Na gwarę podhalańską przełożyła "Kubusia Puchatka" Stanisława Trebunia Staszel, a na dołączonej do książki płycie czyta "Misia Kudłocka" Sebastian Karpiel - Bułecka. Premiera odbyła się dziś w bibliotece w Białym Dunajcu.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"114136"}
Kubuś Puchatek to Kudłocek, Kłapouchy to Klapciok, Mama Kangurzyca i jej Maleństwo to Mama Kangula i Mały Trocek.Wszyscy "kamraci" mieszkają w "Borgowym Lesie".
18 stycznia nie jest przypadkową datą premiery "Misia Kudłocka". Dziś przypada bowiem Międzynarodowy Dzień Kubusia Puchatka. Miejsce spotkania też nie było przypadkowe - Biały Dunajec to rodzinna miejscowość znanej dziś etnolożki, badaczki, regionalistki i autorki wielu książek - Stanisławy Trebuni Staszel, a ostatnio także tłumaczki na gwarę podhalańską znanych bajek (po "Małym Księciu" to już druga pozycja).
- Miałam tu w Białym Dunajcu fantastycznych nauczycieli, którzy dbali nie tylko o edukację, ale także o wychowanie. Na przerwie mówiło się gwarą. Nigdy nie miałam poczucia zawstydzenia, że pochodzę ze wsi, że mówię gwarą - podkreślała na początku spotkania Stanisława Trebunia Staszel.
Spotkanie zorganizowała Gminna Biblioteka Publiczna w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki. Sala Gminnego Ośrodka Kultury pękała w szwach. Na promocję kolejnej już bajki przetłumaczonej przez Stanisławę Trebunię Staszel przyszły nie tylko dzieci, ale także dorośli.
Wymyślona przez Alana Alexandra Milnea postać ma na całym świecie fanów. Książka "Winnie-the-Pooh" została wydana w 1926 r.. Irena Tuwim, siostra słynnego poety Juliana, tłumacząc w 1938 r. bajkę na język polski nie tylko zmieniła płeć głównej bohaterce - na męski, ale dość swobodnie potraktowała tłumaczenie. W efekcie wiele osób twierdzi, że polskie tłumaczenie jest lepsze od oryginału. Skorzystały na tym tłumaczeniu szczególnie wierszyki czyli słynne mruczanki Kubusia Puchatka. Nic więc dziwnego, że gdy w latach 80 pojawiło się bardziej wierne tłumaczenie angielskiej bajki czyli "Fredzia Phi-Phi" Moniki Adamczyk, wiele fanów poprzedniej wersji było poważnie oburzonych.
Kubuś Puchatek doczekał się tłumaczenia na język śląski, gwarę kaszubską i wielkopolską. Teraz i Podhale ma swojego "Misia Kudłocka". Stanisława Trebunia - Staszel, choć tłumaczyła bezpośrednio z oryginału angielskiego, nadała głównemu bohaterowi męski rodzaj. Pierwotnie książka miała nosić tytuł "Kudłocek Hanuś tuś tuś tuś".
Stanisława Trebunia Staszel kubusiowe mruczanki zamieniła w góralskie przyśpiewki. Mimo że przekonywała podczas spotkania, że tłumaczenie tych piosenek było najtrudniejsze, ta naprawdę poradziła sobie z tym świetnie i na pewno wiele z nich niedługo w góralskich zespołach dziecięcych zacznie żyć odrębnym życiem. Tłumaczka przemyciła też wiedzę typowo podhalańską. Z książki można na przykład dowiedzieć się, z czego robi się moskole czy korboce.
Stanisława Trebunia Staszel zdradzała podczas spotkania tajniki pracy nad tłumaczeniem. - Problem miałam na przykład z przetłumaczeniem słowa "zaproszenie". "Pytacka", "Napytowanie" - padały z sali propozycje. W Misiu Kudłocku to "siumpytacka".
A jak Kudłockowi się coś nie udaje i jest z tego powodu poiryowany to woła "baśtadyja" ( u Ireny Tuwim - "do licha"). Stumilowy Las w podhalańskiej wersji to "Borgowy Las", Przyjaciel to Kamrat
Fragmenty kultowej bajki czytał w wersji literackiej Michał Murzyn, dyrektor Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem. W wersji gwarowej czytała sama autorka tłumaczenia, a także białodunajeckie seniorki - Maria Porębska, Zofia Mieszczak i Janina Będkowska i reprezentantka młodego pokolenia czytelników - Karolina Skupień. Anna Trebunia Wyrostek spontanicznie zaśpiewała jedną z przyśpiewek z książki.
O to, że na Podhalu gwara długo jeszcze nie zaginie, można być spokojnym. Nawet pytania zadawane przez młodzież autorce były gwarą. - Dzieci pilnowane przez dziadków mówią piękną gwarą, gorzej jest już u tych, których rodzice posyłali do przedszkola - zauważała podczas spotkania Bogumiła Kułach, szefowa biblioteki i sprawczyni dzisiejszego wydarzenia. Na szczęście w wielu domach nadal mówi się gwarą. A taka książka jak :Miś Kudłocek" będzie kolejnym pretekstem, by tej gwary używać.
Dla tych, którzy zamiast czytać wolą słuchać, jest dołączona do książki płyta, na której "Misia Kudłocka" czyta Sebastian Karpiel Bulecka. Lider Zakopowera w tej roli sprawdza się świetnie. Dla każdego bohatera Borgowego Lasu ma inny głos, a jego gwary słucha się przyjemnie. Tak więc "Sto lat Kudłocek! Śpiewo, fto moze, Zdrowia, rozumku i miodu morze!"
Beata Zalot
0 0
w góralszczyźnie nie ma słowa miś i mówi się kudłoc. o innych słownych dziwactwach nie wspomnę. z definicji słowotwórstwo to nie gwara, nawet powinno być piętnowane jako szkodliwe dla tradycji.
0 0
Gwara mo to do siebie, że w każdej wsi godo sie inaczej. U nos napewno nie bylo zodnego "kudłoca" . Tak samo jak i my nigdy nie dawali do kosołki okrowkow z rzepy do poświecenia a biołodonajcany z kościeliscanami juz tak.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz