Przewrót na Podhalu. Już wkrótce Janina Rzepka z Brzegów może być pierwszym utytułowanym bacą.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"20920"}
Do tej pory bacowanie było zawodem kojarzonym wyłącznie z mężczyznami. Baca był osobą powszechnie szanowaną, nie tylko zajmował się wypasem owiec i wyrabianiem oscypków, chodziło się do niego po porady, potrafił też leczyć, rzucać czary i odczyniać uroki. Baba na bacówce to nie tylko rzadkość, ale i nieszczęście. Mogła zauroczyć mleko i zepsuć ser. Istniała przestrzegana ściśle zasada, że kobieta mogła dopiero postawić nogę na bacówce po świętym Janie, czyli po 24 czerwca.
Wszystko wskazuje na to, że Janina Rzepka z Brzegów będzie pierwszym wykwalifikowanym bacą. Zapisała się na kurs bacowski i wkrótce będzie zdawać egzaminy. Jeśli zda, będzie pierwszym utytułowanym bacą. Pani Janina rządzi w swojej bacówce przy drodze z Wierchu Porońca do Bukowiny Tatrzańskiej już od ponad 20 lat. W sezonie zakasa rękawy i wyrabia oscypki. Nauczyła się tego od swojego męża Andrzeja Rzepki, który bacował, zanim się jeszcze poznali.
Dlaczego zdecydowała się na zrobienie kursu bacowskiego, który Małopolski Ośrodek Doradztwa Rolniczego zorganizował wspólnie z Tatrzańsko-Beskidzką Spółdzielnią "Gazdowie"? - Od momentu wyjścia za mąż zajmowałam się bacówką. Pilnowałam wszystkiego. Tak zdecydowaliśmy z mężem, bo on ma wiele innych zajęć związanych z gospodarstwem i nie mógłby poświęcić zbyt dużo czasu na bacowanie - wyjaśnia. - Na bacówce jest praca od rana do wieczora. Poza tym, jeśli chcemy sprzedać sery i mieć z tego jakiś zarobek, musimy sami o to zadbać. Nie robię tylko jednej rzeczy, nie doję owiec. Nie potrafię - wyznaje. Za to pucyć oscypki nauczyła się szybko.
Za nic ma przesądy dotyczące kobiet na bacówce. - Nie wierzę w nie. Czasem miałam jakieś docinki, jak tu przyszli górale i widzieli mnie przy pracy w szałasie. Wtedy im mówiłam: "Ale ja nie chodzę w spódnicy, ino w portkach". I tak się kończyły komentarze - śmieje się Janina Rzepka. Różna jest też reakcja turystów. - Czasem ze zdziwieniem patrzą, gdy siedzę przy pucierze i robię oscypki lub mieszam w kotliku - opowiada.
Teraz trwają dyskusje, jak nazwać kobietę bacę. - O żonie bacy mówi się "bacowo". A jak mnie będą nazywać? Na pewno mi coś wymyślą - ma nadzieję.
Andrzej Rzepka, mąż pani Janiny - mimo różnych rodzinnych ustaleń - do końca nie daje za wygraną: - Wspólnie z żoną prowadzimy bacówkę. Ja rano doję owce, a później pomagam Janinie zaklagać, czyli zakwasić mleko. Pomagam też robić oscypki. No, niech będzie, że żona rządzi na bacówce.
W bacówce krząta się też młodsza córka Ania, ale Janina Rzepka nie bardzo poleca młodym kobietom, żeby chwytały się za bacowanie. Powodem jest ciągłe przebywanie w dymie, który podrażnia drogi oddechowe i błony śluzowe. - Ja tracę już głos. Ale starsze kobiety mogą się za to zabrać - przekonuje.
W miniony czwartek pani Janina oddała owce ich właścicielom i oficjalnie zakończyła tegoroczny sezon pasterski. Tego dnia ubrała się w odświętny strój. W tym roku wypasała 300 owiec, z czego setka należy do niej. W poprzednich latach miała 600 sztuk. - Wyszłam z kaloszy i spodni - śmieje się.
Piotr Kohut, baca z Koniakowa, pomysłodawca Redyku Karpackiego, który w tym roku przemierzył z owcami trasę od Rumunii po Czechy twierdzi, że kobieta na bacówce nie jest rzadkim zjawiskiem. - W przeszłości kobiety rządziły na szałasach i to jest jeden z elementów tradycji pasterskich. Były też takie przypadki na Podhalu. Często bacówka to był interes rodzinny. Na szałasie pracowała żona lub córka - tłumaczy Piotr. - A kurs baców i udział w nim kobiety? Trzeba się dostosować do współczesnych wymogów. Teraz przecież wiele mężczyzn swoje firmy otwiera na żony - dodaje.
Jan Janczy, dyrektor Regionalnego Związku Hodowców Owiec i Kóz w Nowym Targu też nie widzi w tym nic dziwnego. - To nie jest pierwsza kobieta baca. Już w latach 60. ubiegłego wieku była pani Król z Podhala, którą nazywano Królową Bieszczadów, bo tam miała bacówkę. Mężczyźni czuli przed nią respekt, bo to była silna kobieta - wspomina Janczy. - Z kolei na początku lat 80. na Olczy bacówką rządziła żona bacy Józka, który miał przydomek Solorz - dodaje.
Teraz przed Janiną Rzepką egzamin teoretyczny i praktyczny na bacówce, który da jej tytuł bacy czeladnika. Szkolenie obejmowało różne zagadnienia, m.in. dotyczące roślinności, rolnictwa, budownictwa pasterskiego, chorób owiec, a także rachunkowości, marketingu. Wykłady prowadzili wykładowcy z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie.
Od 1 lipca 2010 roku zawód bacy jest na oficjalnej liście zawodów w Polsce. Oznacza to, że osoba wykonująca ten zawód podlega obowiązkowym ubezpieczeniom zdrowotnym i emerytalnym, a w przypadku bezrobocia może liczyć na zasiłek.
Jolanta Flach
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz