Basia Stępniak-Wilk, Czerwony Tulipan, Tomek Lewandowski z przyjaciółmi, Robert Kasprzycki, Iwona Loranc, Piotr Bukartyk, Cała Góra Barwinków i najbardziej oczekiwany zespół – Raz Dwa Trzy – czołówka polskiej sceny poezji śpiewanej w Muzycznej Zohylinie w Bukowinie Tatrzańskiej na Głodówce.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"1885"}
Ostatni weekend wakacji i – jak się okazało – pierwszy chłodny weekend jesieni przyciągnął do odbywającej się w ramach Otwartych Spotkań Artystycznych Muzycznej Zohyliny miłośników poezji śpiewanej. W zamierzeniu organizatorów chodzi o stworzenie azylu dla sztuki prawdziwej, niekomercyjnej, w nawiązaniu do najlepszych tradycji Podhala – w którą wpisali się m.in. Witkacy, Kasprowicz i Karłowicz.
Rzeczywiście, poezja śpiewana rządzi się swoimi prawami, poza wyjątkami stroni od przemysłu muzycznego i dużych firm fonograficznych, ma swoich fanów i ciepłe oparcie w radiowej Trójce.
Basia Stępniak-Wilk, laureatka m.in. Studenckiego Festiwalu Piosenki w Krakowie, kompozytorka i autorka tekstów, zaśpiewała utrzymane w spokojnej tonacji piosenki. Bardzo mocno rozbudziły przybyłą publiczność Barwinki. Nie zawiódł najbardziej oczekiwany zespół – Raz Dwa Trzy. Świetne, często ironiczne teksty, niebanalna muzyka porwały do tańca prawie 600-osobową publiczność. Koncert trwał 2 godziny i potwierdził znakomitą kondycję zespołu. Warto przypomnieć, że w tym roku Raz Dwa Trzy zdobył kolejnego Fryderyka i nagrodę TOP Sopot Trendy. Nic dziwnego, że jego płyty sprzedają się w „platynowych” nakładach. Czerwony Tulipan potrafi wzruszać i rozśmieszać, często zmienia muzyczne formy – od melodeklamacji, kabaretu, po typową poezję śpiewaną z krainy łagodności i udane próby teatralne. „Jedyne co mam”, „Czyści jak łza” czy „Wybuduj mi dom” – te i inne piosenki, znane raczej spoza anteny Trójki, zostały zaśpiewane przez większość przybyłych na koncert. Iwona Loranc przyjechała z Bielska-Białej i zaśpiewała czekoladowym głosem piosenki Zaryckiego, Koniecznego, Satanowskiego, Okudżawy, Osieckiej. To kolejny duży talent, który wyróżniony został m.in. w Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu.
W sobotę było znacznie zimniej, zmarzluchy zostały w domu, a na koncert przybyli ci z dodatkowym zapasem energii. Tomek Lewandowski wystąpił w towarzystwie dawnych kompanów muzycznych – Szymona Zychowicza i Piotra Woźniaka. Trzy dni wstecz pograli razem, jak za dawnych czasów, i zdecydowali, że dadzą wspólny koncert. I dobrze, że ich było trzech na scenie – grali na zmianę, pomagając sobie wzajemnie, kiedy palce z zimna cierpły. Piotr Bukartyk zapowiedział, że zagra wszystkie swoje piosenki, których ma podobno na swoim koncie kilkaset. Nie stało się tak z dwóch powodów: po pierwsze wspomnianego wcześniej zimna i po drugie z powodu ich treści – sam artysta przekonywał pół serio, że wszystkie jego piosenki są smutne i bardzo smutne, a dwie z nich nakłaniają nawet do samobójstwa.
Zamykający imprezę Robert Kasprzycki z Myślenic wprowadził elementy flamenco, bossa novy, muzyki folk, jazzu i rocka. Znane wszystkim „Niebo do wynajęcia” było tej nocy niezwykle rozgwieżdżone, choć niegościnnie zimne. Kto wytrwał do końca, nie pożałował, ale odmroził sobie to i tamto. Za rok proponuję ustawić wielka watrę przed sceną. Płomienie i trzaskające o ogniu drwa zagrzeją wykonawców i publiczność, a zimne Tatry staną się jeszcze bardziej inspirujące. Nie tylko rozśpiewanych poetów.
Marek Tomalik
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz