Leszek Macak z Krakowa swoje życie podporządkował sztuce ludowej. Zaczął od zbierania podhalańskiego malarstwa na szkle. Dzisiaj jego kolekcja sztuki ludowej, naiwnej i art brut liczy kilka tysięcy eksponatów.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"8304"}
Kolekcja Leszka Macaka jest jednym z największych i najciekawszych zbiorów polskiej sztuki ludowej, naiwnej i samorodnej. Składa się głównie z rzeźb i obrazów, które powstały w ostatnich 40 latach. Krakowski kolekcjoner poznał ich twórców, bo prace nabywał przede wszystkim bezpośrednio od nich. Stał się znawcą sztuki ludowej. – To już 40 lat mojego kolekcjonowania sztuki ludowej. Wszystko zaczęło się w połowie lat 60., kiedy moja mama wyjechała do Ameryki, a za zaoszczędzone pieniądze postanowiła mnie i mojej siostrze kupić dom w Zakopanem – rozpoczyna opowieść Leszek Macak. W końcu zostały wybudowane dwa drewniane domy w stylu góralskim na Wysokim Wierchu w Bukowinie Tatrzańskiej. Budowa zakończyła się w 1971 roku. – We wszystkim pomagał mi mój kolega Czesław Pajerski z Nowego Targu. Ale powstał dylemat – jak wyposażyć taki dom – wspomina pan Leszek. Z pomocą przyszedł Bronisław Cukier, zakopiański artysta kowal, ówczesny prezes Stowarzyszenia Twórców Ludowych, który do obu domów wykonywał kute elementy. – Bronek okazał się świetnym doradcą. Podpowiedział, że w góralskich izbach pod powałą zawieszano ozdobne półki, a na nich obrazki malowane na szkle. Ten pomysł mnie zaintrygował – wspomina. Niespodziewanie u Leszka Macaka zrodziła się pasja kolekcjonerska. Na ścianach bukowiańskiego domu zaczęło przybywać obrazków na szkle autorstwa miejscowych artystów – Eweliny Pęksowej, Zdzisława Walczaka, Zofii Gąsienicy Roj, Władysława Walczaka Banieckiego. Pojawiła się pierwsza ozdobna listwa wykonana przez Zdzisława Walczaka, na której zmieściło się 16 szklanych malowideł. – Spodobało mi się to kolekcjonowanie, a także wizyty u twórców. Czesio Pajerski woził mnie nie tylko do malarzy na szkle, ale również twórców zajmujących się innymi dziedzinami sztuki. Zaprowadził mnie do rzeźbiarzy Józefa Janosa i Edwarda Sutora, nowotarskich ceramików Zofii Czubernat i Jana Reczkowskiego – wszyscy już nie żyją – opowiada. – Zgromadziłem piękną kolekcję ceramiki Reczkowskiego. Spędzałem u niego dużo czasu, bo był urodzonym gawędziarzem. Opowiadał piękne historie. A przy tym zawsze miał pyszną suchą kiełbasę i nalewki – przypomina sobie. Kiedy Leszek Macak zgromadził 200 podhalańskich obrazków na szkle, przyjaciele – Bronisław Cukier i Jan Reczkowski – powiedzieli kolekcjonerowi: „Wystarczy obrazków. Ciekawa jest również rzeźba ludowa”.
– Wtedy Bronek dał mi katalogi z różnych imprez związanych ze sztuką ludową, podkreślił nazwiska twórców godnych uwagi i powiedział: „Jedź do nich i powołuj się na mnie”. I tak zrobiłem – tłumaczy. Pierwszą rzeźbę pan Leszek nabył przy okazji kupowania gontów i desek. – U Blaszaka, rzeźbiarza i snycerza z Chochołowa, kupiłem Chrystusa Frasobliwego. To była pierwsza rzeźba, która znalazła się w kolekcji – przypomina sobie.
U Józefa JanosaKolekcjoner często gościł u Józefa Janosa w Dębnie – w domu, który sam zbudował i mieszkał w nim samotnie. – Miałem z nim przeprawę. On sprzedawał głównie do kościołów i muzeów, a osobom prywatnym niechętnie. Mimo że Czesław Pajerski wstawiał się za mną, długo nie mogłem u niego nic kupić. Wielokrotnie mi odmawiał, ale nie dawałem za wygraną. Kiedyś powiedział, że coś mi wyrzeźbi, jak mu przywiozę zdjęcie lub album z podobizną Wita Stwosza. Jego podobizna znajduje się w trzech miejscach ołtarza w Bazylice Mariackiej. W końcu przywiozłem album i myślałem, że wreszcie będę miał rzeźbę. Ale nic z tego nie wyszło – snuje opowieść pan Leszek. Mimo to dalej do niego jeździł, spędzał z nim dużo czasu, bo wiekowy już wtedy Janos potrafił interesująco opowiadać. – Nawet pomagałem mu walczyć z pchłami. Przywoziłem mu rozmaite preparaty. Kiedyś przyjechałem pod wieczór, już się ściemniało, a od niego wychodzi ksiądz, który dał umierającemu Józefowi ostatnie namaszczenie. Mimo to wszedłem do środka, była przy nim jego siostra. Leżał i patrzył na mnie bystrymi oczami i mówi do mnie: „Jak się wyspowiadałem ze wszystkiego, mogę spokojnie już odejść”. A po zastanowieniu zaniepokojony dodał: „Może ja coś zapomniałem podczas spowiedzi. A może komuś coś obiecałem i nie dotrzymałem obietnicy”. W końcu zwrócił się do siostry i pyta: „Czy ja temu panu może coś obiecałem?” Więc mu powiedziała, że za przywiezioną podobiznę Wita Stwosza nie zrobił mi rzeźby. Kazał nachylić się siostrze i coś jej szepnął do ucha. Ona poszła na strych i wróciła z odwróconą tyłem stolnicą. Okazało się, że na drugiej stronie była piękna płaskorzeźba z wizerunkiem ukrzyżowanego Chrystusa, a po jego bokach skaczące lwy. Powiedział: „Jedną ma papież, a drugą wy będziecie mieć” – opowiada kolekcjoner. Kilka lat po śmierci rzeźbiarza pan Leszek odebrał telefon od krewnych Józefa Janosa. Okazało się, że w jego domu pod podłogą odkryli schowane rzeźby dębniańskiego twórcy. Pojechał i wzbogacił swoje zbiory.
Mazurowe rzeźby i muzykaAntoniego Mazura z Zawoi Leszek Macak poznał 12 lat temu. Z końcem marca obchodził setne urodziny. Podbabiogórski rzeźbiarz jeszcze do niedawna tworzył, ale teraz jest już za słaby. Pan Leszek często u niego bywał, naliczył ponad 250 wizyt. Posiada bogatą kolekcję jego prac. Podzielił się nimi z Muzeum Etnograficznym w Krakowie. Kilka podarował do muzeum sztuki ludowej w Nowym Jorku. Wiele z nich trafiło do różnych zakątków świata. – Kiedyś przyszła do mojej krakowskiej galerii para – ona Polka, on chilijski pianista. Antoni Mazur przez całe życie był muzykantem, a rzeźbić zaczął dopiero po siedemdziesiątce. Grywał na różnych instrumentach, głównie na skrzypcach. Wtedy w galerii miałem sporo rzeźb Mazura i opowiadałem o nim gościom. Mówiłem, że kocha muzykę. Chilijczyk powiedział, że chciałby mu zagrać. Był gotowy pojechać do Zawoi, ale problemem stało się przewiezienie fortepianu. Jednak naprzeciwko galerii mieściła się firma, która zajmowała się naprawą i strojeniem instrumentów muzycznych. Wśród nich znalazł się dobry fortepian i mój gość zagrał Chopina specjalnie dla Antoniego Mazura. Ja mu później to wszystko opowiedziałem. Był bardzo wzruszony – snuje opowieść.
Sztuka prymitywna i art brutSwoją kolekcję Leszek Macak powiększał też o prace malarzy naiwnych, m.in. Nikifora, Katarzyny Gawłowej, Teofila Ociepki czy Mariana Grabowskiego, a później o dzieła twórców z kręgu tzw. art brut (to wszelkie formy sztuki tworzonej nieprofesjonalnie i spontanicznie przede wszystkim przez osoby dotknięte chorobą psychiczną oraz prymitywistów), a wśród nich znalazły się obrazy Marii Wnęk. – To była wybitna malarka, której prace znajdują się m.in. w Collection de l’art Brut w Lozannie. Są wieszanie wśród największych arcydzieł tego typu sztuki – przekonuje znawca sztuki ludowej. – Maria Wnęk bezdomna, cierpiąca na schizofrenię, nazywała mnie „tatusiem”. Odwiedzałem ją w szpitalu psychiatrycznym. Inni o niej zapomnieli. Pochodziła z Olszanki. A dowiedziałem się o niej, szukając obrazów ludowych. Trudno było ją znaleźć, bo wędrowała w tobołkami, tułając się z miejsca na miejsce. Ale cierpliwie szukałem. I znalazłem. Kiedyś poprosiła mnie o dwie tubki farby – złotej i srebrnej. Gdy za jakiś czas pojechałem po zamówione prace, okazało się, że tych farb nie wykorzystała do obrazów, tylko pomalowała nimi swoje buty. Jeden na złoty, drugi na srebrny kolor. „Jakie piękne buciki” – powiedziałem i przytuliłem ją. To był początek naszej przyjaźni – wspomina. Maria Wnęk na odwrocie obrazu wypisywała różne historie. Dodatkowo podpisywała je – początkowo: „Maria Wnęk, artystka ludowa”, a gdy stała się już znaną osobą: „Maria Wnęk, malarka słynna po całym świecie”. – Teraz jej prace znajdują się na rynkach światowej sztuki – potwierdza kolekcjoner.
Wśród kolekcjonerskich rarytasów Leszka Macaka znalazł się również pokaźny zbiór rzeźb Karola Wójciaka zwanego Heródkiem, który pochodził z Lipnicy Wielkiej na Orawie. Mieszkańcy mieli go za wioskowego odmieńca. Jego anioły, Chrystusy Zmartwychwstałe, Madonny są toporne, niezdarne, ale przez swoją brzydotę fascynujące. To typowa sztuka prymitywna.
Ptaszki i świątki WowryMaria Bujakowa, która kiedyś kierowała muzeum w Rabce, tłumaczyła panu Leszkowi, że w jej odczuciu największą wartość posiada dawna sztuka ludowa. I kolekcjoner zaczął szukać starych rzeźb na targach staroci, w antykwariatach i u rozmaitych ludzi. Przy okazji trafiły się dawne sprzęty ludowe – szafy, skrzynie, a nawet narzędzia. – Jednak głównie zbierałem rzeźby, a przy tym poznawałem różne ciekawe miejsca, m.in. słynny ośrodek w Paszynie k. Nowego Sącza, który powstał dzięki ks. Edwardowi Nitce. Kiedyś to była bardzo biedna wieś, ale mieszkali w niej ludzie artystycznie uzdolnieni i to wykorzystał duchowny – wyjaśnia. – Stamtąd wywodzą się wspaniali rzeźbiarze, m.in. Wojciech Oleksy, Stanisław Mika. Zaprzyjaźniłem się z nimi. Nazbierałem piękną kolekcję paszynian – cieszy się.
Leszek Macak zachwycał się pracami wielu artystów ludowych, ale przełom nadszedł wtedy, gdy poznał twórczość Jędrzeja Wowry, rzeźbiarza z Gorzenia Dolnego, który zmarł w 1937 roku. Rzeźbił ptaszki i świątki, próbując sprzedawać je na targu. Żył w biedzie. Dopiero, gdy w 1923 roku spotkał Emila Zegadłowicza, jego los się odmienił. Wykonał wiele rzeźb o tematyce sakralnej, ozdabiając je również charakterystycznymi dla siebie ptaszkami i drzewkami. – Długo nie mogłem zdobyć jego prac, bo zostały zniszczone w czasie wojny, wykupione przez muzea – tłumaczy. – Kiedyś poznałem w Krakowie zamożną wdowę, która po rodzicach odziedziczyła ładną kolekcję rzeźb Wowry, ale absolutnie nie chciała mi nic sprzedać. Moje dyplomatyczne zabiegi skończyły się fiaskiem. Byłem jednak uparty. Zdesperowany oznajmiłem mojej żonie, która jest sędzią, że musimy wziąć na jakiś czas fikcyjny rozwód. Widziałem w tym jedyny sposób, aby pozyskać kolekcję. Sprawy zaszły jednak za daleko i musiałem szukać innego rozwiązania – śmieje się kolekcjoner. Wkrótce pan Leszek znalazł inną kolekcję, którą udało mu się nabyć.
Przeprowadzka do KrakowaNa przestrzeni 40 lat kolekcja Leszka Macaka rozrastała się, teraz liczy kilka tysięcy przedmiotów. Aleksander Jackowski, etnograf i historyk sztuki zajmujący się sztuką ludową, kiedyś pisząc o kolekcji pana Leszka, żartował: „Niełatwo być żoną kolekcjonera, synem, a nawet psem. Wszystko to wymaga troski, a jemu ledwo wystarcza czasu na kolekcję. Ta zaś wymaga, i w końcu nie bardzo wiadomo, kto kogo ma – on swoje zbiory czy one jego”.
– Przez całe lata jeździliśmy na weekendy do Bukowiny Tatrzańskiej. Teraz żyję wspomnieniami, bo na Podhalu pozostała kolekcja obrazków na szkle i ptaszków. A rzeźby, które początkowo tam zbierałem, zabrałem do Krakowa. Ale było ich tyle, że musiałem wynająć samochód ciężarowy, aby je przewieźć – śmieje się. – Teraz w krakowskim domu stoją wszędzie – dodaje.
Z czasem pasja zbierania sztuki ludowej przesunęła się w kierunku nurtu art brut. – Zacząłem nawet wymieniać ludowe świątki na prace artystów z tego nurtu, ale nadal moją wielką pasją jest sztuka ludowa – zapewnia kolekcjoner.
Pan Leszek wzbogaca swoje zbiory o oryginalne dzieła. Odwiedza pokonkursowe wystawy. Swoją kolekcję udostępnia na różne wystawy sztuki ludowej, naiwnej, art brut nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Uzupełnia też zbiory muzealne m.in. w Warszawie, Krakowie, Lozannie, Nowym Jorku, Baltimore i Bratysławie. – Moje eksponaty krążą po świecie. Chętnie je udostępniam, bo w ten sposób dzielę się swoją pasją – przekonuje.
W 2001 roku Leszek Macak otworzył przy ul. Józefa 11 na Kazimierzu w Krakowie galerię sztuki naiwnej „Galerie d’ Art Naif”. – Ja nie tylko stale uzupełniam swoje zbiory, ale przede wszystkim ciągle się uczę – kończy kolekcjoner, który jest absolwentem Wydziału Praw Uniwersytetu Jagiellońskiego, a z zawodu radcą prawnym.
Jolanta Flach
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz