Biblioteka na korytarzu, brak pomieszczeń na lekcje, nie mówiąc o gabinecie dla dyrektora. Podstawówka, choć po remoncie, boryka się z ciasnotą. Władze gminy chcą poprawić warunki uczniów kosztem mieszkania emerytowanej nauczycielki.
Szkoła w Łapszance jest tuż po remoncie, jednak warunki w niej zdecydowanie odbiegają od standardów. Na korytarzu, w zamkniętych szafach mieści się biblioteka. Na jednej z półek także z książkami karty uczniów. Ponieważ nie ma miejsca na jakikolwiek stolik, bibliotekarka w kuckach zapisuje na kartach wypożyczone książki. Na tym samym korytarzu, gdy psuje się pogoda, odbywają się lekcje wychowania fizycznego. Uczniowie ćwiczą też na wydzierżawionej w remizie sali.
To jednak zdaniem dyrektorki Małgorzaty Krzysztofiak nie największy problem (sama przyjmuje nas w klitce, rozmiarami przypominającej bardziej toaletę, niż gabinet). Brakuje bowiem przynajmniej jednej sali lekcyjnej. Na 7 oddziałów jest tylko 5 pomieszczeń. Dlatego pracownia komputerowa jest jednocześnie klasą czwartoklasistów. – To bardzo utrudnia dostęp do tej sali innym, nie mówiąc już o ciągłym lęku o sprzęt. Ciągle trzeba robić zamiany – opowiada pani dyrektor. Salka jest zresztą bardzo mała, a musi się w niej pomieścić 10 komputerów, serwer, drukarka i jednocześnie ławki dla uczniów.
Tymczasem na piętrze szkoły znajduje się mieszkanie emerytowanej nauczycielki, która w ubiegłym roku przeszła na emeryturę. Mieszka wraz z mężem i jedną z córek w Anglii. Choć w mieszkaniu zameldowanych jest pięć osób, praktycznie mieszka tam tylko najmłodsza córka – studiująca w Nowym Targu pani Katarzyna. Dlatego rodzice, radni i dyrekcja szkoły zwróciła się do wójta, by emerytowanej nauczycielce odebrał jeden z trzech pokojów, do którego jest oddzielne wejście z korytarza.
Sprawa ta była poruszana na sesji Rady Gminy pod koniec sierpnia. Wójt twierdził, że trwają negocjacje w tej sprawie z nauczycielką, jednak kontakt z nią jest utrudniony z powodu pobytu za granicą. Bez jej zgody pokoju nie można odebrać, ponieważ jest nauczycielką mianowaną i chroni ją Karta Nauczyciela.
Z panią Janiną Malec udało nam się skontaktować telefonicznie. – Wie pani, jak ja się czuję? Potraktowano mnie jak śmiecia, jestem już na emeryturze, niepotrzebna – Janina Malec nie kryje żalu. – Najsmutniejsze jest to, że wszystko robi się pokątnie. Bywam w Łapszance kilkakrotnie, przez dłuższy czas, ale nikt w tym czasie ze mną nie rozmawiał na temat odebrania nam pokoju – dodaje.
– Mama pracowała w tej szkole od 1983 roku, tata był radnym, walczył o każdy remont, walczył też, kiedy były zakusy, by w ogóle podstawówkę tu zlikwidować – mówi Katarzyna Malec, córka emerytowanej nauczycielki. – A teraz tak nas traktują – dodaje. Pokazuje mieszkanie składające się z kuchni, łazienki i trzech pokoi. – Ten trzeci to tak naprawdę spiżarka, mama wsadziła tam łóżko dla brata, bo nie chciał spać z siostrami – tłumaczy Kasia. – Co zrobimy z meblami i rzeczami, jak nam zabiorą największe pomieszczenie – nie wyobrażam sobie – dodaje.
– W tym mieszkaniu zameldowanych jest pięć osób, płacę za to czynsz i wszelkie opłaty. Teraz jestem w Anglii, bo pomagam tu córce, która ma małe dziecko, ale zamierzam z mężem wrócić do Łapszanki. A jak się zjedzie cała trójka dzieci, to gdzie ich pomieszczę? – pyta pani Janina. – Zresztą ten pokój, który chcą zabrać na klasę, nie spełnia wymogów – ma jedno okno – dodaje.
Największy żal nauczycielka ma o to, że urzędnicy unikają rozmowy z nią, że nikt nie przedstawił żadnej propozycji. – Przez przypadek dowiedziałam się, że chcą nam zabrać pokój, bo było zebranie w tej sprawie i ja, przechodząc, zapytałam jednego ze znajomych na jaki temat – opowiada Katarzyna Malec. – Przyszło tylko jedno pismo od wójta rok temu, 30 października, z prośbą o udostępnienie tego pomieszczenia, wszystkie zebrania w tej sprawie odbywały się bez naszego udziału – mówi pani Katarzyna.
– Może jest jakieś rozwiązanie, może trzeba przebudować jakoś to mieszkanie, z jednego pokoju zrobić dwa, może okroić kuchnię – zastanawia się. – Mamy dom wybudowany w Ochotnicy, w surowym stanie, ale na wykończenie brakło pieniędzy, musimy się odbić od dna, kiedyś się tam wyniesiemy – uzupełnia pani Janina. – Na pewno tego pokoju nie oddam. Rozumiem potrzeby szkoły, ale tu nie o to chodzi. To zwykła złośliwość, mściwość wobec mnie – dodaje.
Beata Zalot
0 0
no chyba przesada, każdy by tak chciał, służbowe, tanie, ogrzewane, i dożywotnio?
0 0
iii dzeidziiiiiiiczne?
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz