Ogromny żyrandol wykonany w Bukowinie Tatrzańskiej z niemieckiej łodzi rzecznej trafił do świątyni w Łodzi.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"122015"}
W pracowni Burego Misia w Bukowinie Tatrzańskiej, czyli w "Małej manufakturze radykalnej metalmorfozy złomu" do końca września będzie można oglądać wystawę fotograficzną Roberta Krawczyka, która dokumentuje niezwykły projekt. Bartłomiej Kolbusz pracował nad nim osiem lat.
Z Sandomierza na SpiszA wszystko zaczęło się od ścigacza rzecznego, który trafił do jego pracowni. - To łódź rzeczna zatopiona na Wiśle w czasie II wojny światowej. Przez lata plątał się po Sandomierzu, przepychany był z posesji na posesję - z niesmakiem i przerażeniem wręcz. W latach 70. ubiegłego wieku za sprawą inż. Adama Hofbauera trafił do Jurgowa. Inżynier planował go odtworzyć i dać mu drugie życie - opowiadał podczas wernisażu wystawy fotograficznej Bartłomiej Kolbusz.
Ścigacz przeleżał jednak latami w krzakach na Spiszu. Zachował się świetne, bo był ze stali nierdzewnej. - Inżynier nie zdążył zrealizować swoich planów. Przed śmiercią wydał jednak dyspozycje rodzinie, by przekazać unikalną łódź mojej pracowni, bo wiedział, że tu się nie zmarnuje - mówił artysta spawacz. Tak trafiła do Bukowiny Tatrzańskiej.
Jak ścigacz trafił do kościoła- Wraz z przyjaciółmi, śp. Adamem Chowańcem i Krzyśkiem Modrzejewskim, zastanawialiśmy się, co z tego zrobić i że pewnie zalegnie na lata w naszym ogrodzie. Tydzień później odwiedził mnie ks. kan. Wojciech Anglart, proboszcz parafii Świętego Papieża Jana XXIII w Łodzi, by zamówić trzy żyrandole do kościoła w kształcie łodzi. Wtedy mnie oświeciło, zapytałem, czy nie wolałby zamiast trzech żyrandoli - jednego dużego. I pokazałem mu poszarpany kadłub łodzi - wspomina Bartłomiej Kolbusz. Duchowny stwierdził, że to ewidentnie łódź do ich kościoła.
Bartłomiej Kolbusz wziął się do pracy, jednocześnie próbując odnaleźć w internecie i archiwach jakiekolwiek informacje, by poznać historię tego niezwykłego ścigacza. Okazało się, że to łódź z II wojny światowej. Należała do jednostki saperskiej Wehrmachtu, a ogromne uszkodzenia kadłuba przez pocisk i dziury po kulach wskazywały, że najprawdopodobniej zginęli w niej żołnierze w trakcie służby.
Ceremonia poświęcenia, pożegnania i przebaczenia
- W pracowni działy się na początku dziwne rzeczy, słyszeliśmy kroki, szmery, trzaski. Przez dwa lata unikaliśmy wchodzenia na pokład, jakby blokowały to jakieś siły - opowiada. - Gdy powiedziałem o tym ks. Anglartowi, przyjechał na Podhale i odprawił ceremonię poświęcenia, pożegnania i przebaczenia - wspomina Bartłomiej Kolbusz. - Dziwne zjawiska się skończyły - dodaje.
Żyrandol został dokończony i zainstalowany podczas lockdownu. - Pracowaliśmy nad nim osiem lat, oczywiście z przerwami, najwięcej w pandemicznej ciszy, w skupieniu. Mieliśmy świadomość, że uczestniczymy w czymś niezwykłym, wręcz mistycznym. Praca trwała w niedostępnym zaciszu pracowni i niewiele osób miało możliwość wejścia - wspomina autor tej realizacji.
Metalmorfoza- To było bardzo długie, pracochłonne, ale i twórcze zadanie - podkreśla Bartłomiej Kolbusz. Łódź wykonana była w technologii lotniczej, ze stali nierdzewnej. Bukowiańska ekipa musiała odtworzyć siedem wręg i kilka metrów kwadratowych poszycia, odtworzyć brakujące lub zniszczone eksplozją elementy. 6,5 tysiąca nitów z ponad 20 tysięcy musiało zostać uzupełnionych.
- Z racji na wibracje organów kościelnych żyrandol musiał być dokładnie wytłumiony specjalistyczną pianką - zarazem odbłyśnikiem. Zdalnie sterowany kontroler oświetleniem LED - 1,5 kW oraz serwomotorami śruby i trzech sterów - czyni rzeźbę łodzi kinetyczną. Maszt z żaglem, aluminiowy, ma wysokość 6,5 m i nawiązuje do średniowiecznych wizualizacji Kościoła jako łodzi z masztem - krzyżem i dwunastoma wiosłami - opowiada Bartłomiej Kolbusz.
W "Łodzi Jana XIII i Jana Pawła II na burtach jest 12 reflektorów scenicznych, których promienie symbolizują apostołów. Na dziobie łodzi umieszczone zostały herby papieży. Mimo znacznych rozmiarów - 7,5 m długości, jego masa to niecałe 600 kg, co po konsultacji z konstruktorem kościoła umożliwiło bezpieczną instalację rzeźby.
Łódź, na pokładzie której wszyscy się kiedyś znajdziemy
- Ten proces pozwolił pozyskać nowe horyzonty - podkreślał autor niezwykłego żyrandola. - To historia o przebaczeniu, pogodzeniu się, o wojnie, o wielowymiarowej przemianie - metalmorfozie, okupionej nakładem poświęcenia czasu i pracy. O "Łodzi, na pokładzie w której mamy wszyscy nadzieję się kiedyś znaleźć - mówi Bartłomiej Kolbusz.
Gdy historię łodzi żyrandola poznał krakowski fotograf - Robert Krawczyk, namówił Bartłomieja Kolbusza na sesję zdjęciową dokumentującą tę realizację. - Opowieść Bartka o historii tej łodzi zrobiła na mnie ogromne wrażenie, miałem ciarki na plecach, gdy słuchałem. Chciałem zrobić dokumentację, ale nie z myślą o wystawie, ale żeby Bartek miał pamiątkę po tej niezwykłej realizacji - podkreśla. Przyjechał dwa dni przed wywiezieniem żyrandolu do Łodzi. - Spędziłem tu niezwykły dzień, mam nadzieję, że zdjęcia to oddają - mówi Robert Krawczyk.
Wystawa w Burym MisiuFotografie w dużych formatach, w pracowni, gdzie żyrandol powstawał, są tak - jak sam projekt - niezwykłe, tajemnicze, momentami niedopowiedziane, wręcz mistyczne.
Bartłomiej Kolbusz postanowił je pokazać pierwszy raz podczas Ogrodów Artystycznych 7 września.
Wystawa trwa tylko do końca września i utworzona została z okazji roku obchodów pracowni - "XXV lat od zakupu pierwszej spawarki.
- Wydruki prac wykonała przyjazna artystom drukarnia wielkoformatowa z Gorlic ,,ARPI, której serdecznie dziękujemy. Wstęp na wystawę dzięki współpracy i wsparciu przyjaciół pracowni jest bezpłatny i ogólnodostępny w godzinach otwarcia restauracji - podkreśla właściciel "Małej manufaktury radykalnej metalmorfozy złomu". To jednocześnie okazja, by zajrzeć do wnętrz pracowni, które na co dzień nie są udostępniane. Robią wrażenie.
autor: Beata Zalot
Fot. Robert Kowalczyk
0 0
Piękne
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz