Mleko musiało być prosto od krowy, ciasto z sabaśnika, a na stole słoik z opieńkami z pobliskiego lasu. Bywało, że jak nadciągała burza, gość chwytał za grabie i razem z gazdami leciał do siana.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"81928"}
Turyści przyjeżdżali do Murzasichla, kiedy jeszcze do wsi prowadziła kamienista droga, a wychodki były na zewnątrz domu. Woda była ze studni. Nietrudno było też letnika spotkać z grabiami w polu. - Goście byli jak bliska rodzina - podkreśla Zofia Łukaszczyk.
Pokoje wynajmowali letnikom najpierw jej teściowie, byli jednymi z pierwszych, którzy przyjmowali gości. Potem ona przejęła opiekę nad turystami. - Na początku mieliśmy dla gości tylko 3 pokoje na górze naszego domu. Schody były z zewnątrz domu - wspomina. Wychodek był na zewnątrz. Zamiast łazienki były w pokojach umywalki. Wodę w wiadrach przynosił ze studni mąż Zofii, wiadro z wodą stało w każdym pokoju. Zadaniem gazdy było też zapalenie co rano pieca w każdym pokoju. - Był czas, że mąż miał asystenta. Był taki Piotruś, który nazywał męża Panem Ogniem i bardzo lubił mu asystować przy rozpalaniu pieców w pokojach - opowiada Zofia.
Stołówki w budynku nie było, jedzenie roznosiło się po pokojach, a to z kolei było zadaniem dzieci - Ani i Wiktora, a później także najmłodszej Alicji. - Pamiętam, jak kiedyś przed tym wychodkiem zrobiła się kolejka, stało już chyba z 10 osób. Zaczęli mnie wołać, że chyba komuś się słabo zrobiło albo co, bo bardzo długo siedzi w toalecie. Zaglądam, a tam nikogo nie ma. Taki żart zrobił jeden z letników, że zamknął się w środku, ale wyszedł z wychodka od drugiej strony - wspomina Zofia jeden z wielu kawałów, do których goście byli skorzy.
Co wieczór goście schodzili się do kuchni i zaczynały się posiady do późnych godzin nocnych. - Podziwiałam mamę, bo cały czas krzątała się koło gości, gotowała im, zajmowała się z tatą gazdówką, rano bardzo wcześnie wstawała, a miała jeszcze siłę siedzieć z nimi po nocy - podkreśla Anna Studniowska. - Goście mamę uwielbiali, to były prawdziwie rodzinne relacje - podkreśla. Dzieci gazdów korzystały na tym. Dzięki temu Anna zwiedziła Warszawę, zaproszona przez jednych z gości. - Często brali mnie w góry, do Zakopanego, na różne wycieczki - wymienia. Na dowód pokazuje wspólne zdjęcie z Grzegorzem Turnauem przebranym w strój góralski, z legendarnym misiem na Gubałówce.
Rodzice Turnaua gościli w domu Łukaszczyków kilka razy, stałymi bywalcami było wujostwo barda, które miało nawet swój stały pokój w domu Łukaszczyków. - Wuj Grzegorza, pan Wiesław Czyż był znanym fizykiem, jeździł na konferencje naukowe do USA i za każdym razem przywoził nam fajne prezenty, w latach 60.-70. to było coś - wspomina Anna. - Grześ bazgrał po ścianach ołówkiem jakieś teksty piosenek, a tata się denerwował. Cały czas śpiewał "Do zakochania jeden rok" - wspomina Anna. - To było takie "żywe srebro" - dorzuca Zofia. - Kto by pomyślał, że wyrośnie z niego taki artysta - mówi.
Z czasem koło starego domu wyrósł nowy drewniany budynek, już z łazienkami na piętrze. Jeden z pokoi został przerobiony na stołówkę. Pani Zofia gotowała obiady, piekła ciasta, robiła własne przetwory, kisiła kapustę w beczkach, robiła sery, masło. - Pamiętam, jak tata przynosił z lasu niesamowite ilości opieniek, które mama potem marynowała. Nie jestem w stanie pojąć do dziś, jak ona z tym wszystkim dawała sobie radę - podkreśla Anna.
Wśród gości byli też miłośnicy mleka prosto od krowy, którzy czekali z garnuszkami, aż mama wydoi krowy.
- Ciasta nie można było piec, jak był obiad na piecu, bo by się spaliło. Dopiero jak ogień był mniejszy, można było wsadzać ciasta do sabaśnika - opowiada Zofia. Dlatego najczęściej gospodyni piekła ciasta w nocy. Postęp i duże ułatwienie było, kiedy sabaśnik w piecu został zastąpiony elektrycznym prodiżem.
- Mieliśmy rodziny, które przyjeżdżały do nas przez lata. To były kolejne pokolenia. Tak jest do dziś z państwem Dudzińskimi z Warszawy. Teraz mają już po 90 lat. Jeszcze niedawno przyjeżdżali do nas camperem. Zjeżdżali na nartach, byli najstarsi na stoku, cieszyli się z darmowych karnetów dla osób po osiemdziesiątce na stacji w Białce Tatrzańskiej - opowiada Zofia. - Jak nie przyjeżdżają długo, to dzwonimy do siebie, telefonujemy z życzeniami na święta, żeby zapytać, co słychać - dodaje.
Do Łukaszczyków przyjeżdżał na wczasy Olgierd Łukasiewicz. - Był wtedy początkującym aktorem, właśnie w telewizji był jakiś film z nim, próbował tacie powiedzieć, że w telewizji to on, ale tata go do głosu nie dopuścił, a my wszyscy mieliśmy ubaw - wspomina Anna. Kiedyś aktor spędzał w Murzasichlu sylwestra, było trochę nerwowo, bo w wiejskim wodociągu we wsi brakło wody.
Dzięki kontaktom z gośćmi dzieci Łukaszczyków nie tylko miały zapewnione atrakcyjne wakacje i ferie, ale też szybko nauczyły się mówić "po pańsku". One z kolei uczyły zaprzyjaźnionych ceprów gwary. - Imponowaliśmy im też, bo umieliśmy bardzo dobrze jeździć z bratem na nartach - wspomina Anna. - Oni przyjeżdżali z wypasionym sprzętem, a my mieliśmy drewniane narty przypinane na rzemykach, wyglądaliśmy jak się siedem nieszczęść, ale przy zjazdach nie mieliśmy równych sobie - podkreśla.
Do Łukaszczyków w Murzasichlu goście nadal przyjeżdżają, ale opiekę nad nimi przejął wnuk Zofii - Igor. Anna prowadzi pensjonat "Pokoje u Anny" w Nowym Targu. - Wiele się od mamy nauczyłam, jak ona piekę gościom ciasta, staram się, by czuli się jak w domu, ale to nie jest już to samo, co w Murzasichlu, nie mam tyle czasu dla nich, co mama - podkreśla. - Bo teraz są już inne czasy, goście też nie szukają już takich kontaktów jak dawniej, nie ma już posiadów wieczornych, spotkania zastąpił telewizor w każdym pokoju. Dziś jest ważniejszy niż łazienka - mówi Zofia. - Tamten świat już nie wróci - dodaje.
Fotografie (z arch. rodzinnego):
1. U Zofii i Józefa Łukaszczyków goście zawsze czuli się bardzo dobrze, byli jak rodzina.
2. Zofia Łukaszczyk potrafiła pogodzić obowiązki w domu z pracą na roli i gotowaniem gościom. Na zdj. z dziećmi - Anną i Wiktorem.
3. Po wspólnych wypadach z Grzesiem Turnauem - Annie Studniowskiej zostało między innymi zdjęcie wykonane na Gubałówce.

22.12.2025
OGRODZENIA, www.hajdukowie.pl. 692 069 284.

29.05.2026
Austria! Praca dla MURARZY, CIEŚLI, STOLARZY, SPAW...

02.06.2026
BUDOWY DOMÓW OD PODSTAW, STANY SUROWE OTWARTE, DAC...

02.06.2026
Przyjmę MURARZY. Praca Polska, Niemcy. 608729122....

27.05.2026
Poszukujemy osoby na stanowisko SPRZEDAWCA / DORAD...

19.05.2026
KANTOR ZATRUDNI KASJERA WALUTOWEGO. CV proszę prze...

02.06.2026
Wydzierżawię działkę w Ludźmierzu przy trasie Nowy...

02.06.2026
Sprzedam DOMY po 100 m2 - Klikuszowa, koło Centrum...

01.06.2026
DO WYNAJĘCIA LOKAL HANDLOWO - USŁUGOWO - BIUROWY o...

01.06.2026
SZCZENIAKI BORDER COLLIE RASOWE. 791 669 932.

29.05.2026
RESTAURACJA CZERWONE KORALE Zakopane, ul. Zamoyski...

25.05.2026
ZATRUDNIMY W KARCZMIE oraz W BARZE MLECZNYM: KUCHA...

22.05.2026
RESTAURACJA REGIONALNA w Zakopanem zatrudni KUCHAR...

12.05.2026
Sprzedam lub wynajmę BUDYNEK HANDLOWO-USŁUGOWY 500...

28.04.2026
WYCINKA, PRZYCINKA DRZEW W TRUDNYCH WARUNKACH - 69...

23.04.2026
PROVIDENT. 571 240 909.

17.04.2026
OCIEPLANIE DOMÓW na materiałach wysokiej jakości. ...

07.04.2026
Sprzedam GOBELIN - pejzaż zimowy - (145/80). TORBY...

07.04.2026
NOWE KILIMY RĘCZNIE TKANE (z owczej wełny). Wzór: ...
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz