Od kilku lat panuje moda na zakładanie pasiek, dla Józefa Milana Modły to od lat pasja i biznes w jednym. Ma najbardziej zautomatyzowaną pasiekę na Podhalu.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"108201"}
- W moim rodzinnym domu pszczoły były zawsze - mówi Józef Milan Modła,który mieszka Czarnej Górze. Ma 300 uli w sześciu pasiekach. Gospodarstwo prowadzi wspólnie z synem Andrzejem. Produkują miód, pierzgę i wosk.
Praca w pasiece jest u Modłów w dużej mierze zautomatyzowana. Korpusy z ramkami, w których jest miód, przywożone są do pracowni. Tu trafiają do taśmowej odsklepiarki. Potem miód jest odwirowywany w miodarce promienistej, sterowanej komputerowo, na 64 ramki (większość pszczelarzy ma elektryczne miodarki na 4 ramki). Miód przechodzi przez trzy sita i trafia do pojemnika, z którego po napełnieniu dzięki pompie przelewa się automatycznie do dużej beczki. Także do słoików rozlewany jest dzięki skomputeryzowanej rozlewarce. Jeśli miód się skrystalizuje, trafia na trzy, cztery dni do dekrystalizatora, w którym nie ma możliwości przegrzania cennego płynu, temperatura nie przekracza bowiem 40 st. Dzięki temu miód zachowuje swoje właściwości. Zautomatyzowane jest także karmienie pszczół. Pszczelarz sam robi syrop z cukru, jak podkreśla, wybielanego wapnem, a nie sposobami chemicznymi. Miesza go w betoniarce, a potem za pomocą pompy transportuje do beczki na 1000 litrów w samochodzie. W podobny sposób syrop dostaje się z pojazdu do dużych - 10-litrowych podkarmiaczek wkładanych do ula. - Karmienie 50-pniowej pasieki zajmuje pół godziny - podkreśla bartnik. Oddzielne urządzenia są do pozyskiwania wosku, pierzgi czy pyłku. Zakup tak nowoczesnego sprzętu możliwy był dzięki unijnym dotacjom.
Andrzej zajmuje się produkcją świec z czystego pszczelego wosku. - Nie wszyscy wiedzą, że takie świece, nie tylko pięknie pachną i robią nastrój w mieszkaniu, ale też oczyszczają powietrze z pleśni wirusów czy kurzu. Jonizują ujemnie powietrze i neutralizują działanie promieniowania elektromagnetycznego, które wytwarzają urządzenia elektroniczne i elektryczne. Ułatwiają w koncentracji i pomagają się wyciszyć - opowiada Andrzej, dla którego wytwarzanie świec, wymyślanie nowych wzorów to także pasja. Swoje wyroby sprzedaje w sklepie internetowym (www.apimel.pl).
Niezależnie od sytuacji na rynku u Modłów pszczoły były zawsze. W latach 70. była to pasieka licząca ok. 100 uli, na przełomie lat 80. i 90. rozrosła się do 300 pni.
Miody z firmy "Apimel" mają certyfikat Stowarzyszenia "Produkt Górski". - Wszystkie moje pasieki są w terenie powyżej 400 metrów n.p.m. Jest tu specyficzna roślinność, nie ma oprysków. Dlatego jakość tych miodów jest inna niż na nizinach - podkreśla. Z jego pasiek są miody mniszkowe lub mniszkowo-jaworowe, wielokwiaty, z maliny leśnej, a także spadziowe, najbardziej cenione przez smakoszy.
- Najlepsze dla pszczelarzy były lata 80. ubiegłego wieku, był zbyt na każdą ilość miodu. Teraz rynek nie jest łatwy. By to była działalność opłacalna, trzeba mieć co najmniej 300 uli - twierdzi Józef Milan Modła, dla którego pasieka zawsze była dodatkowym źródłem dochodu. Przez osiem lat był wójtem gminy Bukowina Tatrzańska. Od lat jest prezesem spółki Stacja Narciarska Hawrań w Jurgowie.
- Pszczelarstwo to musi być pasja, nikt dla samego biznesu w tym nie siedzi - podkreśla. - Ja idę czasem do pszczół tylko po to, żeby mnie pożądliły - śmieje się. - Praca w pasiece to 11 miesięcy przyjemności i jeden miesiąc ciężkiej pracy - wtedy, kiedy układa się gniazda i karmi pszczoły przed zimą - uzupełnia Andrzej Modła.
To biznes niepewny, w dużej mierze uzależniony od aury. W tym roku np. kiedy kwitł mniszek, były tak niskie temperatury, że kwiaty nie nektarowały. Tak samo jest ze spadzią - żeby się pojawiła na drzewach, musi być odpowiednia temperatura, wilgotność.
- Średnio pozyskuje się z ula ok. 10-15 kilogramów miodu, zeszły rok był królewski, taki zdarza się raz na kilka lat - opowiada Józef Milan Modła. Ten na pewno taki nie będzie. Przepadł już pierwszy zbiór z mniszka. We znaki dają się niedźwiedzie, a także choroby pszczół. - Mówią, że "pszczoły dają woły i pszczoły woły zjedzą" - przytacza przysłowie doświadczony pszczelarz.
Beata Zalot
0 0
A ile już zautomatyzowanemu pszczelarzowi kilogramów z tych około 3 tysięcy misie w tym roku zjadły? Jak woda brudna-winne bobry, jak miodu malo-niedźwiedzie
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz