…powstaje w Dolnej Bukowinie Tatrzańskiej. Na razie jest zaplecze, czyli restauracja. I niewielka pracownia artysty nazwana Małą Manufakturą Radykalnej Metalmorfozy Złomu. Czekając na jagnięcinę czy rydze, można zasiąść na superwygodnym metalowym stołku z siedziskiem z kosiarki lub przekonać się na własne oczy, jak działa komputer zanurzony w oleju rzepakowym.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"11206"}
Wygląda jak akwarium w ścianie. Tyle że zamiast wody jest olej, a zamiast rybek – wnętrzności komputera. Na górze powieszony na ścianie ekran. Jeden ruch myszką i otwiera się pulpit. Naprawdę działa. A jak się zepsuje? – Nie zepsuje się – zapewnia „Bury”.
„Bury”, czyli Bartłomiej Kolbusz. Undergroundowiec. Demiurg. Artysta spawacz. Niektórzy mówią o nim Bury Miś. Tak nazywa się restauracja, którą prowadzi żona Ewa, zwaną też „Misiową”.
Ten komputer to nie jedyna dziwna rzecz w tym pomieszczeniu. Każdy stołek jest inny, każdy to swoiste dzieło sztuki industrialnej.
Ale jeden jest szczególny. Wygląda jak rzeźba-pojazd. Chce się na niego patrzeć, a nie siedzieć na nim. Przy przesuwaniu wydaje piękne dźwięki. Muzyka też jest industrialna. Gospodarz namawia, by na nim siąść. I tu pełne zaskoczenie. Aż trudno uwierzyć, że na tym żelastwie ważącym 60 kilogramów może być tak wygodnie. – Pracujemy nad ergonomią – tłumaczy Bartek. – Stołek ma parę magicznych elementów, dzięki którym jest taki wygodny, np. stare siedzisko od kosiarki – to synonim komfortu – śmieje się.
Dla niewtajemniczonych: ergonomia to dostosowanie pracy do możliwości psychofizycznych człowieka. Nauka, która ma na celu humanizowanie pracy poprzez jak najlepszą organizację układu: człowiek – maszyna – warunki otoczenia.
Stół, który się nie kierynda Stoły w „Burym Misiu” też są „manewrowe”. Dzięki trzem kółkom zamocowanym na spodzie, mimo ogromnego ciężaru, łatwo pozwalają się przemieszczać. – To jest system antykieryndający, na 4 kółkach by się kieryndało, a na 3 nigdy – wyjaśnia z grobowym wyrazem twarzy artysta spawacz.
Każdy twór ma jakieś technologiczne „myki”, patenty Burego na zamykanie, na zawiasy, tajemnicze schowki. A proste przedmioty mają dodatkowe funkcje. Lampa nie tylko świeci, ale zarazem jest np. skarbonką, świecznikiem.
W restauracyjnej sali grzeje oryginalny kominek, urzekający nie tylko wyglądem, ale i technologią. To pierwszy z serii kominków „Hydrohefajstos”. – Dzięki płaszczowi wodnemu działa jak kaloryfer – tłumaczy Bury.
Dziwny jest też piec w restauracyjnej kuchni. Ogromny, okrągły i z mnóstwem drzwiczek. – Dlaczego tych drzwiczek jest aż tyle? – pytam. – Bo mieliśmy za mało granitu – pada krótka odpowiedź.
Jak Bury z Misową polująNa pytanie, jakich narzędzi używa w swojej pracowni, Bury odpowiada: – Podstawowym moim narzędziem jest mózg. Na początku myślałem, że warsztat musi być skomplikowany, bogato wyposażony. Dziś wiem, że tak naprawdę wystarcza spawarka i szlifierka – dodaje.
W jego pracowni są też kompresory, migomat, tig, przecinarka plazmowa, gazy techniczne, odciągi dymów, bęben polerski zwany pieszczotliwie „Hałasem” i setki drobnych narzędzi – szczypców, pilników, frezów, narzędzi pneumatycznych.
Materiał znajduje na złomowiskach w całej Polsce, czasem na Słowacji. – Takie poszukiwania to prawdziwe szaleństwo. Adrenalina polowania – opowiada Bury. W tych polowaniach towarzyszy często Ewa – też to lubi. Potrafią wydać w ten sposób ostatni grosz. Choć kilogram złomu kosztuje złotówkę, bywa, że wracają do domu z pustymi portfelami. Efekt: 17 ton złomu w pracowni i koło domu. – Spokojnie, nie jest źle, to całe żelastwo wkomponowane jest w otoczenie, nie przeszkadza. Ja, zamiast w donicach, sadzę kwiatki w starych garnkach. Bartek mi garnków nie podkrada, bo żeliwnych nie spawa – tłumaczy Ewa.
Jak pracują zwoje Burego
W twórczości Burego potrzebna jest nie tylko wyobraźnia, która pozwala ożywić zużyte już, zardzewiałe, nikomu niepotrzebne przedmioty i nadać im nowe przeznaczenie. Jeszcze bardziej potrzebna jest wiedza. A ta Bartka fascynowała od dzieciństwa, więc nauczył się sam ją zdobywać.
Uwielbiał biologię, chemię, fizykę. Kręciła go także elektronika, informatyka, modelarstwo. Maszyny. Obserwacja świata. Cywilizacje ludzkie. Granice ludzkich możliwości. Poprawianie jakości bytu.
Trafił jednak na studia marketingu i zarządzania. Po 2 latach nauki wiedział jednak, że nie to chce robić w życiu. – Nie chciałem być kolejnym specjalistą od niczego – tłumaczy. Postanowił połączyć wszystkie swoje zainteresowania i zostać artystą. Ponieważ jednak nie zawsze da się z tego żyć, otworzył restaurację. Dziś do restauracji „Bury Miś” w Bukowinie Dolnej chodzi się z dwóch powodów – dla industrialnej sztuki oraz wyśmienitej jagnięciny czy rydzów. – Chodzi o to, żeby się w życiu nie męczyć, żeby płynąć przez życie z fascynacją – tłumaczy.
Jak Bury został artystą spawaczemSwój pierwszy warsztat miał na biurku, na którym walały się różne urządzenia, mechanizmy, elektronika. Jeszcze gdy studiował, jego kuzyn otworzył na krakowskim rynku kawiarenkę, chciał dać mu jakiś oryginalny prezent. – Zrobiłem skarbonkę z butelki oprawionej miedzią. Prezent był trafiony, a mnie znajomi zaczęli męczyć o podobne przedmioty. Wkrótce po Krakowie zaczęły krążyć zrobione przeze mnie świeczniki, lampy. Zaczęło mi się to podobać, ale nie chciałem uprawiać komercji – produkcji, robić rzeczy pod zamówienia – opowiada.
Znalazł inne wyjście. Kiedy zrezygnował ze studiów, zaczął wyjeżdżać do USA – raz w roku na 2-3 miesiące. To wystarczało, by przez resztę roku zajmować się sztuką metalmorfozy. Dokupywał też kolejny profesjonalny sprzęt, warsztat na biurku szybko stał się za ciasny, przeniósł się do pracowni w garażu.
Kolejnym przełomem było poznanie 9 lat temu Ewy. W uwiedzeniu przyszłej żony przydały się talenty artystyczne. Bury nie tylko poznał Ewę dzięki statuetkom zrobionym na „Jesiennego Charta”, ale też zmiękczał jej serce oryginalnymi prezentami. Na jedną z pierwszych randek przyniósł świecznik, potem lampę, a na koniec… własnoręcznie zrobioną obrączkę z różnych odcieni złota, pięknie „pokręconą”. Tak Ewa została Misiową.
Jak stary Miś został wybebeszonyRodzice Burego prowadzili kawiarnię „Miś”. W latach 70. i 80. była jedną z niewielu na Podhalu tak klimatycznych knajpek. Przyjeżdżali do niej ludzie z całej Polski, świata. Na początku XXI wieku lokal już podupadał, ojciec chciał się pozbyć biznesu.
Bartek miał do wyboru – poprowadzić dalej lokal w Bukowinie lub sprzedać i wyjechać. – Rodzice byli ceprami, z czasem wrośli w społeczność, ale z pewnym dystansem. Ja w Bukowinie mieszkam od urodzenia, wychowałem się z góralami, wrosłem tu w naturalny sposób, zacząłem myśleć kategoriami tubylców – twierdzi. – Podoba mi się proste pojmowanie świata; tu białe jest białe, czarne jest czarne, a jak ci się nie podoba, to spier…
Bartek postanowił z Ewą, że zostaną w Bukowinie. Że przejmą „Misia”. Żeby zarobić na remont lokalu, wyjechali na pół roku do USA. Trafili do kowala Józefa z Gdańska, który w Bridgeport nad Atlantykiem miał odlewnię brązu. – Praca tam była dla mnie oświeceniem. Poznałem prawdziwy przemysłowy świat. Odlewaliśmy rzeźby różnych znanych artystów – opowiada. Kiedy mieli już tyle pieniędzy, ile potrzebowali – wrócili do kraju. – Ojciec pozwolił nam wybebeszyć starego Misia i zrobić nowego według naszej koncepcji – opowiada Bartek. – Wymyśliliśmy, że zrobimy fajną restaurację, a jak biznes nie pójdzie, to po prostu będzie tam nasz gościnny pokój – opowiada Ewa. – Cudownym zbiegiem okoliczności trafiliśmy na Tadeusza Strusia, szefa kuchni z „Kasprowego Wierchu”. W 2002 roku był już na emeryturze. Przyszedł do nas na 2 tygodnie, żeby tylko rozkręcić kuchnię, a został 6 lat – dodaje.
Jak powstał styl tatrzański eklektycznyRestaurację otworzyli sami goście. Nie była jeszcze gotowa. Bartek dokręcał coś w toaletach, ale pan Tadeusz eksperymentował już w kuchni. Weszli goście, zapytali, czy można coś zjeść, pan Tadeusz nie puścił ich głodnych. Słynna kiedyś kawiarnia Miś przekształciła się w „Burego Misia”, a jej specjalnością stała się jagnięcina i rydze na maśle. Dziś w kuchni rządzi Janeczka, której pan Tadeusz, kiedy zaczął chorować, przekazał swoje tajemnice. Choć knajpa istnieje już 8 lat, Bartek nadal pracuje nad jej wystrojem, miejsce jest w nieustannym procesie twórczym.
Dominuje tu – jak mówi sam gospodarz – styl tatrzański eklektyczny. A wszystkie dzieła tego nowatorskiego stylu rodzą się w pracowni obok, „w prywatnym atelier do realizowania własnych pomysłów” – jak mówi sam Bury.
– Ja mam wizję rzeźb, które czerpią energię z otoczenia, wchodzą w interakcję z odbiorcą i powstają z materiałów, z których cywilizacja już zrezygnowała – tłumaczy. Najlepiej obrazują to rzeźby z serii „Bioindustrialis”. Zimny metal nabiera miękkości, jest przyjazny dla otoczenia, bo Bury nadaje mu kształt organiczny – przypomina rośliny, zwierzęta. W kącie lampa, której forma przypomina grzyba. Kiedy popatrzeć z bliska, okazuje się, że łuskami w lampie są łyżki, z wygrawerowanymi literkami „WP”. – „WP”, czyli Wojsko Polskie, bo to lampa z łyżek wojskowych, zapewne z Gronika – zdradza Bury, zapraszając na „Grawitron” (numer 003). To fotel dość niezwykły. Przypomina bujany, ale nie do końca. – Masuje kopułę mózgową – mówi Bartek. – Odrywa osobę siedzącą od ziemi, powoduje dokrwienie mózgu poprzez skrajne wychyły – tłumaczy. Ewa bardziej jednak lubi zanurzyć się w fotelu wykonanym z metalowej gąsienicy pozyskanej z jakiegoś olbrzymiego pojazdu. Stąd nazwa siedliska – „Caterpillaris Industrialis”.
Obok stoi „Birrator XII”, który wkrótce wyjedzie do Gdyni. To nalewak do piwa, ma 12 kranów, naraz będzie do niego podpięte 600 litrów tego alkoholu. Wyposażony jest w barowy dzwonek, lampę, a nawet dyskretne wieczne płonące światełko.
Na środku pracowni stoi ogromna, nieskończona jeszcze lampa z serii „Avangurada Bioindustrialis”. Przypomina dziwnego stwora z mackami, z których będzie się w przyszłości wydobywać światło. To „Lampa – Strażnik” Ma strzec.
Na półkach, półeczkach, po szufladach walają się tysiące różnych elementów, które czekają, aż Bury wskrzesi w nich nowe życie. Ściany zdobią tablice – pozostałość po epoce komunizmu. Vis a vis wejścia wisi tajemnicze urządzenie, które – jak żartem zdradza gospodarz – służy do regulacji pogody w Bukowinie.
Można tu znaleźć skarby ze złomowisk, zlikwidowanej w Zakopanem Cepelii, a nawet 30 metrów liny pozyskanej przy likwidacji starej kolejki na Kasprowy Wierch. – Dwa dni walczyliśmy z tymi zwojami, ale warto było – mówi. Z Kasprowego są też kawałki podpory i biletownik.
Jak podkreśla artysta – tworzy on w systemie pracy symultanicznej, czyli robi kilka rzeczy naraz. Jego niestrudzonym pomocnikiem w tych działaniach jest Adam Chowaniec z Czarnej Góry. Czasami, przy większych projektach, odwiedza nas Krzysiek Modrzejewski z Łodzi.
Bukowiański underground
W pracowni powstają 2-3 rzeźby rocznie. Najchętniej do przestrzeni publicznej. Bury wybiera najciekawsze zamówienia. Nie musi na sztuce zarabiać. Żyje z restauracji. Tworzenie swoich instalacji i rzeźb to dla Bartka coś więcej, niż przyjemność czy realizacja własnych pasji. To ciągłe poszukiwanie, eksperymenty, Wykorzystywanie zdobytej wiedzy i nowinek technologicznych i wprzęganie ich w tryby sztuki.
Bury ma też misję, o której nie boi się mówić. Chce poprzez sztukę naprawiać świat. To dlatego z tyłu domu, pod wysoką skarpą, powstaje Instytut Burego. – To gigantyczne przedsięwzięcie. Chce zrobić ogromną rzeźbę, w której będzie się mieściło pomieszczenie warsztatowe, a po rozsunięciu powstanie kameralna sala koncertowa – zdradza. – Chcę stworzyć miejsce do uprawiania sztuki, miejsce wystaw, koncertów, różnych spotkań. Planuję też zrobienie tam niedużego laboratorium. Chcę zacząć robić patenty – wymienia. Taki bukowiański underground.
Beata Zalot-Tomalik
0 0
lepsze to niż promowanie swego czasu robótek ręcznych ...
0 0
Lepsze niż promowania Organów Hasiora...
0 0
Kasia! A propos robótek ręcznych to wyjmij ręce spod kołdry!
0 0
Jurajku, ale tam wisi portrecik Gomułki ...:P
0 0
BURY - muszę Cię odwiedzić.
Mam dużo złomu (ciekawego) z ubiegłego wieku i nie wiem co z nim zrobić.
Odwiedzę Cię po Nowym Roku.
0 0
POLECAM WSZYSTKIM!
Restauracja - rewelacja, przede wszystkim jako galeria sztuki. Artysta o wyobraźni nie mniejszej niz słynny Hasior.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz