Morze Śródziemne zna lepiej, niż własną kieszeń. Za sobą ma także rejsy po dalekich oceanach. Mieszkający w Kościelisku kapitan Zbigniew Skowroński w swoim życiu łączy dwie pasje – morze i góry.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"7386"}
– Najpiękniejszą receptą na życie jest mieć pasję i uczynić z niej jeszcze swój zawód – powtarza kapitan Skowroński, który pod Tatry przyjechał 35 lat temu z Radomia. Jak mówi, żeglarstwo i wspinaczka mają bardzo wiele wspólnych cech. – To chociażby walka z przeciwnościami losu, umiejętność wykorzystania sił przyrody – twierdzi kpt. Skowroński. Jeszcze na studiach zaczął chodzić po górach, wspinać się. Morską żyłkę zaszczepiły u niego lata spędzone w żeglarskiej drużynie harcerskiej, jeszcze w Radomiu. W 1964 r. wyruszył w pierwszy rejs małym jachcikiem po Wiśle z Sandomierza do Warszawy. – Woda w Wiśle była wtedy tak czysta, że piliśmy ją prosto z rzeki, teraz jest to niestety, nie do pomyślenia – przypomina kpt. Skowroński. Razem z żeglarstwem realizował drugą pasję, miłość do gór. Już po przyjeździe do Kościeliska został ratownikiem ochotnikiem w ówczesnej tatrzańskiej grupie GOPR. Gdy założył rodzinę, wspinaczka nie była już możliwa – ostatni raz wspinał się na Kominiarskim Wierchu. Wtedy też powiedział sobie – dość, jeśli chodzi o taternictwo, a góry w dużej mierze zastąpiła pasja żeglarska. – Rok potrwała budowa jachtu, który nadal zacumowany jest na Jeziorze Czorsztyńskim. Rodzina do dziś nie pozwoliła mi go sprzedać. „Sasanka” została tak skonstruowana, że nadawała się na wody śródlądowe, ale także morskie. Tę „Sasankę” w 1996 r. zawlokłem na Morze Śródziemne, do wybrzeży Chorwacji. Jeszcze w czasie tego rejsu słyszałem w górach armatnie wystrzały i oglądałem dzikie oczy żołnierzy, którzy nad samo morze schodzili na odpoczynek. Wtedy Chorwacja była jeszcze na naszą kieszeń, teraz jest droższa, niż Włochy, czy Grecja. Jego zdaniem najpiękniejsze na Morzu Śródziemne są greckie wyspy na Morzu Jońskim. – Od Korfu po Zakynthos. Są to najwspanialsze, zalesione wyspy, na których lasy schodzą do morza. Grecy to zresztą uroczy naród. Traktują turystę nie jako obiekt do wyciągania pieniędzy, ale jak partnera.
Mimo wielu morskich przygód kpt. Skowroński twierdzi, że żeglarstwo to bezpieczna pasja. – Jeśli porównamy liczbę rowerzystów i żeglarzy z liczbą wypadków, to żeglowanie jest o wiele bezpieczniejsze. Na morzu, podobnie jak w górach, trzeba po prostu przewidywać, sprawdzać pogodę, brać po uwagę, jak doświadczoną ma się na jachcie załogę. Rozsądek, umiejętności i wiedza sprawiają, że nawet sztorm nie jest niebezpieczny. Wtedy najlepiej jest w morzu. Trzeba po prostu zrefować żagle i nie zbliżać się do lądu.
Teraz kpt. Skowroński pływa po Morzu Śródziemnym na jachcie „Sea Change”, na którym mieszczą się cztery dwuosobowe kajuty, dwie łazienki, kuchnia. – Często obserwuję, jak zachowują się pasażerowie, których biorę w rejs. Zwykle jest tak, że przez pierwsze trzy dni mentalnie nadal są w pracy, telefon komórkowy mocno się grzeje. Wydaje im się, że bez tego zawali się świat, do kraju co chwila lecą dyspozycje. Mówię wtedy: popatrzcie dookoła, jak tu pięknie. Dopiero po paru dniach odkładają telefony i okazuje się, że świat bez nas będzie nadal istnieć. Oczywiście, na początku rejsów często przydarza się morska choroba. Z czasem jednak dolegliwości ustępują. – Takiego delikwenta z chorobą morską najczęściej stawiam za kołem sterowym albo daję mu jakąś pracę na pokładzie, tak aby nie myślał o swoich słabościach.
Kapitan preferuje żeglarstwo „poznawcze”. Stara się każdą noc spędzić w innym porcie. – Wtedy można zwiedzić wiele pięknych miejscowości. Coraz trudniej niestety na Morzu Śródziemnym, szczególnie w okolicach Chorwacji, o spokojne, puste miejsca, znam jednak jeszcze kilka takich schowanych przed światem zatoczek.
Kapitan Skowroński pływał też na większych jachtach – Gedanii, Pogorii. W zeszłym roku zabrał ze sobą w rejs młodzież z Liceum Społecznego w Zakopanem, którego jest jednym z założycieli. Odwiedzili m.in. Korsykę, Monte Carlo. – To była dla tej młodzieży nauka życia. Trzeba było wejść na reję, popracować w kambuzie. W domu mama musiałaby się ostro nagadać, żeby młody człowiek coś zrobił, a tu 50 osób czeka na obiad, ktoś musi go ugotować, podać. Idea „Szkoły pod żaglami” Krzysztofa Baranowskiego to świetna szkoła żeglarskiego życia. Ci, którzy przeszli przez taką naukę, poradzili sobie na lądzie. Na morzu zresztą wychodzi prawdziwy charakter człowieka, tu nie da się nikogo oszukać.
W żeglarskim życiorysie Zbigniewa Skowrońskiego jest też rejs po Atlantyku. – Z kolegą Jackiem Morawskim zakupiliśmy w Kapsztadzie jacht i przepłynęliśmy nim cały Atlantyk zachodnimi wybrzeżami Afryki. Pływaliśmy później tym jachtem 3 lata, aż przydarzył się wypadek w jednym z portów. Właściciel portu postawił nasz jacht przy remontowanej hali. Przyszedł jesienny wiatr, namiot ruszył, przewrócił nasz i cztery następne jachty. 21 miesięcy walczyliśmy o odszkodowanie.
Kapitan Skowroński właśnie wyruszył w kolejny rejs. Tym razem na Czarnym Diamencie – jachcie Jurka Radomskiego, wybudowanym w Polsce 30 lat temu, podbija Karaiby.
Wszelkie informacje na temat jachtu kpt. Skowrońskiego znajdziecie na str. www.shanta.pl
Paweł Pełka
0 0
Ja powiem tak, na jacht się nie dałbym namówić, bo patrzeć przez miesiąc na te same mordy, to po trzech dniach by wyszedł ze mnie charakter.
Takie żeglowanie to czysty masochizm, no chyba że samemu jak ci co cały świat opływaja.
0 0
nie dużo trzeba jak widac zeby wyszedł tzn wypłynął ...
0 0
aTygodnik zamiast pisac o jutrzejszych suuuper zawodach na Harendzie, jakze widowiskowych i miedzynarodowych w obsadzie , to wypływa na szeroką przestrzeń oceanów oraz biadoli za radnym o braku tras w miescie :(
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz