Za mafijne porównanie Rady Gminy Kościelisko do \"grupy trzymającej władzę i kasę\" radny Maciej B. stanął przed sądem. Sędzia wytrzymał trzy skargi, jakie na niego zgłosił w trakcie rozprawy oskarżony, a po kilku godzinach słownych utarczek przerwał posiedzenie.
W Kościelisku mówią o \"procesie stulecia\". Zaproszenia na rozprawę dla wszystkich mieszkańców Podhala oskarżony wywiesił w paru punktach wsi. W sali zakopiańskiego sądu 16 kwietnia zjawiła się jedynie kilkuosobowa publiczność Macieja B. Radni Edward Amilkiewicz i Edward Styrczula Maśniak oraz radni poprzedniej kadencji: Andrzej Bukowski i Wojciech Styrczula mieli wyjaśnić, za co pozwali swego opozycyjnego kolegę. Zanim do tego doszło, oskarżony domagał się sprostowania protokołu poprzedniej rozprawy. Upierał się też przy nagrywaniu całości, tak aby więcej osób mogło zapoznać się z przebiegiem procesu. – Miało przyjść więcej osób, ale pogoda jest niesprzyjająca – argumentował konieczność nagrywania wystąpień. Sędzia zaznaczył, że rozprawa jest publiczna i każdy, kto chciał, przyszedł na proces.
Skargi czas zacząćPo dość krótkiej wymianie zdań na ten temat oskarżony zgłosił pierwszą skargę na sędziego. Janusz Mazalon, pełnomocnik skarżących radnego, przypomniał zebranym, że to on złożył wniosek, by nie nagrywać procesu. – Moi klienci nie mają nic do ukrycia, nie szukają jednak medialnego show. Chcą tylko dojść do sprawiedliwości.
Zanim przyszło do przedstawienia stron, skarżący na wniosek oskarżonego składali przysięgę prawdomówności. – Jestem emerytowanym nauczycielem, pracującym na pół etatu. Jestem zdrowy psychicznie i fizycznie – odpowiadał Maciej B. na pytania sędziego. Gdy przyszło jednak do podania uposażenia, znów zaczęły się schody. Radny nie chciał określić rzędu wielkości swoich zarobków. – Jako inżynier podam co do grosza swoje zarobki, ale w tej chwili nie jestem w stanie określić dokładnie, ile zarabiam – tłumaczył sędziemu. A gdy sędzia nie pozwolił na odczytanie pisma od pełnomocnika oskarżycieli prywatnych – Maciej B. złożył drugą skargę. Chodziło o odpowiedź na jego list, nawołujący do wycofania oskarżenia. Sędzia przypomniał, że skoro nie jest to rozprawa pojednawcza, odpowiedź pełnomocnika na pismo oskarżonego nie będzie odczytane. Bo szkoda czasu. – Ja uczę w klasie II B gimnazjum fizyki, powinienem mieć teraz lekcje, nikt mnie nie może zastąpić w szkole w Kościelisku, bo jestem jedynym nauczycielem fizyki – tłumaczył, jak bardzo cenny czas traci on, jako oskarżony, i jego podopieczni z gimnazjum, pozbawieni nauczyciela. – Ale mija już pięćdziesiąt minut, a postępowanie jest w punkcie wyjścia – wyjaśniał mu z dużym opanowaniem sędzia.
W końcu, po blisko godzinie, odczytano akt oskarżenia. Maciej B. został oskarżony o to, że przed wyborami w 2006 roku w kolportowanej przez siebie na przełomie października i listopada ulotce wyborczej rozgłaszał niezgodne z prawdą fakty o \"grupie trzymającej władzę i kasę\". – Nie rozumiem aktu oskarżenia, nie przyznaję się do winy – skwitował Maciej B.
Zerwane kontynuacje myśloweNastępnie odczytał przygotowane przez siebie pisemne zeznania. Nie obyło się bez słownych przepychanek z sędzią. – Ja swoje zeznania odczytam, a pani przepisze je do protokołu po południu, czy coś – wyjaśniał sędziemu, że tak będzie szybciej i sprawniej, niż gdyby miał odpowiadać na pytania. – Proszę nie dysponować czasem moich pracowników – zaznaczył sędzia, wyrażając zgodę na dołączenie pisemnych zeznań do akt sprawy po ich uprzednim odczytaniu.
Oskarżony czytał powoli i wyraźnie. Przypomniał, że czwórka radnych złożyła przeciw niemu akt oskarżenia zawierający \"kłamstwa, pomówienia i manipulacje\" 29 maja 2007 roku. A prawie identyczny akt sześciu oskarżycieli wprowadziło przed sąd 29 grudnia 2006 roku. – Występuje w nim jakiś Andrzej Amilkiewicz, jest zły mój adres zamieszkania, bo ja dziewięć lat tam nie mieszkam – wyliczał błędy w dokumentacji. Następnie zwrócił uwagę, że w stwierdzeniu o \"grupie trzymającej władzę i kasę\" nie ma nic obraźliwego. \"Sam jestem w kilku grupach trzymających władzę i kasę i zamierzam w nich robić dobre rzeczy\" – tłumaczył na piśmie. Wyjaśniał, że skoro jego ulotka liczyła 6 stron, a w akcie oskarżenia jest tylko kilka linijek tekstu, tym samym zostały \"zerwane kontynuacje myślowe\". A przez to nastąpiła manipulacja. – Oskarżający dopuścili się zabronionego czynu – podsumował. Ponieważ wystąpienie było długie, przeprosił zebranych za pastylkę w ustach. – Jako nauczyciel mam kłopoty z gardłem – wytłumaczył.
Gdy Janusz Mazalon zapytał, dlaczego w ulotce wyborczej oskarżony nie pisał, że sam należy do grupy trzymającej władzę i kasę, tylko pisał tak o innych radnych, Maciej B. przyznał, że... nie przyszło mu to do głowy. – Dlaczego w swojej ulotce wyborczej sam pan podawał nieprawdziwy adres, pod którym od 9 lat pan nie mieszka? – dopytywał pełnomocnik. Tu oskarżony wytłumaczył się przyzwyczajeniami wyborców do starej nazwy. Nie pamięta, jak wiele ulotek dostarczył wyborcom bezpośrednio do ich domów. Konsekwentnie unikał odpowiedzi na pytanie, kogo miał na myśli, mówiąc o grupie trzymającej władzę i kasę. W końcu zaznaczył, że nie miał na myśli nikogo konkretnego, a zdanie to dotyczyło ogólnej sytuacji w kraju. Pouczał oskarżycieli, że po wezwaniu do ugody powinni przyjść do niego, a on wszystko by im wyjaśnił, bez konieczności stawania przed sądem.
Uchylone zapytania– Pracuję dla dobra społeczeństwa, a nie dla korzyści własnej, swojej rodziny czy znajomych – zeznawał przed sądem Edward Amilkiewicz. – Czuję się obrażony ulotką wyborczą oskarżonego, ponieważ funkcja radnego wymaga zaufania społecznego. Oskarżony zrobił wszystko, żeby to zaufanie nadwątlić. Zrobił z rady gminy niemalże mafijną grupę trzymającą władzę i kasę. Nie musiał udowadniać swojej wielkości, dyskredytując moją osobę. Osiągnięcia całej rady poprzedniej kadencji, które sobie przypisał, powinny mu wystarczyć do sukcesu wyborczego. W swojej ulotce używał nazwisk ludzi, w tym dwa razy mojego, żeby uwiarygodnić wcześniej założoną tezę, że on jest kimś wyjątkowym.
Oskarżyciel przypomniał, że członkowie rady gminy są rozpoznawalni w środowisku Kościeliska, że w dzień procesu usłyszał pytanie: \"co wy w tej radzie robicie?\"
Oskarżony uznał wypowiedzi Edwarda Amilkiewicza za kłamliwe. Zażądał dowodów, taśm i dokumentów na potwierdzenie słów oskarżenia. – Pan wprowadza własny porządek obrad, gdyby tak wyglądały procesy w Polsce, to nigdy do niczego byśmy nie doszli – przywoływał oskarżonego do porządku sędzia Janusz Kukla. Uchylał też praktycznie każde z zadawanych przez oskarżonego pytań. Niektórych nie był w stanie powtórzyć. Wtedy Maciej B. osobiście dyktował je protokolantce. – Dlaczego w akcie oskarżenia przepisano tylko trzy zdania z mojej ulotki, a nie pięć? – chciał np. wiedzieć radny Maciej B. A gdy zadał kolejne z zaskakujących pytań i sam zapytał: – Czy je uchylamy? – zdołał zaskoczyć nawet sędziego. W końcu jednak złożył kolejną skargę na postępowanie przewodniczącego, gdy ten nie chciał zaprotokołować nieistotnego dla sprawy pytania: dlaczego w zdaniu: \"zapewne w wielu gminach i miastach tak jest\" usunięto w akcie oskarżenia słowa \"i miastach\".
Po kolejnym, trudnym pytaniu oskarżonego, gdy minęła trzecia godzina rozważań o liczbie wyborczych linijek, wykorzystanych w tekście oskarżenia, sędzia poinformował zebranych, że zachodzi konieczność przerwania rozprawy zmierzającej donikąd. – Ustalam datę kolejnej rozprawy na 28 maja, na godz. 8.30 i przewiduję na nią cały dzień – poinformował obie strony sporu. Edward Amilkiewicz wyjaśnił sędziemu, że podobnie do tej rozprawy wygląda każda sesja Rady Gminy Kościelisko. Przynajmniej, gdy bierze w niej udział Maciej B.
Rafał Gratkowski Po raz kolejny radny z Kościeliska pokazał co potrafi: opanował w perfekcyjny sposób metodę nadużywania czasu innych osób, tym razem przeciągając do granic możliwości sądową rozprawę. W maju za pieniądze podatników czeka nas kolejne całodniowe posiedzenie sądu. Za co zapłaci każdy z nas.
0 0
Tak samo jak rozprawa sadowa wygladaja i lekcje fizyki u pana Macieja B.
Bylam jego uczennica i wiem ze potrafi czlowieka doprowadzic do bialej goraczki
0 0
2b i tak by pewnie nic nie stracila bo by mieli kolejna cudno lekcje o polamanym plocie pana Macieja B, a pewnie mowil powoli bo jak to on mowi \"śpiesz sie powoli\"
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz