Muzyka ukraińska zdominowała "III Festiwal Kultur Górskich - Łemków i Górali", który odbywał się 8 sierpnia w Jaworkach.
Szlachtowa, Jaworki, Czarna Woda i Biała Woda – cztery wioski, które do 1947 roku wchodziły w skład tzw. Rusi Szlachtowskiej, zamieszkiwanej przez Rusinów. Była to najbardziej wysunięta na zachód – w granicach obecnej Polski, poza Beskidem Niskim – enklawa zamieszkiwana przez naród rusiński. Rusnacy z Pienin różnili się ubiorem, mówili odrębnym dialektem. – Jestem Rusnakiem – wyjaśnia Filip Ikoniak, mieszkaniec Białej Wody, który od lat ratuje od zagłady stare kapliczki, rozsiane na terenie dawnej Rusi Szlachtowskiej. – Rusnaki, ewentualnie Rusini – takie jest prawidłowe określenie na mieszkańców tych ziem, a nie Łemkowie. To sztucznie utworzona nazwa – dodaje.
Kiedyś wioski tętniły życiem, były gęsto zaludnione. Zagony porastał len i owies. Przy drogach stały kapliczki i krzyże. Rusini zajmowali się rolnictwem, a także hodowlą owiec i bydła. Biała Woda stanowiła najważniejszy w Polsce ośrodek wędrownego druciarstwa. Trudnili się tym mężczyźni, którzy za zarobkiem wędrowali aż po Warszawę, Czerniowce czy Kijów. Druciarki nauczył ich kiedyś diak, czyli nauczyciel pochodzący z Beskidu Niskiego, a oni później tę sztukę przekazywali swoim następcom. Zajęcie przechodziło z ojca na synów. Druciarze zajmowali się naprawą glinianych, a także blaszanych garnków. Wykonywali też łapki na myszy, tarki do ziemniaków, obręcze do wiader i cebrzyków.
Dzisiaj nie ma już Rusi Szlachtowskiej. Ostatecznie zmiotła ją w 1947 roku Akcja Wisła. Po Rusinach pozostały nieliczne zabudowania, przydrożne krzyże i kapliczki, tak charakterystyczne dla tamtego krajobrazu, zarosłe trawą ścieżki i drogi wiodące ku pobliskim szczytom, a także nazwy – Kyczera, Durbaszka, Hurcałki czy Syhla. Po latach wróciło niewielu potomków dawnych mieszkańców Rusi Szlachtowskiej.
*
Dwa lata temu Jerzy Pal, aktor i ówczesny dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury i Sportu w Szczawnicy, wpadł na pomysł zorganizowania „Festiwalu Kultur Górskich – Łemków i Górali”. Celem imprezy było pokazanie historii i kultury dwóch odrębnych, lecz żyjących w bliskim sąsiedztwie grup etnicznych: Rusinów i górali pienińskich.
W tym roku impreza – w ramach „Lata Pienińskiego” odbyła się po raz trzeci. Festiwal rozpoczął się koncertem w grekokatolickiej cerkwi w Jaworkach, obecnie użytkowanej przez wyznawców Kościoła rzymskokatolickiego. Zaśpiewał zespół ludowy „Zorecwit” z Chmielnika na Ukrainie, miasta partnerskiego Szczawnicy, a po nim Szczawnicki Chór Kameralny.
Popołudniowy program również był wypełniony koncertami. Festiwal rozpoczął sygnał trombity, na której zagrał Jan Kubik z Krościenka. Później zapłonęła watra. Na nowej scenie w Jaworkach wystąpili: zespół taneczny „Kołomyjka” z Kołomyi na Ukrainie, zespół regionalny „Pieniny” z Krościenka, chór ze Sromowiec Niżnych i Elena Rutkowska, aktorka polskich i ukraińskich scen, urodzona w Chorwacji.
Na imprezę przyjechał ze snycerskimi wyrobami Bogdan Kareł, snycerz z Gorlic. W drewnie pracuje od 20 lat, to jego hobby, bo z zawodu jest inżynierem technologiem materiałów. Wykonuje ramy i płaskorzeźby inspirowane ikonami. – Kiedyś w domu znalazłem stary element rzeźbiony i pozłacany, pochodzący z kościoła. Zainteresowałem się tym, jak to jest zrobione. Spróbowałem i tak się zaczęło – opowiada Bogdan Kareł, który należy do lokalnej organizacji turystycznej „Beskid Zielony”, promującej różnych twórców z Beskidu Niskiego i pogórza. – Jestem czystej krwi Łemkiem. Rodzice moi pochodzą z maziarskich rodzin z Łosia. Mężczyźni ze wszystkich pokoleń wstecz wozili maź – na północ, aż do Rygi, i na wschód, aż pod Odessę – tłumaczy i zapowiada, że w przyszłym roku przyjedzie do Jaworek ze swoimi kolegami z „Beskidu Zielonego”, trudniącymi się bednarstwem, kowalstwem, hafciarstwem, koronkarstwem i pokazem wyrobu dziegciu.
*
Festiwal – tak jak było w założeniu – powinien ukazywać historię ludów zamieszkujących te ziemie, tymczasem nie padło ani jedno słowo wyjaśniające, kim jest Rusin. Zabrakło muzyki i mowy łemkowskiej, a także śpiewu cerkiewnego. Osoby, które nie znają historii, często utożsamiają Rusinów z Ukraińcami. I po zaprezentowanym programie, można by z tego również taki wniosek wyciągnąć. – Rusnak nie jest Ukraińcem – mówi z pełnym przekonaniem Filip Ikoniak, który urodził się w Jaworkach, w rodzinie rusnackiej. W 1945 roku zostali wypędzeni do Związku Radzieckiego. Ikoniakowie wrócili do Polski w 1957 roku, ale na ziemie zachodnie. Po jakimś czasie ojciec pana Filipa przyjechał w rodzime strony, wybudował dom w Białej Wodzie. Filip Ikoniak w swoim rodzinnym języku podziękował zespołom, które zaśpiewały w cerkwi, i to były jedyne słowa, jakie można było na festiwalu usłyszeć po łemkowsku.
Jolanta Flach
0 0
jeśli to organizował obecny dyr MOKIS-u to było do przewidzenia że to będzie klapa./jak zreszta wszystko w jego wykonaniu/
0 0
A co panie Ik z jednym dniem dla rozliczenia się z polaczkami w 39 pewnie to była pomyłka co i nie prawda? teraz jeste,ście bardzo skrzywdzeni a kto chciał jednego dnia dla wyrównania rachunków i nie wypędzeni tylko wysiedleni za morderstwo lub próbę morderstwa jest się sądzonym a co innego chcieliście zrobić z polaczkami
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz