Szlachtowa. Sześćdziesiąt lat temu można tu było usłyszeć wyłącznie mowę łemkowską. Dziś poszła w niepamięć, podobnie jak mieszkający wówczas ludzie. Tu Akcja Wisła udała się, jak nigdzie w Polsce. Niestety.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"5209"}
Niewielu turystów zwraca uwagę na małą wieś, mijaną w drodze do Jaworek. Wiadomo, tam Wąwóz Homole i inne atrakcje, a tu w Szlachtowej? Dawnej cerkwi, zmienionej na kościół, nawet nie widać od głównej drogi. I tak licząca blisko 700 mieszkańców wioska pozostaje nie odkryta, wciśnięta między dwie megaatrakcje turystyczne – Szczawnicę i Jaworki.
Można powiedzieć, że to wieś bez własnej tożsamości. Do 1945 roku zamieszkiwali ją Łemkowie i była częścią Rusi Szlachtowskiej, najbardziej za zachód wysuniętego krańca Łemkowszczyzny. Niestety, ludowa władza zdecydowała, że ponieważ mieszkańcy mówią podobnym językiem – są winni wszelkich zbrodni, jakich dopuszczali się na Kresach ukraińscy nacjonaliści. Szlachtowscy Łemkowie, którzy dobrowolnie nie wyjechali na Ukrainę w 1945 roku, dwa lata później zostali siłą wysiedleni na Ziemie Odzyskane.
Starych łemkowskich „chyż” już nie ma – większość spłonęła, inne się rozpadły lub zostały zabudowane przez nowych gospodarzy, którzy przyjechali głównie ze Szczawnicy. Można powiedzieć, że blisko 60 lat temu rozpoczęła się nowa historia Szlachtowej. – Czasem któryś z nich przyjedzie, popatrzy na wieś, dawny dom. Tylko głową pokręci – nie poznaje, tak wszystko się tu zmieniło – mówi Anna Cabała, mieszkanka Szlachtowej.
Najbardziej widoczną pamiątką dawnych czasów pozostaje obecny kościół, a wcześniej cerkiew grekokatolicka. Kiedyś pod wezwaniem Matki Boskiej Pokrownej (Opieki Najświętszej Marii Panny) dziś Matki Boskiej Pośredniczki Łask. Ale wewnątrz można jeszcze poczuć ducha dawnych czasów – zachował się ikonostas z wyjątkowymi ikonami, malowanymi na płótnie. I tylko śpiew nie ten sam.
Stanisława Noworolnik od 20 lat prowadzi jeden z trzech sklepów w Szlachtowej. Sama przed laty wyprowadziła się do Tylmanowej i teraz codziennie dojeżdża. Ale nie narzeka – najważniejsze, że jest praca. Choć konkurencja dużych sklepów daje się we znaki. – Ludzie robią większe zakupy w supermarketach w Szczawnicy, my mamy głównie artykuły pierwszej potrzeby – przyznaje, rozkładając ręce.
Mieszkańcy narzekają najczęściej na brak pracy – wiele rodzin wyjechało na Zachód. Często też ojciec pracuje na budowie np. w Warszawie i wraca do domu najwyżej na weekend. Rolnictwo też się tu nie rozwinęło – niewiele gospodarstw ma więcej, niż 2-3 krowy Jest za to jeden baca. Ma około 300 swoich owiec, a wypasa ponad 1000. Oscypki można kupić w bacówce na końcu wsi.
Mimo fantastycznych widoków, ciszy i idealnego powietrza, w Szlachtowej nie widać wielu turystów. Jednak ci, którzy przyjeżdżają wynająć kwaterę, zwykle za rok wracają. Bo ten, kto poczuł tutejsze klimaty – może się w nich zakochać. Choć nie ma tu zbyt wielu atrakcji – szlak na Prehybę i sąsiedztwo Jaworek i Szczawnicy – to już choćby spacer pomiędzy drewnianymi domami, z szumiącym w głębokiej dolinie potokiem, dostarcza wielu wrażeń. I gdyby jeszcze usłyszeć łemkowską mowę…
Józef Figura
0 0
Cenzura na tej stronie kwitnie jak za komuny!
0 0
Jak to ma być Homole czy Chomole?
0 0
aaale wycieczka fajna była
0 0
W 1947 r w ramach akcji Wisła przymusowo wysiedlono Łemków. Mieli jedną godzinę na spakowanie się. Biedaki gnali mostem krościeńskim po jednej krowie. Na wozach mieli cały swój dobytek. Bo komuś wpadła do głowy tzw.\"odpowiedzialność zbiorowa\". W przeciwieństwie do Bieszczad Ruś Szlachtowska nie miała nic wspólnego z okrucieństwami UPA.
A tam dojrzewały owoce na drzewach, sypało się zboże. Mieszkańcy Szczawnicy najpierw niepewnie, później coraz odważniej wkraczali we własność niczyją.
Były to niesamowite czasy. Artykuł powyżej nawet nie dotyka istoty problemu.
Ale dobra, niech zostanie. Tylko tych Homoli nie piszcie przez \"ch\"
0 0
Cenzura na tej stronie kwitnie jak za komuny!
0 0
Szanowny Panie Redaktorze
Zanim napisze Pan artykuł, niech najpierw zaznajomi się z historią.
Akcja Wisła dla Łemków ze Szlachtowej i Jaworek była jedynym wyjściem. Świadkowie twierdzą ,że nie wyjeżdżali ze smutkiem. Dla nich była to nadzieja.
Powód był następujący.
W trakcie sławetnego spływu Dunajcem zastępcy gubernatora - dr Hansa Franka na przystani w Szczawnicy razem z miejscowymi volksgoralami witał go sołtys łemkowski - Szlachtowski. Poprosił on Niemca o jedno - o sławetne 48 godzin. Starsi mieszkańcy Pienin wiedzą o co chodzi. Jjeżeli Pan nie wie niech Pan porozmawia z Janem Maria Kacwinem- On Panu wytłumaczy kulisy akcji Wisła w Pieninach. Tylko takie rozmowy lepiej prowadzić przed napisaniem artykułu.
0 0
Dunajcem spływano nawet podczas okupacji niemieckiej. Warto przy tej okazji sprostować powtarzaną błędną informację, że przełomem płynął sam gubernator Hans Frank z liczną świtą. Prawdą jest, że płynął Otto Wöchter - gubernator, ale Dystryktu Krakowskiego w towarzystwie licznych urzędników i Wacława Krzeptowskiego - prezesa Goralenvolk. Spłynęły w sumie cztery tratwy, a flisaków zmuszono do spływu pod groźbą surowych kar. Podczas spływu niemiecka mniejszość zamieszkująca Szwaby Niżne przekroczyła rzekę i zgotowała gubernatorowi owacyjne powitanie na kamieńcu w Sromowcach Niżnych, a na przystani w Szczawnicy Niżnej gromadnie powitała go mniejszość łemkowska zamieszkująca Ruś Szlachtowską na czele ze swoim sołtysem Semanem Szlachtowskim i popem Hrebeniukiem.
0 0
było, mineło??
0 0
Co bedziemy godać tak i tak, są tacy co czekają na forum, o co chodzi s tym sławetnym 48 godzin?
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz