- To bestialstwo - twierdzi mieszkanka Białego Dunajca, właścicielka postrzelonego z wiatrówki kota. Dla weterynarzy takie "polowania" na domowe zwierzęta to codzienność.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"111540"}
Angelika Targowska mieszka w Białym Dunajcu od czterech lat. Dwa lata temu przygarnęła bezdomnego kota, znalezionego w Zakopanem. - Kirke jest zwierzęciem wychodzącym, głównie do ogrodu, ale czasem wędruje po okolicy w promieniu 300-500 metrów - opowiada. - Byłam przekonana, że okoliczne pola i brzeg rzeki to teren idealny dla kota, bezpieczny - podkreśla. Do zeszłej środy, kiedy Kirke po powrocie kulał, miał też lekko spuchniętą nogę i strupek. Poszła ze zwierzęciem do weterynarza, który stwierdził, że kot musiał się gdzieś przeciskać i przycisnąć łapkę. Dostał antybiotyk i środki przeciwbólowe. - Zauważyłam, że wybrzuszyło jej łapkę, wyczułam też coś twardego pod skórą - relacjonuje.
Podczas kontrolnej wizyty u weterynarza, ten nie miał już wątpliwości, że powodem cierpienia zwierzęcia jest śrut. Prześwietlenie to tylko potwierdziło. Na szczęście pocisk nie wszedł zbyt głęboko, więc będzie można go operacyjnie usunąć. Zabieg zaplanowany jest w kolejnym tygodniu.
W Białym Dunajcu polują na koty i kaczki
- Nie mieści mi się w głowie, jak można strzelać do kotów, to czysty sadyzm - nie ukrywa emocji Angelika Targowska. Dodaje, że czasem słyszała w pobliżu huk, ale nie przyszło jej do głowy, że to strzały z wiatrówki. Po zamieszczeniu informacji o tym incydencie na Facebooku, dowiedziała się, że to nie pierwszy taki przypadek w Białym Dunajcu. - Ktoś nad rzeką urządza sobie polowania na domowe zwierzęta - dziś już nie ma wątpliwości. Strzelają do kotów i do dzikich kaczek. - Nie zgłosiłam tego na policję, bo nie mam pojęcia, kto to zrobił - tłumaczy. - Po zabiegu będę miała śrut w ręce, może dzięki temu uda się dotrzeć do sprawcy - przypuszcza.
Mówi, że szczęściem w nieszczęściu było to, że kot dostał śrutem w łapkę, nie złamało mu kości i nie uszkodziło żadnych narządów wewnętrznych. - Ale co się nacierpiał, to jego. Nie dał się wziąć na ręce, piszczał i miauczał z bólu - opowiada.
- To rejon ulicy Miłośników Podhala, centrum wsi, a nie obrzeża - lasy. Po tym, co się stało, jestem mocno zaniepokojona - podkreśla. Dodaje, że w okolicach rzeki widzi często biegające dzieci. - Jak ktoś lubi sobie postrzelać, to niech idzie na strzelnicę sportową, a nie celuje do żywych istot - podkreśla.
Sąsiedzkie porachunki
Pani Ewie, mieszkającej przy ul. Generała Galicy w Białym Dunajcu, już dwa raz koty zostały postrzelone.- Jeden kot tego nie przeżył, zmarł praktycznie na moich rękach. Drugi się wykaraskał - opowiada historię sprzed kilku lat. Twierdzi, że sprawcą był sąsiad, z którym jest w sporze.- Zgłosiłam to na policję w Zakopanem, ale nie przyjęli mojego zgłoszenia, wyśmiali mnie. Usłyszałam, że nie mam dowodów, że to sąsiad - opowiada.
Bez reakcji pozostał także telefon do Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. - Dopiero jak jakiś czas później jego pies pogryzł moje dziecko, policja po moim zgłoszeniu przyjechała. Przy policjantach powiedziałam sąsiadowi, że jak będzie nadal strzelał do moich kotów, to nie odpuszczę tego - opowiada. Twierdzi, że od tego momentu problem się skończył.
Jednocześnie twierdzi, że wie w okolicy o co najmniej dwóch wiatrówkach, choć podejrzewa, że taką broń może mieć więcej osób. - Bardzo często słyszę wystrzały z wiatrówek w pobliżu. Moje koty nie wypuszczam na zewnątrz. Ten, który przeżył postrzał, zyskał miano "Kulawik" - dodaje.
Górale lubią sobie postrzelać
Piotr Lasak, weterynarz z Białego Dunajca, potwierdza, że co jakiś czas trafiają do niego czworonożni pacjenci ze śrutem. O niektórych właściciele dowiadują się po czasie, przy okazji prześwietlenia. - Biały Dunajec się pod tym względem nie wyróżnia. Podobne przypadki były w Poroninie, Bukowinie Tatrzańskiej, a kilka dni temu trafił do mnie kot postrzelony w Bańskiej Wyżnej - mówi.
- To niskoenergetyczna broń, śrut rzadko wbija się głęboko, najczęściej pozostaje w mięśniach. Kiedy jednak postrzał jest w okolicach płuc, serca czy innych narządów wewnętrznych, jest to niebezpieczne dla zwierzęcia - mówi Krzysztof Lasak. Zazwyczaj jego pomoc polega na oczyszczeniu rany i ewentualnie usunięciu śruta. Nie każdy można usunąć.
- Zdarza się tydzień, że mam takich przypadków kilka, a potem jest długa przerwa. Na pewno kilkanaście razy w roku mam zwierzęta ze śrutem - mówi Anna Szeliga, weterynarz z Nowego Targu. Dodaje, że zdarzały się zwierzęta, które miały w ciele nawet pięć śrutów i nosiły je latami. Podkreśla, że najczęściej takie zwierzęta trafiają z rejonu Kowańca i os. Gazdy w Nowym Targu. Miała też kilka przypadków z Boru w gminie Szaflary.
Nie ma litości dla zwyrodnialców
Bożena Chrapusta, sędzia z Nowego Targu, ma właśnie na wokandzie sprawę postrzelenia kota w stolicy Podhala. - Otrzymałam z prokuratury wniosek o warunkowe umorzenie. Sprawca tłumaczył się, że nie wiedział, że strzela do kota - mówi sędzia. - Chcę go jednak przesłuchać, bo traktuję takie sprawy bardzo poważnie - podkreśla. To nie jedyna taka sprawa. Przypomina sobie też postrzelenie w Nowym Targu jamnika z wiatrówki. Zwierzę wtedy nie przeżyło. Sprawca został skazany na prace społeczne.
- Zazwyczaj takie zdarzenia związane są z sąsiedzkimi konfliktami. To zupełna znieczulica. Ktoś, kto strzela do zwierzęcia, kiedyś może wymierzyć w człowieka - podkreśla Bożena Chrapusta. Przypomina, że zgodnie z art. 35 Ustawy o ochronie zwierząt, za znęcanie się nad zwierzęciem grozi sprawcy do trzech lat pozbawienia wolności. Namawia, by takie przypadki zgłaszać na policję. Jeśli ma się śrut, policja powinna wjechać na posesję podejrzanej osoby i zabezpieczyć broń. Prokuratura zleca batalistyczną ekspertyzę, dzięki której wiadomo, czy strzał został oddany z tej broni.
Na wiatrówkę nie trzeba mieć pozwolenia, trzeba mieć ukończone jedynie 18 lat. Nie wolno z niej jednak strzelać ani do domowych zwierząt, ani do dzikich, także do ptactwa. Żeby polować nawet na kaczki, trzeba być myśliwym kwalifikowanym i mieć specjalną do tego broń myśliwską, na którą trzeba uzyskać pozwolenie.
Zgłoszeń na policję nie ma
Jak poinformował nas Roman Wieczorek, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Zakopanem od początku wakacji do połowy października policja odnotowała tylko jedno takie zdarzenie w Kościelisku. Właściciel kota zgłosił, że ktoś postrzelił zwierzę z wiatrówki w łapę. Weterynarz określił, że w złamanej łapie znajdował się przedmiot przypominający swoim kształtem śrut. Po zawiadomieniu zostało wszczęte dochodzenie z Ustawy o Ochronie Zwierząt, które jednak nie doprowadziło do ustalanie sprawcy.
Beata Zalot
0 0
To od tego smogu sprzed lat podczas budowania mostu. Czuję, że w okolicy jest ich więcej.
0 0
Polecam na ju: Kazimierz Grześkowiak "Chłop żywemu nie przepuści".
0 0
Zwyrodnialców nienawidzących kota na forum więcej! I to jakoś neoredaktorów ze Zwierzynieckiej nie bulwersuje. Bo to kot pisowski
0 0
miernoty pisowskie nie tylko wprowadzają nowe słowa do słownika, ale i też zmieniają znaczenie nicków internetowych :)
0 0
Dziś strzelanie do zwierząt jutro strzelanie do ludzi. Kawał wuja. Zając się problemem na poważnie.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz