Trzy rodziny w Groniu mają odcięty dojazd do swoich domów: nie dotrze do nich straż pożarna ani pogotowie. Dwóch kolejnych gazdów straciło dojazd do pól.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"20009"}
- Trzy tygodnie temu sąsiadka przyjechała z ochroną i koparką, wykopali dwa głębokie rowy w poprzek gruntowej drogi. Tak się skończył dojazd do naszych domów - nie kryje oburzenia Barbara Kobylarczyk. Trzech gospodarzy przy ul. Jana Pawła II nie ma dojazdu do swych domów.
Ich gospodarstwa i drewniane zabudowania zostały całkiem odcięte od świata. Ludzie auta zostawiają pod nowo zbudowanym budynkiem gimnazjum. Siaty z zakupami trzeba targać już ręcznie. Wąską ścieżką między ogrodzeniem szkoły a potokiem. Idziemy po prowizorycznie ułożonych deskach, uważamy, żeby nie połamać nóg. Józef i Stanisław Kobylarczyk to cieśle. - Droga zawsze tutaj była - zaznacza Józef. - Jak budowali gimnazjum, to też tędy sprzęt jeździł.
Potok Leśnica z wysokim murem oporowym wzdłuż szkolnego płotu. Tędy chcą wytyczyć zastępczą drogę poszkodowani cieśle. Tłumaczą, że z sąsiadką nie sposób się porozumieć.
Pokazują solidny, betonowy most, który postawili w 2005 roku. Sąsiedzi ściągnęli teraz nadzór budowlany. Że niby mostek i droga jest nielegalna. Wszystko sprawdzono, nadzór umorzył sprawę. Sąsiedzi się odwołali do Krakowa. Wojewódzki nadzór utrzymał w mocy decyzję powiatowego nadzoru. - Skoro sąsiadka nie mogła nic wskórać, to 19 lipca rozkopała nam drogę. I wróciła do Warszawy - podsumowuje Barbara. Problem ma też kilka rodzin, które tędy jeździły do pól. Teraz muszą nadkładać drogi, objeżdżać polną drogą wierchową.
Sąsiadka, która wykopała doły na przejeździe nie widzi w tym nic złego. Podkreśla, że to jej własność, którą sąsiedzi chcieli "zaużywać". - To moja działka, budowlana, mieszkam pod Warszawą, pod moją nieobecność zrobili sobie drogę - złości się pani Janina. Dodaje, że gdyby nie sąsiedzkie konflikty, familia cieśli miałaby dojazd do domostw obok kościoła. Ale tam nie przepuszczą ich inni sąsiedzi.
Stanisław mówi, że pani Janina najpierw chciała im sprzedać działkę za 300 tysięcy. - Nieprawda, nie chciałam żadnych pieniędzy, a tylko podpisać umowę u notariusza, ale oni mnie ciągają do sądu o drogę konieczną. We wrześniu będzie sprawa - kobieta podkreśla, że po jej działce nie było wytyczonej żadnej drogi.
- Nie dojedzie do nas pogotowie, a są małe dzieci, nie ma dojazdu straż pożarna. To drewniane zabudowania, stare gospodarstwo z lat 70., nowy dom postawiony w 2003. Musimy mieć dojazd - podkreśla Stanisław. Interweniowali u wójta, ale bez skutku.
Dlatego w poniedziałek złożyli pismo do urzędu gminy. Zaproponowali gminie zamianę działek. Chcą oddać kawał pola przy szkole, żeby gimnazjaliści mieli większe boisko. Sami na swój koszt obiecują przesunąć płot wzdłuż potoku, by można było utwardzić grunt i zrobić dojazd z głównej drogi.
- To nie taka prosta sprawa - tłumaczy Stanisław Łukaszczyk, wójt Bukowiny - jestem już po rozmowach z radnymi, jest na wszystko zgoda, ale to rozwiązuje jedną setną problemów.
Wójt przyznaje, że wobec sąsiedzkiego konfliktu, który okazuje się nie do rozwiązania, najlepszym wyjściem będzie zamiana działek i budowa drogi wzdłuż szkolnego płotu. - Pół biedy, gdyby chodziło o wytyczenie geodezyjne i utwardzenie drogi do lekkiego przejazdu samochodów osobowych. Ale Kobylarczykowie jeżdżą ciężkim sprzętem, a droga miałaby pod sobą 4 metrową skarpę. Tu potrzebne są badania, których na razie nie zlecamy. Robimy wstępne rozeznanie, jakich parametrów dojazd można tu zrobić.
Wójt zapewnia, że w przyszłym tygodniu sprawę zbada kilku specjalistów. Podkreśla, że chodzi o bezpieczeństwo użytkowników przyszłej drogi. Tak, by nawierzchnia nie osunęła się wraz ze skarpą do potoku.
- Nie chcemy od gminy żadnych nakładów finansowych. Sami wszystko wykonamy - podsumowuje Barbara. Rozgoryczona przypomina, że gdy przekopywano im drogę, ochroniarz się śmiał, żeby sobie kupili helikopter. A syn właścicielki wołał do nich z koparki, że będą mieli drogę, jak zapłacą milion złotych.
Do sprawy z pewnością wrócimy.
Rafał Gratkowski
0 0
Cytuje:"Teraz muszą nadkładać drogi, objeżdżać polną drogą wierchową." Czyli droga i dojazd jako taki jest a wam się marzy droga tam gdzie macie blisko i w dodatku po cudzym.Tu wam może pomóc tylko sołtys z Odrowąża ,on po zasięgnięciu porady dwóch światłych mieszkańców wykopał rów.U was może zrobić na odwrót........
0 0
Nawet jak patrze na Geoportal to droga żeby była drogą musi mieć swój numer.A wasza go nie ma,więc dobrze wam mówił ten ochroniarz!
0 0
KOBYLARCZYKI swoich sąsiadów mieli za przeproszeniem w D.... teraz się karta odwróciła i pozamiatane ,jest takie przysłowie kto pod kim dołki kopie to wpadnie do DZIURY ,i tyle w tym temacie.
0 0
Gdy by przyjąć zasadę , że prawo własności jest prawem dominującym- to każdy , kto z czyjej własności korzysta , by po czyimś terenie szedł " jak bosy po tłuczonym szkle". A nie panoszył się po czyimś i po komunistycznemu uważał ...że mu się należy !
0 0
Szkoda ich z jednej strony ,bo co z domu jak niema do niego dojazdu ,ale z drugiej strony sami są sobie winni ,bo trzeba jako tako żyć ze swoimi sąsiadami ,a tam jest inaczej .Troche pokory ,a sprawa napewno jest do załatwienia ,na siłe sie nieda nic zrobić to nie jest komunna.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz