W przeszłości najpewniej Wikingowie nigdy nie dotarli na Podhale. Jednak parę lat temu wyznawcy Thora postanowili naprawić ten błąd.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"1101"}
Zuzia, nasza sekretarka z nowotarskiej redakcji, szepcząc do słuchawki telefonu: – Lepiej się dziś nie pokazuj w pracy. Szukają cię jacyś goście. Strasznie groźni. Wyglądają, jak jacyś... wikingowie.
Ulfar mruży oczy w promieniach zachodzącego słońca i wygodniej sadowi na obitej baranią skórą ławeczce. Wyraźnie dobrze mu ze świadomością, że jest prawdopodobnie pierwszym wikingiem, który kiedykolwiek stąpał po podhalańskiej ziemi. Wysokie prawdopodobieństwo nie oznacza pewności. Z wikingami nigdy nic nie wiadomo. Lud śmiały, waleczny, a do tego strasznie ciekawski. Czciciele Thora odkryli Amerykę i Grenlandię, skolonizowali Islandię, założyli kilka wczesnośredniowiecznych \"królestw\", dotarli do Bizancjum oraz do kraju Arabów, przybyli również na Wolin (utożsamiany z Jomsborgiem). Według niektórych całkiem poważnych autorytetów historycznych, naszym pierwszym władcą miał być wiking Dago – Mieszko I. Dlaczego więc wikingowie nie mieliby popłynąć w górę Wisły i Dunajca i dotrzeć pod Tatry? Oczywiście, wtedy nie było tu drogi wojewódzkiej relacji: Dębno – Niedzica; kawiarenki \"Turbinka\"; zapory, którą widać między drzewami. Nie było sędziwego zamku niedzickiego na białej skale. Nawet górali tu wówczas nie było, ani Związku Podhalan.
Ulfar nie przystaje do stereotypu krwiożerczego, przysadzistego, łatwo wpadającego w szał wodza wikingów w śmiesznym, rogatym hełmie, okrywającym niskie czoło. Ten niezbyt pochlebny stereotyp \"władców\" połowy wczesnośredniowiecznej Europy wykreowało kino. Ulfar jest elokwentny i uprzejmy, nie sięga po miecz z byle powodu. Zapala się tylko, gdy opowiada o wikingach. Nosi długie włosy i brodę. Kaftan z bydlęcej skóry sięgający kolan, długi nóż (scramasax) z rogową rękojeścią przy pasie i nieodłączny róg bawoli (do wznoszenia toastów za pomyślność dawnych Skandynawów) tylko podkreślają autorytet wodza.
Hjalti i Björn – dwaj inni członkowie \"Hordy Włóczni i Młota\" prezentują się jeszcze bardziej \"bojowo\". Obaj odziani we własnoręcznie robione kolczugi. Wykonanie koszuli z misternie łączonych stalowych oczek trwa tygodniami. Wikińskiego image’u dopełniają potężne, jednoręczne miecze, wykonane przez płatnerza według pradawnej receptury, drewniane tarcze zdobione, pogańskimi motywami, oraz długie włosy i bujne brody wojowników. Hjalti i Björn nie są wojami wyłącznie od parady. Gdyby zaszła potrzeba – pewnie poradziliby sobie na polu walki. – Nie wierzysz? Zaraz się przekonasz. Charakterystyczny szczęk stali przeszywa powietrze. Ciosy sypią się gęsto i wcale nie są markowane – widać to po pokrywającej się gęstymi bruzdami powierzchni misternie odmalowanych tarcz. Także po kolczugach widać, że \"przeszły już swoje\". Dziury w metalowej siatce powstały od pchnięć. Zgniecione stalowe oczka to pozostałość po cięciach. Ręce wojowników pokryte bliznami – wszystko to \"dorobek\" treningów i pokazów. Ważący półtora kilograma stalowy miecz we wprawnych rękach nawet dziś budzi respekt...
Ulfar, Hjalti i Björn (znani także jako: Paweł, Krzysiek i Michał) przyjaźnią się od piaskownicy. W czasie zabaw na jednym podwórku w rodzinnym Nowym Targu chyba nigdy nie przyszło im do głowy, żeby wcielić się w Janosika, Hansa Klossa, albo Maćka z Bogdańca. \"Czterej pancerni\" również nie okazali się wystarczającym natchnieniem. – Zawsze chcieliśmy być wikingami – podkreśla Ulfar, a Hjalti i Björn potakują skinieniem głowy. Co takiego miał w sobie lud żyjący przed z górą tysiącem lat, że trójka dzieciaków z Podhala wśród wikingów znalazła swoje życiowe autorytety? – Fatalizm – Ulfar wypowiada magiczne słowo – klucz. Co tak dokładnie znaczył \"fatalizm\" w wypadku wikinga? – Pogardę dla śmierci. Wiarę w przeznaczenie. Przeświadczenie, że na wiele rzeczy w swym życiu człowiek nie ma wpływu. Żebyśmy się dobrze zrozumieli, pradawni mieszkańcy północnych krańców Europy nie byli zgrają Kubusiów-fatalistów – zaznacza Ulfar, wymieniając także inne zalety średniowiecznych wojowników – zapomniane już prawie życiowe zasady: harmonii, braterstwa, poszanowania natury i... wojny. – Nie chodzi o to, żeby się bez sensu zabijać. Po prostu każdy wiking, który poległ na polu bitewnym, trafiał natychmiast do Walhalli – takiego ich raju – Ulfar uprzedza pytanie. – Najważniejsze dla wojownika było zdobycie dobrego imienia, sławy. W filmie \"Beowulf – droga do sprawiedliwości\" wódz wikingów wypowiada takie zdanie: \"Człowiek jest naprawdę bogaty, gdy ktoś narysuje historię jego dziejów\"... To świetna charakterystyka mentalności tego ludu – dodaje.
Czy bycie wikingiem dzisiaj oznacza przejęcie starych wierzeń? Ulfar, Hjalti i Björn wyraźnie nie chcą wprost odpowiadać na tak zadane pytanie. – Religia, wiara – to sprawa osobista. Nie chcemy być źle kojarzeni. Ja mogę powiedzieć za siebie, że wyznaję stare zasady – podkreśla wódz drużyny. – Każdy z nas wcześniej czy później wybrał swoją drogę – ucina Hjalti.
Narada wojenna pod drzewem, na pokrytej baranim włosiem ławeczce dobiega końca. Było sporo teorii, sporo praktyki, była nawet demonstracja siły. Zabrakło tylko toastów i... wojny. – A może by tak zorganizować jakąś łupieżczą wyprawę? Najechać parę wiosek, opanować jakieś zamczysko? A później utworzyć księstwo, taką podhalańską mini-Normandię? – próbuję prowokacji. Wikingowie z aprobatą kiwają głowami. Zapewniają jednak, że plany hordy nie sięgają aż tak daleko. Chociaż pomysł budowy grodu na brzegu Czorsztyńskiego Zbiornika brzmi całkiem realnie. W dodatku da się go osiągnąć bez rozlewu krwi. Horda bardzo wiele sobie obiecuje po współpracy z władzami gminy Łapsze Niżne. – Wójt Paweł Dziuban potrafi zrozumieć wikinga, w końcu jest archeologiem. A poza tym zdaje sobie sprawę, że gród na brzegu jeziora byłby świetną atrakcją turystyczną – tłumaczy Ulfar. I \"dla kontrastu\" wspomina kiepską współpracę z nowotarskim MOK-iem, który hordę zwyczajnie ignorował. Ulfar zastanawiał się, co też w takiej sytuacji poczęliby jego historyczni poprzednicy. Pewnie najechaliby miasto, złupili, a winnych potwarzy – wbili na pal, ustawiony pośrodku rynku... – Czasy się zmieniły – wzdycha wódz wikingów i zachwala walory nowego miejsca. Brzeg jeziora to po prostu wymarzone miejsce na warowne grodzisko. Można tu nawet w przyszłości zwodować łódź... Wiadomo, że wiking bez swojego statku znaczy niewiele.
Marek Kalinowski***
Horda Włóczni i Młota – stowarzyszenie historyczne, propagujące kulturę i tradycję pradawnych wikingów. Organizacja powstała w 2002 roku, zrzesza piętnaście osób. Wśród ambitnych planów Stowarzyszenia jest zrekonstruowanie w sąsiedztwie Jeziora Czorsztyńskiego wczesnośredniowiecznego grodu wikingów.
***
Wikingowie – skandynawscy wojownicy, którzy od VIII wieku podejmowali dalekie wyprawy o charakterze kupieckim, rabunkowym lub osadniczym. W przypadku wypraw łupieżczo-handlowych mówi się o wikindze zachodniej i wikindze wschodniej. Organizatorami wypraw do krajów Europy Zachodniej byli normanowie duńscy i norwescy (wikingowie), a także mieszkańcy dzisiejszej południowej Szwecji. Normanowie szwedzcy, głównie Swionowie i Goci, organizowali wyprawy do krajów położonych na wschód i południe od ich ojczyzny, docierając do Bułgarii Kamskiej, Rusi Kijowskiej, Bizancjum, a nawet Kalifatu Bagdadzkiego.
Źródło: Wikipedia
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz