Gmina Bukowina Tatrzańska

Zamknij

To nie jest już ta sama Białka Tatrzańska

Beata Zalot 21:25, 15.11.2023
Treść artykułu pod wideo ↓
8 To nie jest już ta sama Białka Tatrzańska

- W okresie międzywojennym białczanie wyjeżdżali do Ameryki za chlebem, a za zarobione dolary dokupywali ziemię we wsi. Dziś ich wnuki tę ziemię sprzedają obcym - ubolewa Władysław Korkosz.

::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"112150"}

Ktoś niedawno za parcelę w Białce Tatrzańskiej koło basenów zapłacił trzy miliony dolarów. Wille, termy, wyciągi, karczmy. Dziś Białka Tatrzańska to znany w całej Polsce kurort. 88-letni Władysław Korkosz cieszy się z rozwoju wsi, ale też z sentymentem wspomina dawne czasy, a jego pamięć sięga przedwojnia. Wspomina, jak przez wieś wiodła ubita kamieniami droga. I Cyganów, którzy tłukli kamienie na poboczach. Pamięta doskonale hałas, jaki robiły jadące po kamieniach żeleźnioki. Szczególnie w czwartek, kiedy jeden za drugim wozem ciągnął na jarmark w Nowym Targu.

- Białka kiedyś była biedna, ludzie głodowali. Na tej ziemi rosły tylko grule, jarzec i groch. Dobrze, że teraz wszystkim się powodzi, że żyją z turystyki. Ale jednego mi żal - tej dawnej solidarności, serdeczności - mówi. - Jak ludzie byli biedni, byli lepsi. Jeden drugiemu pomagał. Jak się szło z pola, a sąsiad grabił, to się mu pomagało. Jak ktoś cielę ubił, to się z sąsiadami dzielił. Jak dom się budowało, to ludzie po sąsiedzku sobie pomagali - wymienia. - I nie mogę pogodzić się też z brakiem szacunku do chleba, z tym, jak się go marnuje - podkreśla.

Strachy, duchy, oślady

Z tych przedwojennych czasów pamięta pojedyncze obrazki i sceny. Jak sam poszedł za mamą do kościoła. Ktoś go zobaczył i zaprowadził do zaskoczonej kobiety. Pamięta to, jak na każdym kroku straszyli dzieci. Nie tylko duchami. - W izbie był taki obraz z Jezusem, który miał uniesioną dłoń. Ktoś mi powiedział, że Jezus mi grozi palcem. Strasznie się tego bałem, nie chciałem zostać ani na chwilę sam w izbie - opowiada.

- Ludzie się wszystkiego bali, wszędzie widzieli duchy, zjawy, oślady, znaki - podkreśla.

Wspomina, jak kiedyś w beczce pękła obrączka metalowa, na wszystkich padł strach, że to oślada, że ktoś umrze.

Gdy jego rodzice pobrali się w 1935 r., mieszkali w starym domu rodzinnym, w którym mieszkał też wujek. - Wszyscy mieszkali w jednej izbie, tylko wujek spał w sieni. W izbie była pościółka, takie łóżko z szufladą, na górze spali rodzice, na dole dzieci. I jeszcze jagnięta, jak się okociły, też się z nami pomieściły w tym pomieszczeniu - wspomina. - U nas był już siennik, ale pamiętam takie domy, gdzie tylko słoma była - dodaje.

Nie było zabawek, za to obowiązki były od najmłodszych lat. - Pilnowałem krowy, trzeba było rano z nią iść, żeby się napasła. Bąki gryzły, a zdarzało się, że krowa skoczyła, wyrwała mi się, bo jeszcze za słaby byłem. W domu za to mi się dostawało od rodziców - opowiada. Helena, żona Władysława, pamięta z dzieciństwa piłki, które dzieci robiły z sierści krów, jak się leniły. - To były nasze jedyne zabawki - śmieje się.

Białczańskie kożuchy, prąd od Pęksy

Świat kończył się na Białce. Czasem rodzice zabierali na odpust do sąsiedniej wioski. Pamięta wyprawę na odpust do Ludźmierza zaraz po wojnie. Był też z tatą na odpuście w Szaflarach. Szli z Białki Tatrzańskiej na piechotę przez Groń. Ogromne wrażenie zrobił na małym Władysławie fresk w kościele w Szaflarach - scena, jak Abraham składa syna Izaaka na ofiarę Bogu.

- Pamiętam tę niesamowitą atmosferę religijności na odpustach, której teraz już nie ma - podkreśla. W domu też zawsze dzień kończyła wspólna modlitwa całej rodziny. Uwielbiał też, gdy wszystkie dzieci siadały przy stole i słuchały, jak mama im czytała. - Mama moja dużo czytała i mnie tą miłością do książek zaraziła, a ja moje dzieci - podkreśla.

Wieś była samowystarczalna. We wsi był kowal, młynarz, bednarz. - Furczok wyprawiał skóry i robił kożuchy, przyjeżdżali po nie ludzie z całego Podhala - wspomina. - To były takie białe kożuchy, skór się nie farbowało - podkreśla. Szymon Pęksa miał tartak, młyn, nawet dynamo, dzięki któremu było trochę światła. - Ale jakie to było światło, jak oddech, raz mocniejsze, raz słabsze - wspomina.

Dużo krążyło żebraków, czasem nawet jakiś w domu nocował na podłodze. Pamięta też taką babkę, która sprzedawała kłódki, skrobaczki.

Komunia w butach ojca

Miał cztery lata, kiedy wybuchła II wojna światowa. Doskonale pamięta tuż przed wojną jeden ze szczególnych dni. - Niebo nagle zrobiło się całe czerwone, wyglądało jak pożoga. Ludzie myśleli, że się pali w Szaflarach, wychodzili z domu i patrzyli z przerażeniem - wspomina. Mówili, że to znak. I według wielu potem była to zapowiedź biedy, która zaczęła się 1 września 1939 r. Nie wie, czy był to taki szczególny zachód słońca, a morze zorza polarna, taka jak w zeszłym tygodniu pojawiła się na Podhalu. Ten obraz zapamiętał na całe życie i strach.

W 1940 r. rodzice przenieśli się do swojego domu. Tak naprawdę pobudowali zabudowania gospodarcze dla zwierząt i jedną izbę, w której wszyscy długo mieszkali. - Mieliśmy jedną krowę, owce i konia. Jak koń padł, to już na zakup nowego nie było pieniędzy - opowiada.

- Długo chodziłem boso. Palce były pozbijane o kamienie, do stóp osty nabite. Do pierwszej komunii poszedłem w taty butach - wspomina. Głodu nie było, ale trzy razy dziennie jadło się ziemniaki. - W 1942 r. urodziła się najmłodsza siostra, mama dla niej omaściła grulki, starsi musieli się obyć smakiem - wspomina.

Terror i głód

Jak zaczęła się okupacja, w domu była ogromna bieda. Tata jeździł po mąkę aż do Miechowa, na dachu pociągu, bo po wagonach były łapanki - opowiada.

We wsi powstała niemiecka placówka. - Tam, gdzie dziś "Krokus" - wspomina. - Niemcy wprowadzili się już we wrześniu. We wsi był terror, były łapanki młodych, wywózki do Niemiec. Chłopcy chowali się po polach, spali w lesie w szałasach. - U mojej ciotki, która miała cztery córki, zrobili skrytkę pod podłogą, tam chowali dziewczęta - wspomina.

We wsi wójt kolaborował z Niemcami. Pilnował, żeby z każdego domu oddawać dla Niemców zboże, ziemniaki. - Był nadgorliwy. Mojego ojca zrugał, że dał słabej jakości zboże - opowiada.

Wójt chodził po wielodzietnych rodzinach i zabierał młodych na roboty do Niemiec.

I Niemiec miał ludzkie odruchy

Wspomina dzień, gdy przyszedł rozkaz, żeby Niemcom oddać wszystkie krowy. - Pamiętam doskonale tę lawinę krów, którą pędzili do Nowego Targu. Myśmy mieli tylko jedną krowę, mama schowała ją w krzakach. Jak już wróciła z krową do domu, wpadło do nas dwóch Niemców, mama zaczęła płakać, całować Niemca po rękach, błagając, żeby zostawił zwierzę - opowiada. Próbowała go przekupić jajkami. W domu była trójka małych dzieci. Zaskoczonej matce Niemiec kazał schować krowę jeszcze raz. Powiedział, że będzie jeszcze jedna kontrola, potem może wrócić ze zwierzęciem. Jajka kazał dać dzieciom. - Ten Niemiec mówił do matki po polsku, pewnie był ze Śląska - domyśla się Władysław.

Cukier z przemytu

W czasie okupacji granica była bliska. Czarna Góra była już na Słowacji. Tam wszystko można było dostać. Jak wielu, także tata Władysława chodził czasem na przemyt. - Znajomy ze Spisza zamówił u taty prosięta, przeniósł mu przez granicę. Wrócił z cukrem. To wtedy pierwszy raz miałem w ustach cukier - podkreśla.

Kilku białaczan Niemcy za przemyt zabili, kilku utopiło się w Białce podczas nocnej eskapady.

W czasie okupacji ojciec posyłał czasem Władysława do szkoły. - Kierownikiem szkoły był pan Ptaszek. Uczył nas z pisemka Ster - wspomina Władysław. - Niewielu nas chodziło na te lekcje - dodaje. Ojciec spłacał edukację syna workami ziemniaków, zanoszonymi co jakiś czas kierownikowi szkoły.

W Białce Tatrzańskiej Władysław ukończył sześć klas, do siódmej musiał już chodzić do Jurgowa. - Dziś jeden kilometr wiozą dziecko do szkoły, a ja zima i lato chodziłem codziennie pięć kilometrów. Czasem w zimie, jak jechali do lasu, to mnie zabrali na włóki. Jakiś czas też mieszkałem w internacie w Jurgowie. - Mama chciała, żebym szedł dalej się uczyć do szkoły średniej, ale tata się nie zgodził. Potem, jak byłem w wojsku, mój przełożony namawiał mnie, żebym w wojsku został i wyuczył się na żołnierza zawodowego, z kolei mama się na to nie zgodziła - opowiada.

Po dwóch latach służby wrócił do Białki Tatrzańskiej i zaczął pracę w nowotarskim kombinacie.

61 wspólnych lat

Swoją przyszła żonę Helenę znał od dzieciństwa, bo była koleżanką młodszej siostry. Na randki czasu jednak nie było. Okazją bywała zabawa przy okazji prucek. Czasem chodził po nią do Bukowiny Tatrzańskiej na Głodówkę, gdzie pracowała w Pałacu Tatrzańskim. Po dwóch latach narzeczeństwa wzięli ślub. - 3 czerwca minęła 61. rocznica naszego ślubu - mówi z dumą Władysław. - Nie wiem, czym u Boga zasłużyliśmy sobie na te wszystkie wspólne, szczęśliwe lata - dodaje.

Wesele było w domu, a jak goście pojedli, stoły się wyniosło i były tańce - wspomina Helena, która mimo sędziwego wieku, nadal jest piękną kobietą. - Była najładniejsza - z dumą podkreśla Władysław. - Inaczej bym jej nie chciał - żartuje.

Zamieszkali z teściami. Izba była jedna. - Latem, jak było ciepło, spaliśmy na strychu, a zimą trzeba było wrócić do teściów - mówi.

Władysław pracował w nowotarskim kombinacie. Zaczynał od montażu buta, potem pracował w kontroli, na stronie przy wykrawaniu wierzchów. Helena po ślubie zwolniła się z pracy. Zajmowała się dziećmi i gazdówką. Żyli ubogo dopóki pan Władysław nie zaczął jeździć do Ameryki. Był trzy razy, w sumie 11 lat. Pierwszy raz w 1969 r. statkiem Batorym. W domu żona została z 3-letnim synem i 3-miesięczną córką. On ciężko pracował w jednej z chicagowskich stalowni. I bardzo tęsknił za rodziną. Na bilet trzeba się było przed wyjazdem zapożyczyć, za załatwienie wizy też zapłacić niemałe pieniądze. Najpierw trzeba było zarobić na zwrócenie długów. Podczas drugiego wyjazdu do USA miał już lżejszą pracę, na lotnisku. Za trzecim ledwo zaczął pracę w firmie sprzątającej, został brygadzistą. - Dzięki Ameryce pobudowaliśmy dom - mówi.

Dziś z jednej strony ich domu mieszka syn z rodziną, po drugiej pobudował się wnuk. - Mamy na miejscu wnuki, prawnuki. Syn jest u nas codziennie, wszyscy dbają o nas - podkreśla Helena. - Córka jest w USA, ale nie ma dnia bez telefonu od niej - dodaje.

Beata Zalot

(Beata Zalot)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (8)

franekfranek

0 0

Lubię takie opowieści z dawnych lat.
A tego że świat się wciąż zmienia, przecież nie zmienimy :)

15:40, 16.11.2023
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

EwaEwa

0 0

Bardzo proszę o więcej reportaży.

16:51, 16.11.2023
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

EwaEwa

0 0

Bardzo proszę o więcej reportaży.

16:51, 16.11.2023
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

AnnaAnna

0 0

Piękna historia piękne życie. Szkoda,że tych prawdziwych górali jest coraz mniej.Bardzo szkoda.....

18:31, 16.11.2023
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

Józek z BiałkiJózek z Białki

0 0

Rzeczywiście fajna historia, tej Białki już nie będzie. Szkoda że sołtys Białki wpuścił do wsi tyle obcych - deweloperów , niestety robi się dziadostwo. A co do opwieści Pana Korkosza - Wójt za czasów wojny nie kolaborował z Niemcami , był poprostu do tego przez Niemców zmuszony... ale mało kto rozumie tą sprawę. ...

22:15, 16.11.2023
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

GieniaGienia

0 0

Piękna historia, piękne czasy. Na szczęście niebawem znów będziemy żyć jak nasi przodkowie. Nie będziemy mieć niczego i będziemy szczęśliwi.

09:47, 17.11.2023
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

AnnaAnna

0 0

Pan Władysław Korkosz, prywatnie wujek, jest skarbem w Białce. Cechuje go niezwykła pamięć. Powinien spisać te wszystkie historie, które doskonale pamięta w najmniejszych detalach.
Białczańska przeszłość z okresu ll wojny światowej nie znalazła się w żadnym wydawnictwie dokumentalnym, a szkoda.
Przecież w Białce był sztab wojskowy, od Słowacji szedł front radziecki, dokonano wiele zniszczeń, Wspomniany wójt za kolaborowanie z Niemcami został zabity we własnym domu przez partyzantów.
Niechlubna karta w historii Białki ma dziś inny wydźwięk.
Białka traci góralską tożsamość.

14:06, 17.11.2023
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

Taki sobie petentTaki sobie petent

0 0

Pan Władysław wydaje się być sympatycznym człowiekiem ale z doświadczenia wiem, że nie wszystko co się wydaje takie jest .Nie wiem co robił ani jaki był wójt Białki ani czy zabili go partyzanci czy pseudopartyzanci ale pewne jest to ,że zmarły nie może się bronić i o takim najłatwiej mówić źle.
Cudowne jest to ,że wszyscy będziemy rozliczani ze swoich uczynków i z każdego pustego słowa..wójt, pan Władysław i ja wszyscy zdamy sprawę i dowiemy się jaka jest PRAWDA.
Życzę wszystkim spokojnego wieczoru i nie karmienia się złymi emocjami.

17:48, 17.11.2023
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OGŁOSZENIA PROMOWANE

  • budowlane

    22.12.2025

    OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

  • ogloszenie

    29.05.2026

    Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

  • budowy

    02.06.2026

    BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

  • praca

    02.06.2026

    Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

  • ogloszenie

    27.05.2026

    Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

  • ogloszenie

    19.05.2026

    KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

  • biznes

    02.06.2026

    Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

  • domy

    02.06.2026

    Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

  • 01.06.2026

    ZLECĘ WYKONANIE PRAC WYKOŃCZENIOWYCH: SUCHE TYNKI,...

  • 01.06.2026

    ZATRUDNIĘ DO KARCZMY i PENSJONATU W KOŚCIELISKU. 6...

  • 01.06.2026

    DO WYNAJĘCIA MIESZKANIE 38m2 i 55m2 w CENTRUM NOWE...

  • ...

    01.06.2026

    DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

  • SZCZ

    01.06.2026

    SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

  • ...

    29.05.2026

    RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

  • 26.05.2026

    RESTAURACJA W ZAKOPANEM ZATRUDNI KELNERA/-KĘ, POMO...

  • 26.05.2026

    PRACA W RESTAURACJI W ZAKOPANEM: KELNER/-KA - DLA ...

  • 26.05.2026

    PRACA W RESTAURACJI W ZAKOPANEM DLA UCZNIÓW, STUDE...

  • 25.05.2026

    URZĄD GMINY KOŚCIELISKO zatrudni INSPEKTORA ds. po...

  • ...

    25.05.2026

    ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

  • ...

    22.05.2026

    RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

  • budynek

    12.05.2026

    Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

  • ...

    28.04.2026

    WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

  • pożyczki

    23.04.2026

    PROVIDENT. 571 240 909.

  • usługi

    17.04.2026

    OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

  • ...

    07.04.2026

    Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

  • ...

    07.04.2026

    NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...


POLECAMY

0%