Wczoraj w Bukowinie Tatrzańskiej rozpoczęły się 44. Sabałowe Bajania. Dziś na deskach Domu Ludowego wysłuchaliśmy pierwszych wykonawców. O pasowaniu na zbójnika, specyficznym klimacie Bajań i zmianach, jakie szykują się w tym roku, z Bartłomiejem Koszarkiem, dyrektorem Bukowiańskiego Centrum Kultury, rozmawia Monika Para.
– Jak to się stało, że w 1969 r. narodził się pomysł zorganizowania 1. Sabałowych Bajań?– Sabałowe Bajania nie bez przyczyny znalazły swój początek w Bukowinie Tatrzańskiej, ponieważ stąd wywodzili się wytrawni i dobrzy gawędziarze: Franciszek Sztokfisz, Franciszek Hodorowicz Sewców, Stanisław Chowaniec Suchowian (bukowiański Sabała), Władysław Kuruc i wielu innych. Imprezę zapoczątkował Józef Pitorak i współpracujący z nim ludzie – wielu miejscowych działaczy społecznych, artystów. Wówczas Bajania były jedynie konkursem gawędziarzy. Brały w nich udział znakomite postaci, takie jak Adam Pach, Andrzej Skupień Florek ze Stołowego i nasi bukowiańscy gawędziarze, których wspominałem wcześniej. Z czasem doszli instrumentaliści, śpiewacy. Dziś Sabałowe Bajania to Ogólnopolski Konkurs Gawędziarzy, Instrumentalistów, Śpiewaków, Drużbów i Starostów Weselnych. Imprezami towarzyszącymi są: Ogólnopolska Wystawa Twórczości Ludowej, Kiermasz Sztuki Ludowej, wystawa fotograficzna Krzysztofa Haładyny pt. „Sztuka ludowa Podhala w twórczości bukowian\".
– W ilu Sabałowych Bajaniach brałeś czynny udział?– Na scenie występowałem, odkąd zacząłem chodzić do przedszkola. Moja mama, Anna Koszarek, prowadziła góralski zespół „Orlęta”, który działa do dzisiaj. Jako dziecko tańczyłem może jeszcze mało świadomy, że Sabałowe Bajania to tak wielkie wydarzenie kulturalne. Miałem jednak zacięcie do tańca i czerpałem z tego ogromną radość. Kiedy wraz z koleżankami i kolegami stałem na scenie, to nabierałem dumy z tego, że jestem góralem. Ważne, aby od najmłodszych lat kształtować u dziecka umiejętność mówienia gwarą i myślenia przez pryzmat swojej kultury – podhalańskiej.
– Czy Sabałowe Bajania organizowane za czasów Józefa Pitoraka różniły się formą od tych współczesnych?– Dawniej było bardziej swojsko, ponieważ kiedyś wszystko działo się w Domu Ludowym, a tylko Sabałową Noc organizowano w plenerze. Przez szereg ostatnich lat Bajania wyprowadziły się z obszaru Domu Ludowego i przez to obecne młode pokolenie coraz częściej kojarzy Bajania z tym, co dzieje się na dużej, profesjonalnej scenie. Wieczorne koncerty rockowe i folkowe powinny stanowić załącznik, a nie samą istotę imprezy.
– Czy w tym roku szykują się jakieś zmiany w całej oprawie imprezy?– W tym roku próbujemy przywrócić pewną równowagę, czyli chcemy, aby ludzie zaczęli ponownie kojarzyć Sabałowe Bajania z Domem Ludowym. Przed budynkiem powstała mała scena, na której w środę, czwartek, piątek i niedzielę będą organizowane dodatkowe koncerty. Chcemy „rozruszać” Dom Ludowy i całą Bukowinę. Tylko Sabałowa Noc odbędzie się w rejonie Rusińskiego Wierchu. Drugą zmianę zobaczymy za rok, na jubileusz 45-lecia Sabałowych Bajań. Chcemy wprowadzić nagrodę główną – Złotego Dzika Bukowiańskiego, tak jak Żywiec, który ma Złote Serce, a Kazimierz Wielki Złotą Basztę. Pragniemy przyznać Złotego Dzika z każdej kategorii konkursowej (śpiewacy, instrumentaliści, gawędziarze, pytace, itp.).
– Tradycyjnie już, co roku w Sabałową Noc możemy oglądać ceremonię pasowania na zbójnika. Kiedy powstał ów zwyczaj i kto dostąpił zaszczytu zostania zbójnikiem? – Sabałową Noc organizowano od 1972 r. Pasowanych na zbójnika zostało do tej pory wielu artystów, aktorów, polityków, którzy nazwani zostali „przyjednacami”. Dziś wszystkim zbójnikom przewodniczy hetman zbójnicki prof. Stanisław Hodorowicz, wnuk sławnej Dziadońki. Prawdziwi zbójnicy to ludzie tej ziemi, czyli Podhala, Orawy, Spisza, od Pienin, aż za Tatry. To ludzie świadomi własnej tożsamości, myślący o tym, co dla regionu mogą zrobić teraz i na przyszłość. W Sabałowych Bajaniach wzięło udział tak wiele wybitnych osób, że aż trudno wszystkich wymienić.
– Kto w Sabałowych Bajaniach pełni najważniejszą funkcję, dba o ich oprawę? – Na pewno istotną otoczką Sabałowych Bajaniań są konferansjerzy – gospodarze sceny. Jednymi z pierwszych prowadzących byli: Andrzej Haniaczyk, Stanisław Chowaniec Suchowian, Wanda Czubernat, Jan Jędrol. Konferansjerzy od pierwszego do ostatniego dnia „spinają” całą imprezę. To ich sposób bycia, kontakt z publicznością, lekkość słowa, humor – to wszystko sprawia, że niejednokrotnie widzowie przychodzą także po to, aby posłuchać ich mowy pomiędzy poszczególnymi konkursami. Dziś doskonałym konferansjerem jest Stanisław Łukaszczyk Kołoc i Stanisław Sulorz, artysta kabaretu Truteń. Ja też przez wiele lat byłem prowadzącym. Kształcą się także nowi młodzi konferansjerzy – Joanna Stachura, Janusz Łukaszczyk Kołoc – którzy w przyszłości będą mogli poprowadzić takie imprezy w niepowtarzalnym bajaniowym charakterze.
– Na koniec powiedz, proszę, które Sabałowe Bajania wspominasz najmilej i jak przebiega ich zakończenie?– Każde Bajania mają swoją specyfikę, uczestników i widzów, aurę pogodową. To wszystko sprawia, że zawsze są niepowtarzalne i zawsze można je przeżyć na swój sposób – w duchu polskiej kultury ludowej. Zakończenie Bajań wiąże się z ogłoszeniem wyników, rozdaniem nagród, uhonorowaniem ludzi, którzy przyjechali z różnych zakątków Polski, aby coś zaprezentować, opowiedzieć, zagrać, zaśpiewać. Z czasem niektórych ubywa, odchodzą za „niebieską grań”, ale w ich miejsce przybywają nowi uczestnicy. Tradycja Sabałowych Bajań nie ginie, wręcz przeciwnie – staje się ważnym wydarzeniem dla Podhalan. Pragnąłbym, aby media z wielkim zaangażowaniem pokazywały to wydarzenie i doceniały wysiłek wszystkich ludzi biorących w nim udział i organizujących naszą imprezę.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz