Kilka tysięcy eksponatów etnograficznych skrywa ponadstuletnia chata góralska w Szczawnicy. Jan Malinowski urządził w niej prywatne muzeum.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"5519"}
Niepozorny dom kryty blachą, w środku biała i czarna izba, sień, część gospodarcza i strych, a w nich ponad 6 tysięcy eksponatów, głównie etnograficznych. W 1995 roku Jan Malinowski Matroniak stworzył w nim Izbę Regionalną, której patronują Aniela, Andrzej i Michał Malinowsscy – matka, ojciec i brat pana Jana. Chałupa stoi naprzeciwko szczawnickiego Urzędu Miasta.
– Ten dom był zamieszkany do 1945 roku. Gospodarowała w nim moja babcia – Julia Madejówna. Później służył jako skład różnych materiałów. Natomiast nie wiadomo dokładnie, w którym roku został on wybudowany. Nie ma żadnej daty. Tylko na belkach znalazłem ślady, świadczące o tym, że chałupa była remontowana tuż przed pierwszą wojną światową – wyjaśnia gospodarz.
Siedzimy w białej izbie, tak jak przed laty, kiedy pan Jan dopiero organizował swój mały skansen, ale teraz mogłoby mu pozazdrościć wiele muzeów. Wystrój wnętrza sprawia, że panuje w nim atmosfera z początku ubiegłego wieku. W maleńkim oknie, które zdobią wykonane szydełkiem firaneczki, kwitną kwiaty. Na ścianach wiszą święte obrazki odpustowe, a na listwie garnuszki. Łóżko zaścielone jest wyszywaną pościelą. Na wierzchu wystawione są paradne, ale skromne poduchy. Obok wiszą odzienia pienińskich górali. W izbie nie brakuje też różnych półek. Na piecu poukładane są naczynia kuchenne, a nad ławą, ze spłowiałej fotografii spogląda Józef Madeja, pradziadek Jana Malinowskiego, pierwszy przewodnik po Pieninach. – Ta izba jest urządzona tak, jak było za czasów mojej babci – zapewnia gospodarz. – Co prawda nie są zachowane oryginalne sprzęty, bo były one bardzo zniszczone, ale starałem się zdobyć bardzo podobne i odtworzyć wnętrze. Każda rzecz stoi na swoim miejscu, jak dawniej. Szczególnie lubię ceramikę – zaznacza. Na półce znajduje się zbiór przedwojennych buteleczek po lekarstwach, które – jak twierdzi kolekcjoner –bardzo trudno teraz zdobyć.
Zanim jednak izba otrzymała dzisiejszy wystrój, po wojnie została zamieniona w warsztat kołodziejski. – Mój ojciec zajmował się kołodziejstwem. Tutaj znajdowała się tokarka do toczenia głów, czyli piast do kół – wspomina.
W czarnej izbie można zobaczyć posegregowane na półkach narzędzia kowalskie, ciesielskie, kołodziejskie, bednarskie, rolnicze i przeznaczone do prac domowych. Strych został zamieniony na bogato urządzony warsztat tkacki. Chałupę otaczają sprzęty gospodarskie, kamienie do żaren, narzędzia rolnicze i zielniki. Jest też mnóstwo innych starych przedmiotów, potrzebnych w gospodarstwie domowym. A wszystko poukładane tematycznie.
Od dzieckaJan Malinowski gromadzi przedmioty głównie ze Szczawnicy i regionu pienińskiego. Zbiera je od dziecka, a zaczęło się od zwiedzenia miejscowego muzeum. Miał wtedy 7 lat. – Kiedyś nie było takich rozrywek jak dzisiaj. Dzieci bawiły się w obejściu i gdzieś na strychach, gdzie było mnóstwo niepotrzebnych rzeczy. Po odwiedzeniu muzeum zacząłem gromadzić różne rzeczy. Znosiłem je na strych rodzinnego domu przy ulicy Krzyża w Szczawnicy. Pamiętam, że pierwszym eksponatem był drewniany talerz, ale już go nie mam – opowiada. Wszystkie przedmioty sam czyści, odnawia, naprawia i konserwuje. Wiele nauczył się, gdy pracował w Muzeum Pienińskim w Szczawnicy. Czasem jest mu jednak potrzebna pomoc fachowca.
Z zainteresowaniem zaglądam do wszystkich pomieszczeń, zwłaszcza że pan Jan z wielką pasją opowiada o każdym przedmiocie. W boisku wyłożonym otoczakami, zwanymi w Szczawnicy dunajcówkami, znajduje się miech kowalski z 1841 roku, pochodzący z Krościenka. Są drzwi nabijane metalowymi ćwiekami – pozostałość po domu „spod papużki\". Jest zbiór cegieł z inicjałami, wyprodukowanych w cegielni, która znajdowała się w miejscu dzisiejszego sanatorium „Papiernik\". Na uwagę zasługują kafle z pieców z dawnych dworów, plebanii i pensjonatów. Ciekawostką jest moździerz, z którego strzelano na wiwat podczas świąt patriotycznych i kościelnych. Są też chomąta dla koni i sąsiek, na którym widnieje data: 1788 rok, skrzynia na zboże okopcona na czarno od dymu. Na półkach stoją butelki ze szkła – na niektórych widnieją napisy: „Książęcy browar w Żywcu\" lub „Firma Baczewskiego ze Lwowa\". Na zewnątrz o ściany domu oparte są drewniane koła i deseczki wycięte w koronkę, a wyjęte z pensjonatowych ganków. Jest pług, sieczkarnia, socha, cepy i stare rzeszota. Są też drzwi z aresztu gestapowskiego, które mieściło się w budynku, gdzie teraz jest urząd miasta.
Rzadkie eksponatyJan Malinowski wciąż uzupełnia swoje zbiory. – Z ciekawszych eksponatów, jakie mi się udało w ciągu ostatnich kilku lat zdobyć, wymieniłbym rakiety śnieżne – stare, drewniane, a także patelnię kutą ręcznie z kawałka metalu. Ekspozycję wzbogaciłem też o butle i preparaty apteczne z dawnej apteki szczawnickiej. Poza tym kilka zabawek, które niesłychanie trudno zdobyć. Ciągle przybywa narzędzi, a także – mimo wielu trudności, bo zostały zniszczone w czasie wojny – dawnych tkanin haftowanych ręcznie. Poza tym cały czas uzupełniam zbiory o różne narzędzia do obróbki drewna – wymienia gospodarz domu i idzie do komórki, aby wyciągnąć jeszcze jeden eksponat – drewnianą trumnę. – Było to w latach 90. Zaszedłem do jednego domu w górach. Gospodarz zaprowadził mnie na strych i pyta: „Chcesz trumnę?”. Patrzę, rzeczywiście, stoi trumna. Więc poszedłem do domu, wziąłem swój słynny wózek drewniany na metalowych obręczach i stary dywan, aby zawinąć w niego trumnę, bo nie chciałem się z nią afiszować. Dowiedziałem się, że pewien gospodarz zrobił ją dla siebie. Gdy nagle zmarł, rodzina kupiła gotową, malowaną trumnę w Nowym Targu – opowiada.
PoszukiwaniaW wolnych chwilach pan Jan chodzi po domach, przeszukuje strychy. Czasem zdarza się, że ludzie sami oferują niepotrzebne im rzeczy. Ma również miejsca, gdzie może kupić różne ciekawe eksponaty. Wszystko sam finansuje. – Dzisiejsze czasy nie sprzyjają temu, aby czymś takim się zajmować – podkreśla i dodaje: – Chciałbym podziękować tym osobom, które mi w jakikolwiek sposób pomogły, odstąpiły te stare rzeczy. Równocześnie bardzo proszę i apeluję, aby przed rozbiórką lub remontem starego domu pozwolić mi wejść w obejście, żebym mógł przeglądnąć rzeczy, które mogą trafić nawet na śmietnik. Było wiele takich przypadków, że poproszono mnie dopiero wtedy, gdy uporządkowano strych, a najciekawsze rzeczy zostały już wyrzucone – prosi pan Jan.
Gospodarz – w miarę wolnego czasu – udostępnia chałupę zwiedzającym. Ekspozycję oglądają turyści z różnych zakątków Polski, ale również z zagranicy. – To kolekcjonerstwo sprawia mi wiele radości. Dodaje mi sił do życia – kończy Jan Malinowski i zaprasza wszystkich chętnych do siebie.
Jolanta Flach
0 0
Piękne hobby! Niby stare rupiecie.......ale dziwnego uczucia człowiek doznaje
patrząc na te przedmioty. Sama kiedyś zbierałam stare żelazka. Oby tylko trud tego pana nie poszedł na marne i kiedyś ktoś się zainteresował jego zbiorami!:):):)
0 0
o, a ja to mam taka baaardzo stara maszyne do pisania...ale to do kolekcji chyba tylko milosnika literatury :-))
0 0
co do butelecsek po lekarstwach to nieprawda, moze po chapach góralskiechj, gdzi eleczona sie smalcem to duzo ich ni ema, ale po starych pensjinatch?? tego tam pełno :-))
0 0
Mam po dziadkach pare ciekawych pamiatek. Np mlotek przywieziony w XIX wieku z Chicago przez mojego prapszodka, stare dluta amerykanskie. Chetnie Panu sprezentuje, jak tylko bede w Sz-cy. Ta sterylna cywilizacja wykancza mnie. Najbardzioej lubie zwiedzac muzea i...cmentarze.
0 0
Cmentarze to i ja...ale takie baaaaardzo stare! Mi sie też ostało jedno stare żelazko więc jak będę w Szczawnicy to zwiedzę i podaruję:):):)
0 0
Dobrze że nie zbiera kartonów.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz