U 2-letniej Moniki Gąbarczyk z Lipnicy Wielkiej lekarka z ośrodka zdrowia stwierdziła zapalenie gardła. Kilkanaście godzin później dziecko nie żyło.
Rodzice za jej śmierć obwiniają pogotowie, które za późno ich zdaniem przyjechało, a w dodatku lekarz zbyt długo zwlekał z ratowaniem ich córeczki. Także lekarce pierwszego kontaktu zarzucają złą diagnozę.
– Monika była całą naszą radością, nie chorowała wcześniej. To była taka mądra dziewczynka. Potrafiła sobie pilotem włączyć wieżę, a potem tańczyła – mówi łamiącym się głosem Tadeusz Gąbarczyk, ojciec dziecka. – A teraz w domu jest tak pusto – dodaje ze łzami w oczach.
8 lutego po południu Monika miała 38,5 st. C gorączki. Matka zabrała ją do pobliskiego ośrodka zdrowia razem z dwójką innych dzieci, także przeziębionych. Jak relacjonuje ojciec dziecka, lekarka przyjęła ich ok. godz. 17. Stwierdziła u dziewczynki zapalenie gardła i przepisała antybiotyk. Ojciec odwiózł żonę z dziećmi do domu, po czym pojechał po lekarstwa aż do Nowego Targu. Gdy wrócił, Monika spała. Obudziła się przed godz. 22 i wtedy matka podała jej antybiotyk. Zasnęła znowu. – Obudziła się o godz. 3. Przyszła do mnie, jakby chciała się pożegnać – do oczu pana Tadeusza znowu napływają łzy. – Około 3.30 zaczęła ciężko oddychać, charczeć. Zacząłem ją nosić na rękach. Widząc, że jej nie przechodzi, powiedziałem żonie, żeby wezwała karetkę, bo Monika się dusi – opowiada ojciec. Twierdzi, że żona zadzwoniła dziewięć minut po godz. 4. – Mówiła dyspozytorce, że dziecko jest w ciężkim stanie, że umiera. Karetka stacjonuje w Jabłonce, powinni przyjechać natychmiast. Co chwilę wychodziłem przed dom i wypatrywałem karetki. Pół godziny później zadzwoniłem jeszcze raz i usłyszałem, że karetka właśnie wyjechała. Gdy spytałem, skąd jedzie, dyspozytorka odłożyła słuchawkę. Karetka dotarła 48 minut od zgłoszenia – nie kryje oburzenia pan Gąbarczyk. – Zamiast od razu ją ratować, lekarz zaczął wypytywać żonę, co dziecku jest, a Monika na jej rękach dusiła się. Myśleliśmy, że lekarz jest pijany i dlatego tak się zachowuje. Dopiero jak Monika zwaliła się na boczek, na ramiona żony i straciła przytomność, lekarz zabrał ją do karetki – opowiada. Tam zaczęła się reanimacja. – Wszystko trwało bardzo długo, podłączanie aparatury, rozwijanie kabli. Jak zobaczyłem, że oczka ma zamknięte do połowy, a na dole pojawiły się czarne paski i na paznokciach też takie czarne plamki, to wiedziałem, że już nie żyje. A oni pod domem reanimowali Monikę 50 minut. Gdyby wcześniej zaczęli, może by żyła – twierdzi ojciec. Reanimacja trwała także w trakcie jazdy do Nowego Targu i w szpitalu. Żona – jak twierdzi pan Tadeusz – w tym czasie zadzwoniła po policję, bo podejrzewała, że dziwne zachowanie załogi karetki może być wynikiem spożywanego wcześniej alkoholu. Funkcjonariusze czekali na karetkę pod szpitalem. Badania alkomatem wykonane w obecności Tadeusza Gąbarczyka wykazały, że wszyscy byli trzeźwi.
O godz. 6.43 stwierdzono u dziecka zgon. Jak wykazała sekcja zwłok, przyczyną wyjściową śmierci było zapalenie krtani i tchawicy. Przyczyną wtórną – zapalenie płuc. Dziecko zmarło z powodu ostrej niewydolności krążeniowo-oddechowej.
Tadeusz Gąbarczyk nie może pogodzić się ze śmiercią córeczki. Za tragedię obwinia załogę karetki. Twierdzi, że za późno przyjechali. Nie może też zrozumieć, dlaczego lekarz, widząc poważny stan dziecka, nie zaczął jej ratować od razu.
Paweł Zieliński, rzecznik Podhalańskiego Szpitala Specjalistycznego, twierdzi, że karetka przyjechała 9 minut od zgłoszenia. – Mamy dowody w postaci bilingów, nic nie wiem o dwóch telefonach – twierdzi. – Kiedy karetka dotarła na miejsce, stan dziecka był już tragiczny. Wszystkie procedury i działania, żeby dziecko było uratowane, zostały podjęte. Lekarz musi przeprowadzić wywiad i zebrać niezbędne informacje przed podjęciem działań. Działania reanimacyjne trwały dwie godziny. Jest mi bardzo przykro z powodu śmierci, rozumiem emocje ojca, ale nie można mieć nic do zarzucenia zespołowi ratowniczemu – twierdzi rzecznik. – Testy alkoholowe, wykonane zaraz po przyjeździe karetki do szpitala, wykazały, że wszyscy byli trzeźwi. Pozostałe wszelkie wątpliwości wyjaśni prokuratura, która zajęła się tą sprawą – podkreśla Paweł Zieliński.
Wyniki badań alkomatem potwierdza też Marta Kurczab-Drużkowska, rzecznik Powiatowej Komendy Policji w Nowym Targu.
12 lutego odbył się pogrzeb dziecka. Tadeusz Gąbarczyk nie może otrząsnąć się po śmierci córeczki. Twierdzi, że doprowadzi do ukarania winnych jej śmierci.
W piątek 19 lutego sprawa wpłynęła do nowotarskiej prokuratury. – Szkoda, że dopiero po pogrzebie, gdyby dziecko nie było pochowane, byłaby możliwość przeprowadzenia dokładnych badań. Sekcja zwłok odbyła się administracyjnie, ale bez powiadomienia prokuratury. Gdyby sekcja była zlecona przez sąd, wyglądałaby nieco inaczej. Byłby najprawdopodobniej poszerzony zakres badań – powiedział nam Zbigniew Gabryś, zastępca Prokuratora Rejonowego w Nowym Targu. – Nasze postępowanie dotyczy błędu w sztuce lekarskiej. Trwa zabezpieczanie dokumentacji lekarskiej – poinformował nas prokurator. Podczas śledztwa zostanie zbadany cały proces leczenia – od lekarza pierwszego kontaktu, któremu rodzina zarzuca złe zdiagnozowanie dziecka, poprzez postępowanie lekarza pogotowia, transport dziecka. – Możemy się opierać tylko na zabezpieczonej dokumentacji i zeznaniach świadków – podkreśla prokurator. – Na pewno skorzystamy też z opinii Katedry Medycyny Sądowej – dodaje.
Lekarka Ośrodka Zdrowia w Lipnicy Wielkiej nie chciała rozmawiać z dziennikarzem TP.
Beata Zalot
0 0
Nie mogę sobie wyobrazić bólu jaki przechodzą rodzice,to największe nieszczęscie jakie może spotkać człowieka,!Wyrazy współczucia !!Gołym okiem widać jaką mamy kadrę lekarską,niewykwalifikowaną i niedouczoną,należy wnikliwie zbadac tragiczny przypadek i oczywiste winy i zaniedbania ukarać bezwzględną karą!Nie można pozwolić aby taki przypadek znowu się powtórzył!
0 0
Brak slow ale to jest wlasnie sluzba zdrowia a jeszcze chca podwyzek za co pytam za co nieudacznicy?!?!
0 0
z drugiej strony, rodzice sie nei pogodza nigdy z utrata dziecka, wiec lżej im, gdy winny bedzie ktos , akurat tutaj tzw. służba zdrowia.
0 0
Przy każdym tragicznym zdarzeniu ograniczamy się do wąskiej krytyki skutków, zapominając o chorym systemie w którym trwamy, wspólnie budujemy i podczas wyborów popieramy. To system nas zabija.
0 0
Rozumiem rozpacz rodziców, ale czy nie zbyt pochopnie skazujecie od razu pogotowie na potępienie? Wszak przeczytać możemy tylko opinię jednej strony, czyli zrozpaczonego ojca. Nie mówię, iż służba zdrowia jest O.K. ale nie można generalizować, że nikt w pogotowiu nie udziela pomocy. Dajcie prokuraturze dokończyć postępowanie, a dopiero potem piętnujcie, bo swoimi opiniami możecie skrzywdzić ludzi którzy całym sercem oddają się swemu powołaniu!
0 0
Do Doris1. Chyba jesteś naiwna jeżeli sądzisz, że któryś lekarz stwierdzi, że jego kolega popełnił błąd. Choćby tak było, to solidarność zawodowa im na to nie pozwoli, wierz mi. Tak więc już z góry wiemy, że wynik dochodzenia prokuratury będzie taki, że umorzą śledztwo z powodu nie stwierdzenia błędu lekarskiego. A tak naprawdę wystraczyło dziecku podać lek zwiotczający mięśnie, żeby się nie dusiło (wiem co piszę, bo mój syn w ciągu 5 miesięcy trzy razy łapał krtań, niestety z tego podobno trzeba wyrosnąć). Poza tym jak działa nasza służba zdrowia to chyba nie trzeba przypominać. W lutym mój niespełna dwuletni synek złamał rękę, spędziłam z nim na izbie przyjęć 5 godzin!!!!. To może sobie wyobrazić tylko matka, która ma małe dziecko. Żeby jeden lekarz przyjmował w ambulatorium i równocześnie w zabiegowym to już przechodzi ludzkie pojęcie. Do tego jeden anestezjolog, który akurat ma zabieg i trzeba czekać kolejne dwie godziny, by zaśpił dziecko. Masakra.
Dlatego też się nie dziwię ojcu Moniki, że nie chce odpuścić. Natomiast w sprawiedliwość ziemską nie wierzę. Na szczęście jest jeszcze Boska.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz