W listopadzie skończyłaby 44 lata. Miała dwójkę dzieci. Mieszkała w Kościelisku Siwarne. Nagle źle się poczuła. Siostra szybko zawiozła ją do szpitala. Dwie godziny później chora zmarła, zaatakowana przez sepsę o piorunującym przebiegu.
Pani Hanna Kubiniec, siostra zmarłej, do tej pory nie może uwierzyć w to, co się stało. W kilka godzin straciła siostrę. – W piątek moja siostra zaczęła skarżyć się na złe samopoczucie: bolały ją nogi, miała stan podgorączkowy, lekką biegunkę. W sąsiedztwie mieszkają akurat lekarze, stwierdzili, że powinnam zawieźć chorą do szpitala.
Jak opowiada pani Hanna, po drodze siostra czuła się coraz gorzej. Traciła wzrok. Na wiadukcie pod Gubałowką poprosiła, aby zatrzymać samochód. Wymiotowała. – W szpitalu siostrę przyjęli szybko. Lekarz zbadał ją. Dowiedziałam się, że będzie musiała zostać w szpitalu. Poproszono mnie, abym pojechała po jej rzeczy do domu. Przed wyjściem ze szpitala zajrzałam do pokoju, gdzie była siostra – pielęgniarka robiła jej badanie EKG. Zobaczyłam, że na brzuchu ma czerwone plamy. Następne minuty upłynęły bardzo szybko. Pani Hanna wróciła do domu. Nagle otrzymała telefon ze szpitala, żeby szybko wracała i że u siostry stwierdzono sepsę. – W szpitalu czekało na mnie trzech lekarzy. Zaczęłam mówić, że zapłacę za najlepsze antybiotyki. Jeden z lekarzy podszedł do mnie i powiedział, że siostra odeszła. Szybko dostałam antybiotyk.
Późniejsze badania wykazały, że była to sepsa, wywołana meningokokowym zapaleniem opon mózgowych. – Nie pamiętamy w naszym szpitalu przypadku sepsy o tak piorunującym przebiegu. Mimo reanimacji, prowadzonej przez kilku lekarzy, chorej nie udało się uratować – zauważa Sylweriusz Kosiński, wicedyrektor zakopiańskiego szpitala.
Po śmierci kobiety rozpoczęło się poszukiwanie osób, które miały kontakt z chorą lub z jej domem. Rzeczy zmarłej spalono. – U siostry akurat był remont, prowadzili go robotnicy z Gliczarowa – opowiada pani Hanna. – Zaraz do nich zadzwoniłam i powiedziałam, żeby biegli do apteki w Białym Dunajcu. I tutaj spotkał mnie zawód. O ile w Kościelisku pani w aptece stanęła na wysokości zadania i zaraz dała antybiotyk wszystkim potrzebującym, to w Białym Dunajcu aptekarka, do której zadzwoniłam, zapytała, co z tego będzie mieć i że nie może byle komu dawać leków bez recepty. Ostatecznie antybiotyki podano robotnikom w szpitalu. – Nie wiem, jak można być takim bez serca, przecież ważna była każda godzina. To zwykła znieczulica, czemu ta pani nie skontaktowała się z lekarzem, ze szpitalem, przecież mogła sprawdzić wszystko przez telefon – podsumowuje siostra zmarłej.
Aptekarka z Białego Dunajca w rozmowie z Tygodnikiem potwierdza, że nie wydała robotnikom antybiotyków. – Rzeczywiście, była taka sytuacja. W sobotę zgłosili się do mnie młodzi mężczyźni, byli zdenerwowani, jeden z nich płakał, że ma małe dziecko. Nie mogę jednak wydawać antybiotyków bez recepty każdemu, kto przyjedzie do apteki. W sobotę nie dyżuruje u nas lekarz, więc odesłałam tych ludzi do szpitala. Nie można przecież opierać się w takich wypadkach na telefonicznych informacjach – twierdzi aptekarka z Białego Dunajca.
W Kościelisku w pierwszej chwili wybuchła panika. Już w niedzielę wiele osób przyszło jednak do domu zmarłej, modlić się za jej duszę. – Myśleliśmy, że nikt nie przyjdzie, bo wszyscy się będą bać. Okazało się, że jest inaczej, przyszło bardzo wiele osób, wszyscy nam współczuli – dodaje pani Hanna.
To kolejny przypadek sepsy na Podhalu. Choroba najczęściej atakuje dzieci i młodzież. Nie było jednak dotychczas na naszym terenie sepsy o tak dramatycznie szybkim przebiegu.
Paweł Pełka
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz