Widoki zapierające dech, świstaki uciekające spod kół na górskiej przełęczy, kosztowna szwajcarska gościnność. Przede wszystkim jednak moc odwiedzanych miejsc na trasie naszej pielgrzymki.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"12439"}
Nasza wyprawa motocyklowa trwała 23 dni. Przygotowania do wyprawy ograniczyły się do odpowiedniego przeglądu motocykli, wyposażenia w turystyczny ekwipunek i zakupu dokładnych map państw, które zamierzaliśmy odwiedzić. Wyruszyliśmy 1 maja spod bukowiańskich term - Stanisław Para, emerytowany strażak, i ja, niżej podpisany. W towarzystwie rodziny i przyjaciół, przy góralskiej muzyce, opuszczaliśmy ukochane Podhale i jechaliśmy w kierunku zachodzącego słońca. Bukowiański proboszcz ks. Władysław Pasternak poświęcił nas i nasze maszyny przed wyjazdem i jak się okazało, przez większą część wyprawy były to jedyne krople wody, jakie nas pokropiły. Słońce przyłączyło się do nas i było naszym towarzyszem - opuszczało nas tylko na krótki czas.
Majowe cztery pory rokuPogoda była największą niewiadomą tej wyprawy. Maj nie jest popularnym miesiącem do wyjazdów motocyklowych, bo aura lubi być kapryśna. Nam się udało, choć nie obyło się bez jazdy w lodowatym deszczu czy śnieżycy na górskich przełęczach. Ale chyba woleliśmy nawet przenikliwy chłód, niż gorąc i zaduch, jaki zastaliśmy w południowej Hiszpanii i Portugalii. Temperatury dochodzące do 38 st. C w cieniu powodowały, że my, w kaskach i ubrani w grube, motocyklowe ubrania, czuliśmy się jak w piekarniku. Upał skutecznie zniechęcił nas do zwiedzania większych miast, jak Lizbona czy Sewilla, które ominęliśmy szerokim łukiem. W wysokich górach, już od 1,5 tys. m n.p.m. zaczynały się płaty śniegu. To właśnie w górach dwukrotnie na szczycie przełęczy: raz na wysokości 2327 m n.p.m. (francuska przełęcz Col de la Coyolle), a kolejny - w najwyższym punkcie naszej wyprawy, 2504 m n.p.m. (przełęcz Hochtor w austriackich Alpach) dopadł nas śnieg. Na szczęście temperatura nie spadła poniżej zera, co pozwoliło nam bezpiecznie (choć nie powiem, że bez stresu) zjechać w dół.
W świętych miejscachCelem naszej pielgrzymki były 4 miejsca, które dla chrześcijan mają szczególne znaczenie. Pierwsza na naszej trasie znalazła się Fatima w Portugalii. Dotarliśmy tam 13 maja, w dniu rocznicy objawień fatimskich. Piękna i uroczysta Msza św. trwała ponad 3 godz., a przybyło na nią kilkadziesiąt tysięcy wiernych, głównie z krajów hiszpańskojęzycznych. W tłumie powiewały również i polskie flagi. Był to jeden z najbardziej wzruszających momentów podczas naszego wyjazdu - móc w takim miejscu osobiście podziękować Matce Boskiej Fatimskiej za uratowanie papieża Jana Pawła II i otaczanie go opieką przez te wszystkie lata pontyfikatu. Z Fatimy pojechaliśmy do Santiago de Compostela na północy Hiszpanii. Miejsce spoczynku św. Jakuba, jednego z najwierniejszych uczniów Pana Jezusa, rokrocznie przyciąga setki tysięcy pielgrzymów z całego świata, którzy pokonują na piechotę tysiące kilometrów. Wyposażeni w pielgrzymią laskę, plecak i muszlę - symbol pielgrzyma Drogi św. Jakuba (Camino de Santiago), z uśmiechem na twarzy wędrują w upale i ulewnym deszczu.
Francuskie miasteczko Lourdes u podnóży Pirenejów, gdzie Matka Boska objawiała się 14-letniej wówczas Bernadecie, było kolejnym punktem naszej pielgrzymki. Tłumy ludzi, często upośledzonych, niepełnosprawnych, cierpiących, ustawiało się w długiej kolejce, aby dotknąć ścian groty, w której dokonywały się objawienia. W nadziei na uzdrowienie obmywali się wodą z cudownego źródełka, nabierali ją do butelek czy kanistrów - czasami w ilościach wręcz hurtowych, po 20 litrów i więcej. W Lourdes chyba najbardziej przeszkadzała mi pielgrzymkowa komercja, setki sklepów z pamiątkami, które z wiarą niewiele miały wspólnego, "papieże" z kiwającymi główkami, podusie z Bernadetą, kubki jednorazowe na świętą wodę po pół euro, świeczki po euro... tak, jakby każdy wydany eurocent czy każdy litr źródlanej wody miał zwiększyć szanse na uzdrowienie.
Jakże odmienna od tego była wizyta w austriackim Mariazell, gdzie znajduje się narodowe sanktuarium maryjne Austrii, Czech i Węgier z cudownym, wyrzeźbionym w lipowym drzewie wizerunkiem Maryi, trzymającej na kolanach Dzieciątko Jezus. Tam bez problemu można odnaleźć ciszę, spokój oraz okazję do modlitewnego skupienia i zadumy. Do rozsławienia tego miejsca przyczynił się Ludwik I Węgierski (ojciec św. Jadwigi, królowej Polski), który po zwycięstwie nad Turkami w 1360 r. odbył dziękczynną pielgrzymkę do Mariazell i swoimi darami przyczynił się do rozbudowy sanktuarium.
Na górskim szlakuGóry towarzyszyły nam na całej trasie wyprawy. Jak tylko kończyło się jedno pasmo - jeszcze tego samego dnia wjeżdżaliśmy w kolejne. I choć góry górom nierówne, to każde piękne i jedyne w swoim rodzaju. I w każdych zakręty, czyli coś, co motocykliści lubią najbardziej. Ba, nawet nie zakręty, a agrafki, które bardziej przypominały zawracanie, niż zakręcanie. Do tego wąskie dróżki ze stromymi, skalnymi zboczami, piękne widoki i bardzo przyczepny asfalt, dzięki któremu motory nie ślizgały się nawet przy mocnych przeciążeniach. Największe i najpiękniejsze oczywiście Alpy, a w nich włoskie Dolomity z pięknymi trasami motocyklowymi, jak i francuska część w okolicach Lazurowego Wybrzeża, z wykutymi w skale drogami rodem z filmów o Jamesie Bondzie czy historyczną trasą Route des Grandes Alpes, pamiętającą czasy Napoleona. Najbardziej zaskoczyły nas Góry Kantabryjskie na północy Hiszpanii, podobne do naszych Tatr, mało znane i dzikie, bo nie poprzecinane górskimi szlakami. Niższe, ale i miejscowości u ich podnóża leżą dużo niżej, niż nasze Zakopane czy Bukowina. Największe rozczarowanie to chyba pasmo Sierra Nevada w Andaluzji, na południu Hiszpanii. Choć szczyty wysokie, bo sięgają ponad 3 tys m n.p.m., to przez specyficzną, stepową roślinność sprawiają wrażenie wymarłych z powodu suszy. Obrazu dopełniają wielkie i suche koryta rzek, nad którymi prowadzą ogromne mosty. Woda tam płynie tylko w czasie deszczy, które, choć sporadyczne, są bardzo obfite.
Z powodu zalegającego w Alpach śniegu nie udało nam się wjechać na większe przełęcze, które w większości otwarte są dopiero od początku czerwca. Ale nie narzekamy, bo i bez tego było co oglądać, a zdobycie mniejszych przełęczy w padającym śniegu też przysporzyło wiele emocji. Ciekawostką okazała się możliwość przejazdu specjalnymi pociągami pod zasypanymi górskimi traktami. Takim właśnie składem przejechaliśmy pod szwajcarską przełęczą Furkapass (2436 m n.p.m.). Motocykle, pomimo kilkuset oczekujących na przeprawę samochodów, puszczane są poza kolejnością, bo mają swoje, oddzielne miejsce i zamykany przedział w wagonie. Pamiętać jednak należy, że pociągi te kursują tylko do 16, a do godziny 17, w okresie wiosennym, dozwolony jest przejazd niektórymi przełęczami, więc po tej godzinie na przeprawę trzeba czekać do rana. To nas zgubiło, kiedy dojechaliśmy w okolice Davos, jednego z najdroższych miejsc w Szwajcarii. Nie bardzo była szansa na logiczny "wyskok" z tego kraju do sąsiadujących Włoch czy Austrii. Z trudem znaleziony nocleg na campingu kosztował nas prawie po 300zł od osoby. Ale przynajmniej jest co wspominać.
Cudze chwalicie...Czy wrażenia z motocyklowych wojaży można opisać w kilku zdaniach? Oczywiście, że nie. Przez te 23 dni widzieliśmy tak wiele ciekawych rzeczy, że moglibyśmy o tym opowiadać i opowiadać. O małpach na Gibraltarze, o słonej wodzie w oceanie i kąpielach przy zachodzącym słońcu. O świstakach uciekających przed motocyklem na górskiej przełęczy, o kosztownej szwajcarskiej gościnności czy ciekawych sposobach jazdy po włoskich i hiszpańskich miastach.
Podziękowania:Dziękujemy wszystkim, którzy wirtualnie śledzili naszą wyprawę na facebooku, trzymali za nas kciuki i pamiętali o nas w modlitwie. Dziękujemy zaprzyjaźnionym motocyklistom za odprowadzenie nas i miłe powitanie w drodze powrotnej; dziękujemy za wspaniały obiad i przyjęcie w Insbrucku, sponsorom i patronom medialnym i wszystkim, dzięki którym mogliśmy przeżyć wspaniałą przygodę.
Sponsorzy wyprawy: BUKOVINA Terma Hotel Spa i Centrum Motocyklowe RIDER w Krakowie. Patronat medialny: Tygodnik Podhalański, Świat Motocykli i MotoRadio.
ag
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz