Tak zaczyna swój apel Janusz Pilny – znany góralski muzykant, pierwszy pytac, radny, sołtys Leśnicy, organizator kwietniowych uroczystości w hołdzie Janowi Pawłowi II. Kiedy w ubiegłym roku przywaliło go drzewo, zaczęła się trwająca do dziś gehenna.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"1573"}
Janusz wkłada smyczek pomiędzy kolana i lewą ręką bierze skrzypce do ręki. Sprawnie przebiera struny i przesuwa skrzypce po nieruchomym smyczku. Z instrumentu płyną rzewne góralskie nuty. Kiedy po wypadku prawa ręka została bezwładna, uparł się, żeby nauczyć się grać lewą. Dziś można go spotkać na wielu organizowanych na Podhalu festynach, gdzie gra ze swoją kapelą lub z synami. Mało kto wie o trwającej wciąż jego tragedii.
Muzyka góralska zawsze była jego ogromną miłością. To po dziadku Władku Horniku, który nauczył go pierwszych kroków góralskiego tańca, pierwszych przyśpiewek. Janusz jeszcze jako chłopiec spisywał skrzętnie dyktowane przez dziadka stare śpiewki. Słuchał starych płyt. W szkole średniej zaczął występować w zespole regionalnym – w \"Śwarnych\", prowadzonych przez Staszlów w Nowym Targu, a potem w \"Ślebodnych\" w Leśnicy. Kiedy zaczął się pojawiać na Sabałowych Bajaniach, w konkursie śpiewu pytacego, przez kilka lat zgarniał najwyższe nagrody. Podobnie było na innych konkursach. Potem został instruktorem młodych taneczników i śpiewaków.
O skrzypcach marzył od dzieciństwa, ale rodziców nie było stać na taki drogi zakup. Jako 16-letni chłopiec zarobił na nie sam, ciężko pracując po budowach. – Nie umiałem nawet dobrze tych skrzypiec trzymać – wspomina. – Poszedłem do znajomego, żeby mnie nauczył trochę. Po dwóch wizytach usłyszałem, że nie będzie ze mnie muzykanta. Trochę się wtedy przyłamałem, odłożyłem skrzypce, ale nie dawały mi spokoju – wspomina. Po półrocznej przerwie wziął instrument do ręki i zaczął sam próbować. Z czasem zaczęło mu wychodzić. Nieśmiało gdzieś próbował sekundować. Kiedy po jakimś czasie potajemnych prób usłyszał jego granie Jasiek Budz Waluś, namówił na granie z nim, pokazał też parę chwytów do sekundowania.
– Byłem u niego 2 albo 3 razy, potem umarł – wspomina. – Po ślubie, jak zacząłem mieszkać w Leśnicy, zacząłem grać z Władkiem Stefaniakiem, z jego muzyką. Uwierzyłem w siebie, kiedy Zbyszek Wałach, którego poprosiłem podczas Rekolekcji Podhalańskich w Rzymie, żeby mi pokazał parę rzeczy na skrzypcach, powiedział: \"graj po swojemu, bo grasz dobrze, masz swój styl\" – wspomina. – Swok Stefaniak coraz bardziej chorował, kiedyś powiedział mi: \"Do tela była muzyka Stefany, teroz będzie muzyka Janusza Pilnego\" – opowiada o początkach swojego prymowania. To był rok 2002.
Kiedy Jan Paweł II ciężko zachorował, Janusz Pilny zaczął w wolnych chwilach, a nawet przy robocie w stolarni, spisywać słowa przyśpiewek poświęconych Ojcu Świętemu. Kolejne powstały po śmierci papieża. Tak narodziła się autorska płyta \"Usłys Boze i Ty, Łojce Świynty\", która spowodowała, że muzyka Janusza Pilnego zaczęła być zapraszana na koncerty po całej Polsce. Mieli nawet swój półtoragodzinny program w Telewizji Trwam. Pisane od serca słowa i muzyka trafiały do ludzi. To samo Wydawnictwo Tercet wydało także \"Kolędy i Pastorałki\", napisane przez Janusza. Miał swoje pięć minut.
Robił dużo dobrej roboty, działał społecznie. Koncertował, często charytatywnie. Nie odmawiał, kiedy trzeba było zagrać dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy czy na rzecz ciężko poparzonej dziewczynki z Jasła. Dawał na aukcje wykonane przez siebie przedmioty. W niedziele, kiedy miał mniej roboty, jego dom zapełniał się dzieciakami, które chciały się nauczyć grać na skrzypcach czy basach. Nigdy nie brał za te lekcje pieniędzy.
Nieobce były mu też sprawy wsi i gminy. Nic dziwnego, że został wybrany na radnego gminnego i sołtysa Leśnicy. Od 3 lat daje się poznać jako organizator dużych kwietniowych uroczystości złożonych z koncertów i konkursów, które mają upamiętnić postać Jana Pawła II.
Wszystko zmieniło się 3 października ubiegłego roku. Pojechał do lasu w Gronkowie, by uprzątnąć drewno w lesie rodziców po niedawnej wichurze. Nie pamięta momentu, kiedy ogromne drzewo przywaliło go. Stracił przytomność. Był w śpiączce przez półtora tygodnia. Mówi, że patrzył z góry na poruszenie wokół leżącego w lesie własnego ciała. Widział, jak syn Andrzej wzywa pogotowie. Prosił tak bliskiego mu Ojca Świętego, żeby nie pozwolił mu umrzeć, modlił się, by mógł zobaczyć jeszcze żonę i dzieci.
Miał połamaną nogę, żebra, łopatkę, wyrwaną z ramienia strzaskaną rękę, rozerwaną przeponę, wątrobę, otrzewną, woreczek żółciowy, pękniętą tętnicę. Lekarze nie dawali dużych szans na przeżycie. Jego stan był krytyczny. Do tej pory przeszedł 6 operacji, kilka razy był od krok od śmierci. Od lekarzy usłyszał, że uratowała go tylko wielka chęć życia i wiara. Mówi, że przetrwał niewyobrażalny ból dzięki modlitwie. Wie, że wrócił z tamtej strony.
Dziś pozostała bezwładna prawa ręka, która daje o sobie znać tylko poprzez powracający ból. Niesprawna pozostała też noga, na którą utyka. Nie dość, że nie może już pracować na gospodarstwie rolnym i w swojej przydomowej stolarni, pozbawiając w ten sposób rodzinę dochodu, wymaga opieki i pomocy przy najprostszych życiowych czynnościach.
Jeszcze kiedy leżał po powrocie ze szpitala, tęsknił za muzyką, za graniem. Kiedyś poprosił syna, żeby przyniósł mu piszczałkę. – Kiedy wciągałem przy graniu powietrze, czułem ból. Przerywałem i znowu brałem piszczałkę do ust. Byłem uparty i wyćwiczyłem lewą rękę – opowiada. Jak już siadał, zaczął kombinować, jak zagrać na skrzypcach. – Smyczek mi ciągle uciekał, w końcu wpadłem na pomysł, żeby go uruchomić między kolanami, w prawej ręce trzymałem skrzypce i poruszając nimi grałem. Na początku skrzypiało, ale ćwiczyłem, aż nauczyłem się w ten sposób grać. Choć inni muzykanci twierdzili, że to niemożliwe – opowiada. Dziś znowu prymuje i jak dawniej widać go na różnych imprezach. – Nie gram tak ozdobnie jak kiedyś, bo nie mam takiego manewru smyczkami, ale da się wygrać proste melodie. Ludzie mnie zapraszają, chcą, żebym grał – podkreśla.
Wie, że jest szansa, żeby kiedyś wziął w prawą rękę skrzypce i zagrał jak dawniej. To jednak kwestia dwóch kosztownych operacji i długiej rehabilitacji, która może potrwać nawet do 10 lat. Wierzy, że mu się uda. Nie mówi o kłopotach finansowych, choć wiadomo, że od kiedy stolarnia nie przynosi dochodów, trudno związać koniec z końcem, nie mówiąc o kosztownym leczeniu. Był w klinice w Niemczech, gdzie dowiedział się, że szansą dla niego jest rekonstrukcja łopatki, a potem kolejna operacja, polegająca na przeszczepie mięśni i nerwów do ręki. Każdy z tych zabiegów to koszt 30 tys. euro. Zaczął więc szukać w Polsce miejsca, gdzie przeprowadzono by tak skomplikowane operacje. Tak trafił do Kliniki Ortopedycznej Carolina w Warszawie, specjalizującej się w leczeniu sportowców. Niestety, operacje tu także są płatne, choć nie tak kosztowne, jak w Niemczech. Dra Grzegorza Adamczyka, który podjął się przeprowadzenia tych operacji, zastaliśmy w trakcie urlopu. Nie był nam w stanie powiedzieć, jakie będą koszty. Obiecał policzyć po powrocie.
Janusz się nie poddaje. Mimo choroby zorganizował w kwietniu kolejne uroczystości w rocznicę śmierci Jana Pawła II. Nadal działa jako radny i sołtys. Jest przewodniczącym komisji oświaty i kultury przy Radzie Gminy w Bukowinie Tatrzańskiej. Właśnie zarejestrował w Leśnicy Klub Sportowy Hetman Leśnica – Groń. Cieszy się, że do klubu, którego został prezesem, należy ponad setka dzieci. Gra ze swoją muzyką po różnych imprezach. Często przygrywają mu synowie – 7-letni Januszek na basach i starszy – 14-letni Andrzej – na skrzypcach.
Dobre uczynki się zwracają. Janusz posłał w świat wiele dobrej energii, wielu osobom pomógł, dla wielu zagrał bezinteresownie. Dziś jest moment, kiedy sam potrzebuje pomocy, kiedy te dobre rzeczy, które kiedyś zasiał, powinny do niego wrócić. Pomóżmy mu.
Beata Zalot Osoby, które zechcą wesprzeć Janusza Pilnego, mogą wpłacać pieniądze na konto:
04 8791 0009 0001 0006 4826 0004. (proszę o dopisek: Pomagamy Januszowi)
0 0
Życzę szybkiego powrotu do zdrowia :)
0 0
Moim zdaniem skoro grał dla orkiestry pana Owsiaka, to teraz miło by było jakby pan Owsiak wsparł operację. TP powinien napisać list w tej sprawie do WOSP.
Skoro grał dla JPII to może też kardynał Dziwisz strzepnąłby trochę grosza. Kuria krakowska ma wręcz kuriozalne pieniądze i ich na taki kaprys na pewno stać.
0 0
To wstyd ze na tylu wchodzacych na te strone a jest ponad tysiac aby tylko
po100$ dalo to by bylo cos -co za znieczulica.Hej Chicagowanie
Apel do Was swojemu trzeba pomoc.!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
0 0
aNTHEM, tY JEDNAK JESTES POKRZYWDZONY PRZEZ LOS!
0 0
Szkoda mi Pana Janusza... mam nadzieję że znajdą się dobrzy ludzie którzy mu pomogą... bo on uczynił o wiele więcej nie dla siebie tylko dla innych... :) pozdrawiam i życzę szybkiego powrotu do zdrowia ;*
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz