Ma Bukowina swoje tajemnice, historie zbójnickie, ukryte skarby, czasy głodu i zarazy.
„Pierwsi mieszkańcy, co w Bukowinie się znaśli, to są ci, co cosi kajsi zbroili abo od złego pana uciekli z niznej Polski albo z Węgier – za rozbój. Oni się wyprzezywali Kuruce, Bachledy, Rusini, Głodowie, Buńdy i Chowańce. Kozdy ś nich broł wierch i po nim las wypalowoł, a drwa rąboł i chałupe zdajał. I kozdy wierch broł od tych nazwe, co przódzi od innych na to miejsce przyśli” – głosi jedna z legend. Sama nazwa „Bukowina” – według legendy – wzięła się najprawdopodobniej od buka, spod którego wykopano dymion węgierskiego wina, by poczęstować nim królewskiego geometrę, który przyszedł „odmierzać, granicyć i spisować” wieś.
Powstanie wsi datuje się ok. 1620 roku. Do starosty zgłosiło się wtedy 26 osadników, którzy postanowili osiedlić się w tym miejscu. Sołtysem został Kasper zwany później „Bukowińskim”. Przywilej na sołectwo wydany został przez starostę Tomasza Zamoyskiego w 1636 roku. Bukowina była jedną z najpóźniej osadzonych wsi na Podhalu
Czasy głoduPotomkowie pierwszych bukowian mieli trudny żywot. Przez wiele lat wieś była odizolowana od reszty świata. Nie było drogi łączącej ją z innymi miejscowościami. Ziemia była jałowa. Jej mieszkańcom często doskwierał głód, trapiły ich choroby. Podczas słynnego 6-letniego głodu, jaki nawiedził wieś w II połowie XIX wieku w związku z długotrwałym nieurodzajem, mieszkańcy jedli „warmus” – potrawę gotowaną z lebiody, podbiału, ostu, mleczy i pokrzyw.
Ich życie zaczęło się nieco zmieniać, gdy na przełomie wieku XIX i XX bukowianie zaczęli wyjeżdżać do Ameryki. Powracający z emigracji górale przywieźli do wsi wiele nowości – pierwsze blachy i ruszty do pieców, na bukowiańskich domach pojawiły się po raz pierwszy kominy, a na stołach nieznane dotąd widelce.
Wieś miała wtedy dwie kuźnie, olejarnię, dwa tartaki, młyn i gonciarnię.
Jędrusiowy upórBukowianie chodzili do kościała do pobliskiej Białki, aż Jędruś Kramarz postanowił we wsi zbudować świątynię. Parcelę pod budowę dali jego stryjowie.
Góral sam na swoich plecach przynosił z potoka kamienie, robił i wypalał cegły, ponoć nawet sam wyrzeźbił ołtarze i świątki. Widząc upór Jędrusia, wkrótce przyłączyli się do niego inni bukowiańscy górale i tak we wsi stanął kościół. W 1902 roku pojawił się pierwszy proboszcz – ks. Błażej Łaciak. Swoje rządy zaczął ponoć od wyrzucenia z kościółka jędrusiowych świątków, od czego góral miał dostać pomieszania zmysłów. Incydent ten zapoczątkował długą wojnę pomiędzy Kramarzem a proboszczem.
Epoka ĆwiżewiczaPierwszą szkołę we wsi otworzono w 1895 roku. Jednak przełomowym momentem było pojawienie się w niej niezwykłej osoby, Franciszka Ćwiżewicza, który od 1922 roku był jej kierownikiem. To on – wspierany przez żonę Michalinę – założył istniejący do dzisiaj zespół teatralny, chór. Zainicjował budowę Spółdzielczego Domu Ludowego (jedynej w naszym kraju spółdzielni kulturalnej). Aby zarobić na budowę Domu Ludowego, w 1926 roku Ćwiżewicz wpadł na pomysł uruchomienia kina objazdowego – pierwszego w Polsce. Aparatura kręcona na korbkę była obsługiwana przez bukowianina – Kazimierza Króla. Skonstruował on specjalny rower, na którym obwoził sprzęt kinowy nie tylko po okolicznych wioskach, ale nawet sąsiednich powiatach. Dom Ludowy stanął w 1928 roku.
Z inicjatywy Ćwiżewicza powstało też Towarzystwo Przyjaciół Bukowiny oraz spółdzielcza elektrownia, dzięki której już w 1936 roku w Bukowinie zabłysła pierwsza żarówka.
W tym czasie Bukowinę zaczęli już odkrywać turyści, zwabieni przepięknym położeniem, klimatem i dobrymi warunkami narciarskimi. We wsi zaczęto budować domy przystosowane do przyjmowania letników, zaczęły mnożyć się wille.
Bukowina słynęła też ze zbójników.
Zbójnickie skarby– Z tego, co starzy ludzie opowiadali, to na pewno żyło w Bukowinie dwóch zbójników: „Labizora” Stokfisz i Macicek „Jadzorz” . Po tym piersym zyjom jesce potomkowie. Jednego zastrzelili nad Skałką koło Łysej Polany. Drugiego zamknęli na Orawskim Zamku. Na sznurze puscali mu jedzenie. Słyszeli, jak się przez trzy wiecory darł. W końcu jak przestoł krzyceć, pośli do niego, a tam zostały ino kości w butach. Scury go zjadły – opowiadał mi nieżyjący już Adam Kuchta.
Ulubionym miejscem okolicznych zbójników była leżąca w pobliżu Bukowiny Tatrzańskiej Niebieska Dolina. – Napadali na węgierskich kupców, na zydowskie karcmy, casem ślachcica jakiego obłupili, a skarby chowali w Niebieskiej Dolinie – zdradzał góral.
Z kolei Stanisław Chowaniec „Surówka” uzupełniał: – Zbójnicy chodzili na Węgry łupić panów, potem dzielili się łupem między sobą. Jak który umar, to nie wolno było rusać jego cynści, ino jom zakopywali. I stąd te skarby – tłumaczy. – Diabły ich teroz pilnujom i roz w roku przesusajom. Ludzie, którzy by widzieli co, to potem się niedługo trzymajom, ziemia ich wnet pokryje.
Beata Zalot
0 0
Super! Przydałoby się więcej takich artykułów:)
0 0
nedyć zakopane skarby w niebieskiej dolinie to ino połowa z Bukowiańskik legynd...wiym bok sie tam wychowała i choć cego nasłuchała od dziadków... zakopane księgi z przepowiedniami, bioło dama w potoku, nawiedzone miejsca, tajemnice mgły, kaplicka przepowiadajonco nadyjście wojny itp.itd. jest tego sporo a tak niewiele sie pise o tyk nasyk podhalańskik legendak a napewno jest ik wiyncyj nie ino zwionzanyk z Bukowinom ale i innymi wioskami....
0 0
przeczytaj sobie książkę-\"Sklep potrzeb kulturalnych\" Antoniego Kroha.
0 0
Pozdrawiam mojego kolegę,którego pewnie pradziadek był zbójnikiem.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz