Co najmniej kilkadziesiąt tys. zł wart był sprzęt, który spalił się podczas szczawnickiej majówki pod Palenicą.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"807"}
To miała być niezapomniana trzydniowa impreza. I pewnie by była, gdyby nie ciemności, jakie zapanowały podczas ostatniego zorganizowanego przez Miejski Ośrodek Kultury i Sportu koncertu. – Podczas finału występu zespołu \"Turnioki\" najpierw całkowicie znikło napięcie na scenie, a kiedy się pojawiło, dwie lampy świeciły, wzmacniacz padł, a głośniki charczały. Chwilę później zrobiło się zupełnie ciemno – opowiada Józef Szałwia, odpowiedzialny za nagłośnienie imprezy.
Jego zdaniem już pierwszego dnia zabawy pod Palenicą zdarzały się spadki napięcia prądu. Krytycznych uwag nie szczędzili wykonawcy – głównie \"Kabaret pod Wyrwigroszem\". Następnego dnia problemów nie było. Być może dlatego, że impreza spod placu pod Palenicą przeniosła się na plac Dietla. Kiedy ostatniego dnia majówka wróciła do amfiteatru, pod kolejką doszło do poważnego zwarcia.
– Już na początku zabawy było coś nie tak. Prąd przygasał – wspomina Józef Szałwia. – Gdzieś w połowie koncertu \"Gronicek\" raz znikło napięcie. Usłyszałem wtedy od dyrektora MOKiS, że wybiło bezpieczniki w skrzynce koło kolejki, ale że już jest to zrobione. Sytuacja powtórzyła się ponownie pod koniec koncertu.
Po kolejnym spadku napięcia organizatorzy zdecydowali się zrobić 20-minutową przerwę w programie. W tym właśnie czasie na zlecenie dyrektora ośrodka kultury awarią miał się zająć elektryk. – I zajął się. Po wszystkim przyszedł do mnie i powiedział, że \"zawatował\", ominął bezpiecznik. Miało być dobrze – dodaje Józef Szałwia. – W efekcie spalił mi się wzmacniacz i cztery głośniki. Ile będzie mnie to kosztować, będę wiedzieć dopiero po naprawie. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że nikt z miasta po całym zajściu do mnie nie dzwonił. Liczę, że osoby odpowiedzialne za to wszystko zrekompensują moje straty. Będę o to zabiegać.
Brak prądu dał się także we znaki przedsiębiorcy, prowadzącemu punkt gastronomiczny pod kolejką. – Mam spalone wszystkie urządzenia elektryczne – chłodnie, lodówki, zamrażalniki oraz piece – wylicza Paweł Guszkiewicz, który jeszcze dokładnie nie oszacował strat.– Próbowałem na ten temat rozmawiać z dyrektorem MOKiS, ale on tematu unika. Proszę sobie wyobrazić, że w gniazdkach przez dwa dni miałem napięcie o mocy 380 V. Dobrze, że nikogo nie zabiło – mówi. O fakcie wysokiego napięcia w swoim punkcie gastronomicznym informował burmistrza Szczawnicy. – Usłyszałem od niego, że takimi rzeczami nie będzie się zajmował w niedzielę. W końcu nie wytrzymałem, zgłosiłem sprawę na policję. Będę domagać się rekompensaty od miasta nie tylko za zniszczony sprzęt, ale każdy dzień zastoju w pracy. Zgłaszam to do prokuratury – zapowiada Guszkiewicz.
Zdaniem Grzegorza Niezgody, burmistrza Szczawnicy, sprawy nie ma. – Nie rozumiem tego całego zamieszania wokół koncertu, który w związku z brakiem prądu skończył się 15 minut przed czasem. Cała trzydniowa impreza przecież się udała. Co do zwarcia, elektryk z PKL-u usunął go zaraz po występie – twierdzi burmistrz uzdrowiska.
Według Niezgody przedsiębiorca prowadzący gastronomię pod Palenicą powinien mieć pretensje do PKL-u, zabezpieczającego przyłącz prądu, a nie do władz miasta. – Jeśli okaże się, że to my jesteśmy winni, wówczas nie będzie innego wyjścia, jak tylko zapłacić odszkodowanie. Tego trzeba jednak dowieść – zaznacza burmistrz.
Na temat spalonego sprzętu nagłośnieniowego burmistrz nie chce się wypowiadać. – Nikt nam niczego takiego nie zgłaszał. Osobą kompetentną do udzielania szczegółowych informacji jest dyrektor MOKiS–u, proszę się z nim kontaktować – zaznacza.
Jerzy Pal, dyrektor miejskiego ośrodka kultury, zdarzeń z soboty nie chce komentować. Odsyła do swojego przełożonego – burmistrza Szczawnicy.
Aneta Dusik
0 0
elektryk który \"omija\" bezpieczniki to debil....Ale Pani Redaktor, wstyd jest mylić napięcie z mocą... Jak rozumiem , na skutek zwarcia przedsiębiorca miał zamiast n. fazowego ( 230Voltów)- n.międzyfazowe o wartosci obecnie 400V! Moc to całkiem inne pojęcie ( pomińmy definicję) wyrażane a Watach ;
Pani sformuowanie może i ładnie brzmi ale jest ... całkowicie niepoprawne ( o tych jednostkach młodzież uczy sie m. in. na fizyce w szkole sredniej, nieprawdaż?) pozdrawiam inż.el.
0 0
ale to o mocy to nie pisała redaktorka, tylko mówił ten sprzedawca z punktu gastronomicznego. Cytat to cytat...
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz