanego w Katyniu. Od czasów przedwojennych mieszkała w Poroninie, była żołnierzem AK i od lat to dzięki niej pamięć o Katyniu była cały czas żywa.
Przed domem gdzie mieszkała na ulicy Piłsudskiego 101 palą się znicze. Na ogrodzeniu jej powiększone zdjęcie przepasane czarną wstążką. W mieszkaniu wielka cisza. - Mówiłam do męża, że dziś chyba telefony nam się popsuły, taki panuje spokój. Bo przez pierwsze dwa dni od katastrofy odebrałam chyba tysiące połączeń. A skrzynka z pocztą głosową na numerze mamy jest zablokowana, tyle osób się nagrało z kondolencjami - mówi ubrana na czarno Anna Loffler Oszostowicz, córka pani Bronisławy.
Zawieszeni w próżni
Domownicy, wśród których jest chrzestny syn Michał i mąż pani Anny Jan Oszostowicz chętnie wspominają zmarłą. - Przynajmniej jest z kim porozmawiać, bo teraz czujemy pustkę. Nawet nie mamy się czym zająć, nie ma zidentyfikowanego ciała. A nawet jak już będzie, to wszystko dzieje się poza nami. Wszystkie sprawy załatwiają urzędy, ministerstwa. My zostaliśmy zawieszeni w próżni - tłumaczy Jan Oszostowicz.
Pytani o Bronisławę podkreślają zgodnie, że wszędzie jej było pełno. Mimo 81 lat wciąż udzielała się społecznie, żyła z napiętym harmonogramem każdego dnia. - Tak było przez całe życie. Mama żyła bardzo szybko, bardzo aktywnie i bardzo szybko od nas odeszła. Ona mogła spokojnie dożyć stu lat. Tak była aktywna. Przecież sama prowadziła samochód. Ciągle basen, grzyby, spotkania - opowiada Anna Loffler Oszostowicz.
Przypomina, że mama w trakcie swej stomatologicznej praktyki nigdy nie odmówiła pomocy pacjentowi. Choćby zapukał do domu z bolącym zębem o drugiej czy trzeciej nad ranem. - Była bardzo otwarta i pomocna. W ZOZ-ie zakładała „Solidarność” - przypomina córka tragicznie zmarłej działaczki. I pokazuje zaproszenie z kancelarii prezydenta RP. - Mama miała jechać pociągiem do Katynia. Ale na kilka dni przed wyprawą dostała zaproszenie na przelot. Bardzo się cieszyła. To było dla niej uhonorowanie wieloletniej działalności. Takie wyróżnienie - dodaje Anna Loffler Oszostowicz.
Grom z jasnego nieba
Wiadomość że Bronisława Orawiec jest na liście tragicznie zmarłych spadła na nich nagle. - Dowiedzieliśmy się z telewizji. Jeszcze była nadzieja, że to pomyłka, że leciała tym drugim samolotem - mówi Jan Oszostowicz. Jego żona dodaje, że przed odlotem z Warszawy rozmawiały. - Mama mówiła, że w hotelu zostali wspaniale przyjęci. Że odwiedził ją Janusz Kurtyka z IPN, z którym wspólpracowała i postanowili razem wracać z Katynia pociągiem - mówi córka - To była nasza ostatnia rozmowa. Przez telefon.
Anna Loffler Oszostowicz nie pojechała do Moskwy by zidentyfikować zwłoki mamy. Pojechał tam wnuk Bronisławy, Łukasz. Do Poronina przyjechała Żandarmeria Wojskowa, by pobrać próbki DNA od pani Anny. - Zostało nam po teściowej puste miejsce. I tak siedzimy teraz przed telewizorem. Czekamy na jakieś informacje, szczegóły, że coś się odnalazło. I na telefon od syna. Czy udało się odnaleźć i zidentyfikować ciało Bronisławy - dodaje Jan Oszostowicz.
Pożegnalna opaska
Na peronie żegnał ją Józef Borgosz, który razem z panią Bronisławą działał w AK w stworzonym na Podhalu oddziale dywersyjnym „Ciupaga”. – Jeszcze w piątek żegnałem panią Bronisławę na dworcu kolejowym w Poroninie. W ostatniej chwili nie mogła znaleźć opaski żołnierza AK, pożyczyłem jej. Powiedzieliśmy sobie: do zobaczenia. To była wielce zasłużona, energiczna osoba, która pochodziła z patriotycznej rodziny. To trudne do uwierzenia – mówi Tygodnikowi Józef Borgosz, kolega z AK pani Bronisławy, były długoletni prezes klubu Poroniec Poronin. Pan Józef przyjaźnił się z panią Bronisławą jeszcze przed wojną.
– To była moja młodsza o cztery lata koleżanka, razem chodziliśmy na grzyby. Pamiętam też jej męża, inżyniera projektanta, który pracował w biurze projektowym w Zakopanem. Ona po wojnie prowadziła gabinet dentystyczny.
Pan Józef wspomina też wspólne czasy spędzone w czasie wojny w AK.
– Nasza działalność w Zakopanem i Poroninie polegała na przykład na drukowaniu gazetki podziemnej „Hyr”. Pamiętam, jak Bronka materiały do każdego wydania ukrywała w rurce w swoim rowerze i przewoziła przez całą wieś, żeby Niemcy nie zwrócili na to uwagi. Dopiero w 1944 r. dostaliśmy broń. Większość z nas pierwszy raz miała w ręku karabin. Ćwiczyliśmy razem z Bronką i innymi na przykład w Dolinie Filipki. Wiadomo było, że nie będziemy już strzelać do Niemców, ale nadchodziły informacje o tym, co mogą z nami zrobić sowieci.
Historyczne miejsce
Pan Józef podkreśla, że Bronisława Orawiec od wielu lat dbała o to, aby pamięć o Katyniu w Poroninie nie zaginęła.
– Organizowała wystawy, konkursy w szkołach, uroczystości na cmentarzu w Poroninie, teraz dostała zaproszenie od Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Strasznie ją ono ucieszyło, mówiła, że to wielki zaszczyt – dodaje pan Józef.
Pani Bronisława była osobą powszechnie lubianą w Poroninie, działała tu też w Związku Podhalan.
- To była bardzo konkretna, otwarta osoba, a przy tym wszystkim dobry człowiek –mówi mieszkający w Poroninie Andrzej Skupień, wicestarosta tatrzański. - Pochodziła z rodziny Orawców, jej dziadek był wójtem Poronina. To w jej rodzinnym domu doszło do zatrzymania przez Niemców Franciszka Gajowniczka, za którego w Oświęcimiu życie oddał św. Maksymilian Kolbe. Pani Bronisława była aktywną działaczką społeczną. Gdy rok wcześniej z jej inicjatywy odbywały się w Poroninie uroczystości katyńskie, kto by się wtedy spodziewał, że zginie na tej ziemi.
W domu Orawców mieścił się w czasie wojny punkt kontaktowy kurierów tatrzańskich. Babcia pani Anny Helena była męczona na Palace. - Pół roku przesiedziała nieprzytomna - wspomina pani Anna - Ale była silna. Zmarła nam w wieku 99 lat. I to dlatego, że upadła i się połamała. Dziadek Bronisław, brat zamordowanego w Katyniu Franciszka był dwukrotnie aresztowany przez Gestapo. Jak przyszli po niego trzeci raz, to się schował do dębowej beczki. On był potężnej budowy i 190 cm wysoki. Nawet im do głowy nie przyszło otwierać beczkę. Jak wyszli, to nie dało się dziadziusia wyjąć, trzeba było beczkę rozcinać.
Artystyczne powiązania
Na ścianie portret Bronisławy pędzla Ludwika Herczaka. - To był nasz wujek. A od strony taty spokrewnieni jesteśmy z Grottgerami. Lofflerzy mają nawet wspólny z Grottgerami grób na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Natomiast przez stryja Franka moja mama była krewną Beksińskich. Franciszek w 1922 roku ożenił się z Władysławą Beksińską, ciotką malarza Zdzisława Beksińskiego.
Anna Loffler Oszostowicz przypomina też, jak dziadek zakładał Straż Pożarną w Poroninie. I jakie miał serce dla zwierząt. - W domu zawsze było ich pełno. Przed wojną sprowadziły się do nas małe sarenki. Jedną nazwali Lusia. Jak dziadka i babcię aresztowali Niemcy, to sarny uciekły. Po wojnie dziadek budował drogę do Morskiego Oka.
Była zima. Jechał saniami. Drogę przebiegło stado saren. Zawołał „Lusia!”. I ta sarna go poznała. Przybiegła, on dał jej owsa, który miał na saniach dla konia, a Lusia polizała go i wróciła do stada. Takich niesamowitych historii mamy pełno. Mama dużo opowiadała. Jej pasją były też pasjanse, a jak była młodsza, była zawołaną brydżystką - podsumowuje Anna Loffler Oszostowicz.
Opuszczam cichy dom. W ogródku pełno krokusów. Bronisława Orawiec nazrywała ich przed podróżą. Wzięła kwiaty do samolotu, żeby zawieźć do Katynia. Los chciał, że zabrała je dla polskich oficerów prosto do nieba.
Rafał Gratkowski, Paweł Pełka

22.12.2025
OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

29.05.2026
Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

02.06.2026
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

02.06.2026
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

27.05.2026
Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

19.05.2026
KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

02.06.2026
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

02.06.2026
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

01.06.2026
DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

01.06.2026
SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

29.05.2026
RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

25.05.2026
ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

22.05.2026
RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

12.05.2026
Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

28.04.2026
WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

23.04.2026
PROVIDENT. 571 240 909.

17.04.2026
OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

07.04.2026
Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

07.04.2026
NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...
0 0
w pisowni nazwiska jest błąd...moze by warto poprawic??
0 0
dodam ze zamiast ö
w polskiej pisowni powinno byc oe
0 0
dla \"kasi\" twoja upirdliwosc jest prawie tak wielka jak twoja glupota ( \"t \" male nie jest pomylka)
0 0
bo moim zdaniem nie wypada przekrecac nazwisk, szczegolnie ze osoba zginea. A ty wiesz jak sie zachowujesz ?
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz