Hucznym koncertem zamknęła się w niedzielę piętnastoletnia historia festiwalu Muzyka nad Zdrojami.
W koncercie finałowym zatytułowanym „Ozgroj mi sie ziemio” w Dworku Gościnnym w Szczawnicy zabrzmiały pieśni Wacława Geigera, kompozytora o niezwykle ciekawej biografii, pochodzącego z Krakowa, ale kojarzonego z Zakopanem.
Pieśni te skomponowane są do tekstów poetyckich w gwarze podhalańskiej autorstwa Jana Mazura, Hanki Nowobielskiej, Anieli Gut-Stapińskiej oraz Tadeusza Staicha. Zabrzmiały w pięknym wykonaniu Katarzyny Wiwer, śpiewaczki pochodzącej ze Szczawnicy i jednocześnie dyrektor artystycznej festiwalu. Towarzyszył jej kwartet smyczkowy The Time Quartet w składzie Maksymilian Grzesiak i Katarzyna Grzesiakowie - skrzypce, Bartłomiej Szymborski - altówka oraz Marta Ziarko - wiolonczela.
Pieśni Geigera napisane są w oryginale na fortepian, a idea ich wykonania z kwartetem smyczkowym zrodziła się po koncertowym wykonaniu kilku z nich, kiedy okazało się, że muzyka w aranżacji na kwartet smyczkowy zespołu The Time Quartet zabrzmiała wyjątkowo plastycznie i wspaniale komponowała się z głosem. W takim opracowaniu szczególnie pięknie brzmią fragmenty wykorzystujące motywy góralskie, które jak wiadomo nieodłącznie związane są z dźwiękiem instrumentów smyczkowych. W pieśniach tych jest sporo liryzmu, ale też dużo góralskiej energii, a wszystkie te odcienie bardzo plastycznie, z wyczuciem i z entuzjazmem zostały oddane przez Katarzynę Wiwer, dysponującą nie tylko wspaniałym głosem, ale też świetną dykcją i promienną energią. Dodatkowych barw pieśniom i tekstom gwarowym przydał udział w koncercie specjalnego gościa - regionalisty i gawędziarza, a przede wszystkim wspaniałego poety, piszącego w gwarze szczawnickiej, Andrzeja Dziedziny Wiwra, dzięki któremu na koncercie swoje miejsce miała również gwara szczawnicka.
A sam koncert poprzedzony był podsumowaniem 15 lat obecności festiwalu w pienińskim uzdrowisku Jak przypomniał Rafał Monita, dyrektor organizacyjny i pomysłodawca festiwalu, Muzyka nad Zdrojami to niemal 60 koncertów wybranych specjalnie tak, by były ciekawą propozycją kulturalną na letnie wieczory. To tutaj miała premierę „Kantata szczawnicka” Jana Kantego Pawluśkiewicza. Gościli tutaj między innymi: Kaja Danczowska, Maria Pomianowska z zespołem Lutosłowianie, Andrzej Pikul, Elżbieta Stefańska, Celtic Traingle, Flores Rosarum, Pueri Cantores Sancti Nicolai, Tatrzańska Orkiestra Klimatyczna, Cracow Brass Quintett, prawosławny chór Oktoich czy Altenburger Sängerknaben z Austrii.
Wczorajszy koncert finałowy zakończył się owacjami na stojąco, bisami, także poetyckimi, oraz wspaniałym pożegnalnym tortem.
- Miastu nigdy nie zależało na tym festiwalu, przez całe 15 lat musieliśmy się ostro gimnastykować, żeby ten festiwal się odbywał, bo fundusze zawsze były bardzo skromne - mówi Rafał Monita. O tym, jaki stosunek władze mają do organizatorów Muzyki nad Zdrojami, świadczy fakt, że nawet podczas ostatniego koncertu w niedzielę, burmistrza nie było. Nikt też z samorządowców nie podziękował za te 15 edycji festiwalu i 60 koncertów.
W taki sposób kultura w Szczawnicy się zwija, a entuzjastom, którzy walczą o takie wydarzenia wbrew przeciwnościom, podcina się skrzydła.
bz
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz