Marek G. z Łapsz Niżnych otrzymał pismo z urzędu gminy, że od 31 lipca z jego kranu nie będzie płynąć woda, będzie za to mógł korzystać z oddalonego od mieszkania kurka przy urzędzie. Twierdzi, że to szykany i chęć zemsty. Władze z kolei przekonują, że jeśli pozostanie bez wody, to tylko przez własny upór.
– Kiedy w 1996 roku robiona była w Łapszach kanalizacja, robotnicy przecięli żyłę i woda ze studni na podwórku nam uciekła. Poszliśmy do wójta Wendelina Habra, który zadecydował, żeby podłączyć nas do przyłącza wodociągowego komunalnego, z którego korzystała szkoła i przedszkole, znajdujące się w naszym sąsiedztwie – zaczyna swoją opowieść Marek G. – Wszystko było legalnie, a za przyłącze zapłaciliśmy – podkreśla. – Była to rekompensata za wyrządzoną nam szkodę – dodaje. Twierdzi, że przez 12 lat był spokój. – Zdarzało się, że brakowało wody, wtedy konserwator, który opiekuje się przedszkolem, przełączał na hydroforze, żeby był pobór z drugiej studni i było po problemie – dodaje. Tak było za Habra i za jego następcy – Antoniego Kapołki, który szefował w urzędzie przez dwie następne kadencje.
Problemy pojawiły się dopiero, kiedy w Urzędzie Gminy nastał obecny wójt, Paweł Dziuban, jak podkreśla pan Marek, kolega z ławy szkolnej. – Konflikt zaczął się od próby wymeldowania mnie i mojej rodziny. Tę sprawę wygrałem. Potem była próba zabrania nam numeru domu. We wrześniu ubiegłego roku przyszło z urzędu gminy pismo, zapowiadające u mnie wizję lokalną celem ustalenia podstaw prawnych korzystania z wodociągu komunalnego – opowiada pan Marek.
Pokazuje kopię notatki służbowej, sporządzonej po wizycie urzędników, i wypowiedź w niej dyrektora szkoły, który poświadczył, że wójt Haber \"wyraził zgodę na pobór wody w związku z zaistniałą awarią przy wykopie kanalizacji\".
Po jakimś czasie otrzymał propozycję podpisania umowy ryczałtowej, dotyczącej poboru wody, z powstałym na terenie gminy Zespołem Gospodarki Komunalno-Mieszkaniowej. Twierdzi, że nie podpisał, bo w jego 6-osobowej rodzinie nie zużywa się 18 metrów sześc. wody miesięcznie, za które musiałby płacić. – Poza tym dlaczego mam płacić za coś, co 12 lat temu otrzymałem jako rekompensatę od ówczesnego wójta? – pyta retorycznie.
Mniej więcej w tym czasie w sądzie odbywały się kolejne sprawy, w związku z oskarżeniem wójta przez Marka G. o naruszenie dóbr osobistych, którego włodarz miał się dopuścić przy okazji próby wymeldowania.
Z toczącą się w sądzie sprawą łączy zniknięcie w czerwcu wody w kranie na kilka godzin. Oficjalnie – z powodu jej braku w studniach przy przedszkolu. Zdaniem Marka G. była to próba zastraszenia go, bo woda w studniach wtedy była i po jego interwencji została włączona.
Na początku lipca otrzymał z Urzędu Gminy pismo z informacją: \"W związku z małą wydajnością studni przy oddziale przedszkolnym w Łapszach Niżnych, zmuszeni jesteśmy do przerwania dostawy wody do Pana posesji, odłączenie nastąpi w dniu 31.07.2008\". W zamian władze proponują rodzinie skorzystanie ze źródła poboru, znajdującego się na zewnątrz urzędu gminy. – To jest taki kranik z wodą. Mamy brać do baniek i nosić taki kawał do domu – uściśla propozycję władz pan Marek. – Czy to nie jest nagonka na moją rodzinę? – pyta retorycznie. – Jak można nas tak traktować, poniżać, dyskryminować? – nie kryje oburzenia. –Woda w studni jest, nie brakowało jej nawet, kiedy funkcjonowało przedszkole, a teraz przecież są wakacje – dodaje.
Podkreśla, że korzysta z wody legalnie. Twierdzi, że podpisze umowę i zacznie płacić jak inni mieszkańcy, pod warunkiem jednak, że gmina założy mu wodomierz na swój koszt, żeby mógł płacić za faktyczne zużycie. Żąda też zwrotu kosztów poniesionych 12 lat temu, kiedy podłączał się do studni przy przedszkolu, albo włączenia tej kwoty w poczet rozliczeń za pobór wody.
– Wcześniej powinna być jednak dokończona sprawa administracyjna, którą wójt wszczął i nie zakończył – to jest niezgodne z Kodeksem postępowania administracyjnego. Całą tę sprawę powinien zbadać niezawisły sąd i do ewentualnego rozstrzygnięcia tej sprawy nie ma podstaw prawnych do odcięcia nam wody – twierdzi.
– Naprawdę, nie chcemy temu panu wyłączać wody, zależy nam na definitywnym załatwieniu tej sprawy – zapewnia Antoni Sowa, zastępca wójta w gminie Łapsze Niżne. – Ta sprawa nie została uregulowana od 1996 roku. Inwestorem prac kanalizacyjnych była wówczas Okręgowa Dyrekcja Gospodarki Wodnej i gdyby było jakieś uszkodzenie przy pracach, to tam Marek G. powinien się zgłosić. Dostałby odszkodowanie, jak inni. Jego woda została zanieczyszczona wodami powierzchniowymi, a nie gruntowymi, dlatego nie dostał wtedy żadnego odszkodowania. Wójt Haber z czysto ludzkich pobudek pozwolił na doraźną pomoc, na podłączenie się do naszej, wówczas szkolnej studni – nieco inaczej genezę problemu przedstawia zastępca wójta. – Kiedy w 2008 roku na terenie gminy powstał Zespół Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej, w zakres którego wchodzi także zaopatrywanie mieszkańców w wodę, postanowiliśmy uregulować sprawę Marka G. w oparciu o obowiązujące nas prawo. Dostał propozycję umowy ryczałtowej, ale odmówił jej podpisania – relacjonuje Antoni Sowa. Zaraz dodaje, że ZGKiM może iść na rękę Markowi G., instalując wodomierz, ale wtedy niezbędne byłyby prace w jego łazience, których nie chce sfinansować. – Żadna z naszych ofert nie spotkała się z jego aprobatą, sam skazał się na status nielegalnego poboru. Stąd nasza decyzja, na mocy przepisów dotyczących zbiorowego zaopatrzenia w wodę, o odcięcie mu wody, ze wskazaniem innego źródła poboru. Wysłaliśmy pismo z dużym wyprzedzeniem, licząc, że zmieni zdanie – mówi wicewójt. – Nam naprawdę nie zależy na tym, by ta rodzina była bez wody, ale sytuacja musi być uregulowana. Sytuacja jest nienaturalna, gmina ponosi koszty zużycia energii elektrycznej, eksploatacji hydroforu. Nikt nie może być sponsorowany przez gminę – podkreśla. – Mogliśmy po prostu wyłączyć wodę, nie zrobiliśmy tego, a on twierdzi, że jest szykanowany. To absurd – uważa Sowa. Podkreśla, że wszystko zależy teraz od samego Marka G. Musi wystąpić z wnioskiem o zawarcie umowy na dostarczanie wody. – Żeby zwrócić się z takim wnioskiem, trzeba mieć tytuł prawny do nieruchomości, w przypadku Marka G. sytuacja prawna jest nieuregulowana ciągle, ale mimo to chcemy mu iść na rękę – podkreśla zastępca. – Możemy ponieść koszty instalacji i zrobić to siłami ZGKiM. On zapłaci jedynie za wodomierz – to naprawdę niewielki koszt – mówi.
Marek G. nie dowierza władzom, zapowiada złożenie do prokuratury kolejnego zawiadomienia o przestępstwie, popełnionym przez wójta. – Już sam zamiar wyłączenia mi wody jest przestępstwem – przekonuje.
Beata Zalot
0 0
Drżyj wójcie za bezprawne działania. Jak można pełniąc taka funkcję tak sie zachowywać?
0 0
W.ójt powinien ponieść konsekwencje prawne za bezprawne naduzycie władzy.Czy wójt wogóle wie co robi lub co chce uczynić????
Wójtowi zakrecić kurek z wodą i zobaczymy co będzie robił.
Wójt to nie Sąd i koniec!!!
Jak wójt wstrzyma tej rodzinie dopływ wody bierzącej to złamie prawo.
0 0
Ten wójt jest mściwy. Zakręca wodę. Mieszkańcy Frydmana nie pozwolili na prywatyzację przedszkola (przedszkole mieli przejąć koledzy wójta) to im wsadził do budynku ośrodka zdrowia lokatorów. Rodzinę alkoholików!!! Czemu ich nie przygarnął do swojego urzędu?
0 0
Wójt (...) usunięty przez administratora z powodu naruszenia regulaminu
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz