Boże Narodzenie było dawniej świętem wyjątkowym. Miało niepowtarzalny klimat. Pachnące choinki, słomiane łańcuchy, bibułowe kwiaty oraz podłaźnicki zdobiły góralskie izby, a na stołach pojawiały się dania, których brakowało na co dzień. Nawet najbiedniejsi gospodarze zabiegali o to, aby w czasie świąt każdy mógł najeść się do syta.
Dawniej w Bukowinie Tatrzańskiej, podobnie jak w wielu innych podhalańskich wioskach, przygotowania do świąt rozpoczynano już w adwencie. Stare przysłowie mówiło, że „św. Andrzej skrzypce zamyka”, więc nie było hucznych zabaw, a muzykanci związywali struny skrzypiec sznurkiem, aby instrument nie wydobył żadnego dźwięku aż do Bożego Narodzenia. – Adwent był czasem oczekiwania. Nie organizowano zabaw, we wsi panowała cisza i spokój. W środy i piątki obowiązywał post. Do kościoła ludzie zakładali ciemne ubrania, np. kobiety czarne chustki. Gospodarze mieli pełne ręce roboty. W każdym domu powstawały przetwory mięsne na święta. W sklepach nie było szynek, tak jak dzisiaj. W adwentowe niedziele przychodziły sąsiadki z dziećmi lub ktoś z rodziny i robiliśmy świąteczne ozdoby. Nie kupowaliśmy dekoracji, wszystko trzeba było zrobić samemu. Dekorowaliśmy też obrazy wiszące na ścianach. Było to w latach 50.-60. ubiegłego stulecia – wspomina Maria z Bukowiny Tatrzańskiej. Powstawały więc stroiki na choinkę, papierowe koszyczki, słomiane łańcuchy przeplatane bibułą, kwiaty z bibuły, aniołki i kolorowe pawie oczy. W ostatnią niedzielę adwentu pod sufitem zawisał tzw. „pająk”, czyli dekoracja z bibułowych łańcuchów.
Zapraszamy do krótkiej wycieczki z kolędnikami z "Zawaternika"
::attachment{"type":"image","item_id":"2206619", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"900", "link":"http://24tp.pl/index.php?mod=news&strona=1&kat=&id=&typ=&id=11171"}
Magia wigilijnej nocyWigilia była dniem wyjątkowym. – Wszyscy musieli być dla siebie uprzejmi. Nie wolno było kłócić się z rodzeństwem, ponieważ mówiono, że jaki kto jest w Wigilię, taki będzie przez cały rok. Dlatego dzieci szczególnie pilnowały się, aby nie dostać klapsa za złe zachowanie – wspomina Maria. Od rana obowiązywał ścisły post. W ciągu dnia gospodynie gotowały wigilijne potrawy, przy tym piekły też ciasta, m.in. serniki, ciasta z marmoladą, jabłkami. Ojciec Marii zawsze w Wigilię przywoził z lasu choinkę. Na gałęziach wieszano przygotowane wcześniej ozdoby, a także jabłka, cukierki i kolorowe pierniki. Choinkę nazywano wówczas drzywkiem – pozostawała w góralskiej izbie do czasu wizyty duszpasterskiej kapłana, a inne dekoracje zdejmowano wraz z zakończeniem karnawału. – Choinkę przybijano do powały. Kiedy zjedliśmy wszystkie cukierki powieszone na gałęziach, trzeba było w złotka zapakować kawałki surowych ziemniaków i powiesić, żeby choinka ładnie wyglądała na czas wizyty księdza. Trudno było oprzeć się pokusie, zwłaszcza że cukierki jedliśmy raz w roku, tylko z okazji świąt, więc tym bardziej nam smakowały – mówi Maria. Drzywko dekorowano też świecami, gdyż nie było jeszcze prądu i lampek choinkowych. W niejednym domu zdarzało się, że choinka zaczynała płonąć i trzeba było szybko gasić pożar. Za czasów dzieciństwa Marii nie było prezentów pod choinką. Św. Mikołaj „przynosił” podarunki tylko 6 grudnia – zazwyczaj były to wełniane skarpety, swetry, czapki, rękawiczki. Prezenty, choć ubogie, sprawiały wówczas najmłodszym ogromną radość. – Mama wszystko robiła na drutach. Odbywało się to w wielkiej tajemnicy, najczęściej u sąsiadki, aby żadne z dzieci nie zauważyło, że to prezent dla niego – wspomina Maria.
W wigilijny wieczór dzieci tradycyjnie wypatrywały pierwszej gwiazdki. Stół przykryty był białym, wykrochmalonym obrusem. W izbie unosił się niezwykły zapach choinki, ciast, wigilijnych potraw. Kiedy nadszedł już czas, by zasiąść przy stole, gospodarz domu przynosił owies i składał wszystkim życzenia. Później była modlitwa i dzielenie się opłatkiem. Maria pamięta, że w jej rodzinnym domu obiad wigilijny rozpoczynał się od zupy grzybowej z lanymi kluskami. Później był groch z kapustą, łazanki z kapustą, makaron z makiem (danie na słodko), a także barszcz czerwony z jajkiem lub z fasolą. Resztki dań, które pozostały na talerzach, należało zebrać do jednego naczynia – po obiedzie gospodarz zanosił je zwierzętom. Dostawały one także kawałek opłatka. Rodzice przypominali dzieciom, że o północy zwierzęta przemawiają ludzkim głosem. Dawali jednak przestrogę, że lepiej nie podsłuchiwać, o czym rozmawiają! Krążyła wówczas legenda o słudze, który zakradł się do stajni, by podsłuchać rozmowę zwierząt. I okazało się, że bydlęta przepowiedziały mu śmierć. W wigilijny wieczór panny nasłuchiwały, z której strony zaszczeka pies – otóż stamtąd miał przyjść podłaźnik, czyli przyszły mąż. Po obiedzie wigilijnym, do czasu pójścia na pasterkę, wszyscy kolędowali.
PodłaźnicyPo pasterce zaczynały się podłazy. Kawaler, który miał upatrzoną pannę i chciał się z nią ożenić, zabierał kilku kolegów i szedł do domu wybranki. – Podłaźnik przynosił w kieszeni ziarna owsa, rozsiewał je po izbie i składał życzenia. Tak zaczynały się podłazy. Podłogi nie wolno było zamieść, ponieważ Boże Narodzenie było wielkim świętem – w tym dniu gospodarze mogli tylko nakarmić zwierzęta – opowiada Maria. Dawno temu podłaźnicy przynosili też gałązkę jodły udekorowaną kwiatami i umieszczali ją nad drzwiami domu, do którego przychodzili. Później ludzie sami dekorowali wejścia podłaźnickami i tak w nielicznych domach zostało do dziś.
Jeśli podłazy były udane, trwały nawet do rana, a po śniadaniu narzeczeni szli razem do kościoła. Wszystko zależało od nastawienia rodziców – jeżeli akceptowali przyszłego zięcia, na stole pojawiało się coraz więcej zakąsek, było wesoło i serdecznie. Ale zdarzało się też, że podłazy były nieudane. Panował niemiły nastrój, rodzice dziewczyny byli niezadowoleni, a kawalera goszczono skromnie, najwyżej jednym posiłkiem. Rozmowa się nie kleiła, wyraźnie dawało się odczuć niechęć i niezadowolenie gospodarzy. Wówczas kawaler musiał wcześniej zakończyć podłazy. Nie oznaczało to jednak, że narzeczeni rozstaną się. Jeśli łączyła ich prawdziwa miłość, to nawet mimo nieudanych podłazów wciąż się spotykali i starali zyskać przychylność rodziców.
Świąteczna radośćMaria pamięta, że dawniej wszyscy z niecierpliwością czekali na święta, ponieważ w tych dniach na stołach pojawiały się lepsze dania i każdy mógł najeść się do syta. Panował zwyczaj, że rodzice chrzestni zanosili swojemu chrześniakowi świąteczne podarunki, czyli ciasta, potrawy, słodycze, jeśli dziecko żyło w ubogiej rodzinie. – Pamiętam ten wyjątkowy klimat. Wszyscy zasiadali do wigilijnego stołu w czystych, odświętnych ubraniach. W tym dniu każdy czuł się wyjątkowo. Było ubogo, ale serdecznie i bogobojnie. Święta przeżywaliśmy bardziej duchowo. Dziś są one jak każda niedziela w roku, nie widać wielkiej różnicy, panuje ogólny dobrobyt więc ludzie nie wyczekują Bożego Narodzenia tak, jak my kiedyś. Największym prezentem na Wigilię były same potrawy. Radość sprawiało to, że wszyscy byliśmy razem. To były najpiękniejsze dni w roku. Dziś święta też są piękne, ale ludzie skupiają się bardziej na całej oprawie, czyli prezentach, dekoracjach. Nie odczuwamy też adwentu. Już niemal od listopada widać świąteczne reklamy i dekoracje. Kiedyś tylko w święta można było zjeść coś słodkiego, a dziś słodycze są na co dzień. – wspomina Maria. Gdy była dzieckiem, bywało i tak, że nie wszystkie dzieci mogły wziąć udział w pasterce, ponieważ nie miały się w co ubrać. Wówczas modliły się w domu.
Boże Narodzenie było niegdyś świętem szczególnym. Pomimo biedy, jaka wówczas panowała na Podhalu, nawet najbiedniejsi gospodarze starali się jak najlepiej przygotować do świąt. W tych dniach nie oszczędzano na jedzeniu, nikt nie był głodny. W pierwszy dzień świąt gospodynie nie gotowały obiadu – spożywano dania z Wigilii. Dopiero w św. Szczepana odwiedzali się najbliżsi, przyjeżdżały rodziny z innych wsi na wspólny świąteczny obiad. Zdaniem Marii do dziś nie zmieniło się właśnie to, że święta wciąż są okazją do rodzinnych spotkań. Bliscy cieszą się, że w tych dniach mogą być razem, wspólnie zasiąść przy wigilijnym stole, a dzieci już w adwencie niecierpliwie odliczają dni do pierwszej gwiazdki.
Monika Para
0 0
Radosnych i pogodnych świąt Bożego Narodzenia:)
0 0
Leci łod Cichego
Syn starego gazdy
Widzioł hań małego
Ka sie świecom gwiazdy
Straśnie ta nowina
Syćkik ciekawiła
Trza iś witać syna
Gaździna radziła
Trzek baców wybrali
Kozdy z inksej strony
Jezuska witali
Dyć jes Bóg zrodzony
Ze nie pasowało
Iś tak bez nicego
To sie zryktowało
Kto mioł co dobrego
Łod Jaśka z Ratułowa
Góralski kłabucek
Dyć to Świynto głowa
Niekze mo Pon Bócek
Chochołowion Władek
Cuske doł małemu
Co mu doł jom dziadek
Bedziy ciepło Jemu
Maciek z Cyrwiynnego
Ze scyrom łochotom
Piyknie witoł Jego
Spinkom scyrozłotom
Naroz sie hań ześli
Syćka z kozdyj strony
Nowine łoznieśli
Pon Bócek zrodzony
Genślicki zagrały
Złóbcoki piskajom
Dyć Jezusek mały
Jego wykwolajom
A i Wos pytomy
Witać haw Małego
Śpiywomy i gromy
Dlo Boga nasego
Cas Wasyj radości
Kie rodzina cało
Coby scynśliwości
Wom nie brakowało
Coby zawse było
Coście wymarzyli
Coby sie zdarzyło
Byście zdrowi byli
Moskoli i dutków
Zyntycy i miodu
Zodnyk nagłyk smutków
Ni zodnego głodu
Teroz barz Wos piyknie
Ku sobie pytomy
Niek radoś nie zniknie
Bogu zaśpiywomy
0 0
Wesołych Świąt wszystkim czytelnikom i redakcji:)!
0 0
Życzę Wam cudownych Świąt, ciepłych od dobrych życzeń
i uśmiechów najbliższych ludzi.
Życzę rodzinnego ciepła,
wielkiej radości i wspaniałego wypoczynku.
0 0
Kasy Kulczyka,
Fury Rydzyka,
Mocy Pudziana,
Chaty Beckhama,
Humoru od rana,
Cholesterolu w normie
oraz świętowania Nowego Roku
w dobrej formie...
życzy Wam tego wszystkiego nie tylko na Święta \" jurajski highlander\"...;) ;) ;)
0 0
radosnych i magicznych swiat :-)
0 0
A jo wom syćkim zyce coby siy wom spełniyło to syćko,co se sami sobiy zycyciy!
0 0
Bardzo śliczne wykonanie:)) syckiego nojlepsego wom zyce moi mili krajanie Pozdrawiam
0 0
Wszystkim życze Wesołych Świąt oraz szczęśliwego Nowego Roku:))
0 0
ja życzę wszystkim szczęścia w Święta i nadchodzącym Nowym Roku bo to jest najważniejsze.
;-)
0 0
powodzenia w Nowym Roku dla wszystkich
0 0
Jurajczyk a Ty z pensylwani?
0 0
Że piękne to fakt......ale jeszcze tylko jutro tej \"stołowej\" mordęgi musi człek wytrzymać.....jednak nie ma to jak 3-y kilometrowy spacer.....leśny :-)
0 0
ana ja polecam biegowki
0 0
No ja wolę nordic walking......pamiętam jak po pierwszym razie myślałam, że przez kroplówkę bedą mnie karmić....ani ręką ani nogą człek nie mógł ruszyć....:-)
0 0
ana a masz moze buty na kolcach bo teraz bez nich ani rusz
0 0
Nie,Ryś,z Madagaskaru...;) ;) ;)
0 0
Jurajczyk przepraszam ale tak sie podpisales
0 0
Różnie Ryś piszą w różnych regionach,a i tak dobrze,że nie skojarzyłeś z \"Nieśmiertelnym\"...;) ;) ;)
0 0
jakie biegi? jaki spacer?
sex dobry na wszystko!!!
0 0
@Anuś-są tacy co się muszą w lasach ukrywać...;-)
0 0
wiesz Jurajczyk nikomu zle nie zycze jakbys chcial byc niesmiertelnym prosze bardzo tylko nie usmiercaj idei smiertelnych
0 0
Ja nawet muchy,a co dopiero jakieś tam orange...;) ;) ;)
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz