Zbocza Bereśnika w Szczawnicy za sprawą Basi i Mateusza Zachwiejów zamieniły się w Lawendowe Wzgórza.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"120690"}
Gdyby nie widok Trzech Koron, Sokolicy czy Jarmuty, można by pomyśleć, że jesteśmy we Francji, Włoszech albo w Chorwacji. To właśnie Chorwacja, a konkretnie wyspa Hvar ze wzgórzami porośniętymi lawendą zainspirowała małżeństwo Zachwiejów do stworzenia podobnego miejsca w sercu Pienin.
Dzisiejszy imponujący efekt - niekończące się fioletowe połacie, z wijącą się ścieżką pomiędzy nimi, to efekt kilku lat benedyktyńskiej pracy całej rodziny - Basi, Mateusza i ich trójki dzieci - Malwiny, Filipa i Szymona. To zdobywanie wiedzy, eksperymenty, szukanie gatunków lawendy, która przetrwa mroźne zimy.
Kiedyś pasły się tu owceOtoczeni delikatnym zapachem lawendy (na stole stoi snop suszonych kwiatów, który należy co jakiś czas poruszyć, by zintensyfikować zapach), przy lawendowej lemoniadzie rozmawiamy o początkach.
W miejscu, gdzie dziś stoi nowy dom Zachwiejów, mieszkali kiedyś dziadkowie Mateusza. Na pobliskich zboczach pasły się owce i kozy. Choć dojazd tu nie jest prosty (niektórzy mają problem z podjazdem stromą drogą), Basia i Mateusz od początku wiedzieli, że tu właśnie chcą zbudować swój dom. Po pierwsze z powodów sentymentów rodzinnych Mateusza, po drugie - przepięknych widoków na całą panoramę Pienin i Tatr Słowackich, po trzecie - szczególnego miejsca sprawiającego wrażenie oddalenia od cywilizacji, mimo że do centrum Szczawnicy jest pięć minut jazdy samochodem.
Zwyciężyła lawendaGdy już wymarzony dom stanął, małżonkowie zaczęli szukać pomysłu na życie. Mateusz (z zawodu informatyk) marzył o winnicach na zboczach Bereśnika, Basia (fotograf) - zakochana w lawendzie - o plantacji tych kwiatów. Ostatecznie zwyciężyło marzenie małżonki. Osiem lat temu zakupili kilkanaście gatunków tych kwiatów, by sprawdzić, jak czują się w pienińskim klimacie. Ostatecznie wybrali trzy - Edelweiss, Grosso i Hidcote, które bez problemu przetrwały mroźne zimy. Jednocześnie zaczęli oczyszczać zbocza góry z chaszczy.
Potem zaczęło się stopniowe zasadzanie wzgórza - po 2,5 tysiąca sadzonek co roku. Dziś na hektarowej połaci jest osiem tysięcy sadzonek lawend - nie tylko fioletowych, ale także białych. Te najwcześniej posadzone, czyli siedem lat temu, to dziś już pokaźne krzaki sięgające ponad pół metra.
Tak powstało miejsce urokliwe i wyjątkowe. Coraz częściej odwiedzane przez turystów (wstęp kosztuje 10 zł). Goście spacerują po ścieżce, odpoczywają na leżakach, niektórzy przychodzą z książkami. Chłoną widoki i zapachy. Zdarza się, że ktoś urządza tu sobie romantyczną randkę czy urodziny. Odbywają się tu także sesje zdjęciowe. Na gości czekają białe ławki pięknie kontrastujące z fioletem, leżaki.
Pachnące żniwaZachwiejowie nie mają zbyt wiele czasu, by cieszyć się widokiem kwitnącej lawendy. Początek sierpnia to dla nich już czas żniw. Spora część kwiatów została już ścięta. To czynność wymagająca delikatności, by nie zniszczyć cennego kwiatostanu. Kolejny etap to suszenie, by zapach mógł towarzyszyć nam przez cały rok.
Na plantacji jest sklepik, w którym można kupić woreczki z suszoną lawendą, bukiety, ale także magnesy z motywem tego kwiatu czy inne gadżety. - To ukłon także w kierunku miejscowych artystów, u których zamawiamy dekoracje z motywem lawendy - tłumaczy Mateusz. Zarazem podkreśla, że ich pomysł stworzenia lawendowego wzgórza spotkał się z aprobatą sąsiadów i innych mieszkańców Szczawnicy. - Mieliśmy z ich strony duże wsparcie - powtarza.
Basia eksperymentuje z lawendą w kuchni. Robi sok z lawendy, sernik lawendowy, Mateusz ma już pierwsze sukcesy w produkcji lawendowego wina. Być może ich specjały będzie można spróbować w kawiarni, którą chcą otworzyć tu w przyszłym roku. To zresztą nie koniec ich planów, choć na razie nie chcą zdradzać, by nie zapeszyć.
- Lawenda nie jest wymagającą rośliną. Jest łatwa w uprawie. Lubi tylko dużo słońca. Musi też mieć sucho i zasadową glebę. Niemniej pracy z nią jest dużo - podkreśla Basia. - Sadzimy już w marcu, żeby się ukorzeniła, bo jej nie nawadniamy. Musi sobie radzić sama - dodaje. Od czerwca zaczyna się plewienie, delikatne nawożenie. Lipiec i sierpień to czas kwitnienia. Na przełomie tych miesięcy zaczynają się żniwa.
Kwiat miłości i szczęścia
Lawenda ceniona jest jest nie tylko ze względu na wygląd i aromat, ale także z uwagi na swoje właściwości lecznicze. Od wieków wykorzystywana jest jako naturalny środek uspokajający i usypiający. Działa rozkurczowo na mięśnie gładkie i pobudza wydzielanie żółci oraz soku żołądkowego. Dlatego polecana jest osobom, które mają problemy układu pokarmowego. W kwiatach zawarte są też składniki odpowiedzialne za regulację pracy jelit.
Lawenda ma także silne działanie antybakteryjne. Lawendowe inhalacje pomagają usunąć zalegającą flegmę i ułatwiają oddychanie. Ma też właściwości przeciwbólowe.
W kulturze europejskiej kwiaty lawendy przez wieki uznawane były za kwiaty miłości i szczęścia. Dawniej wręczenie przez mężczyznę bukietu lawendy oznaczało wyrażenie ciepłych uczuć. Bardzo często dziewczyny otrzymywały taki bukiet w chwili oświadczyn.
Na południu Europy wierzono też, że dyskretnie schowana pod poduszką mężczyzny lawenda zachęci go do oświadczyn i małżeństwa. Na przełomie XIV i XV wieku w Dniu Świętego Łukasza, czyli 18 października, kobiety stanu wolnego piły napary z lawendy wierząc, że we śnie ujrzą swojego wybranka. Mężatki podawały taki napój swoim mężom, aby umocnić małżeństwo.
Wierzono też, że lawenda przynosi domownikom szczęście, dobrobyt, gwarantuje też spokój w rodzinie. Zapobiega kłótniom i przyciąga pozytywne zdarzenia
Beata Zalot
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz