Janczy, Sobiesiak i Stoch ustawiali przetarg na dzierżawę wyciągu Polana Sosny w Niedzicy? – To totalna bzdura – śmieje się Andrzej Stoch.
Takie rewelacje o nowej aferze sięgającej Pienin i Podhala podała na swych stronach dwa tygodnie temu TVP info.
Polana Sosny to własność Zespołu Elektrowni Wodnych w Niedzicy – spółki skarbu państwa, nad którą na przełomie roku pełną kontrolę przejęli działacze Platformy Obywatelskiej, związani z kołem PO w Czorsztynie. Zręby pienińskich struktur partii stworzył a później nimi kierował Lech Janczy. Były wicewójt Czorsztyna a następnie pełniący obowiązki włodarza gminy lokalny polityk o wielkich możliwościach. Janczy nigdy specjalnie nie ukrywał swych powiązań ze znanym na Podhalu zakopiańskim biznesmenem Andrzejem Stochem.
Stoch od lat prowadzi interesy w Pieninach. Pod koniec lat 90. przejął od gminy Czorsztyn Osadę Turystyczną – osiemnastohektarową nieruchomość z zabudowaniami nad samym brzegiem Zbiornika Czorsztyńskiego, wartą wiele milionów złotych.
Skok na zaporęNa początku tego roku Janczy dostał posadę w ZEW. Szef pienińskiej PO został pełnomocnikiem zarządu spółki. Miał „regulować” należące do firmy nieruchomości. Wraz z nim zatrudnienie w spółce znalazły jeszcze dwie osoby z ścisłych władz czorsztyńskiego Koła. Podpisanie angaży poprzedziło postępowanie konkursowe, w którego obiektywizm od samego początku nikt nie uwierzył. Umowy o pracę zawierał nowy szef ZEW, Grzegorz Podlewski – „spadochroniarz” ze Śląska, powiązany z tamtejszymi strukturami partii, znajomy Janczego i Ministra Skarbu Aleksandra Grada. O skoku Platformy na ZEW Tygodnik Podhalański pisał już w lutym tego roku.
Zbychu ci pomożeZ opublikowanych przez TVP INFO podsłuchów rozmów telefonicznych prowadzonych przez głównych bohaterów afery hazardowej: Sobiesiaka, Drzewieckiego, Chlebowskiego wynika, że biznesmeni: Ryszard Sobiesiak i Andrzej Stoch interesowali się dzierżawą należącej do ZEW stacji narciarskiej „Polana Sosny” w Niedzicy. Dopilnować rozstrzygnięcia przetargu miał w ich imieniu Lech Janczy. Tu jednak pojawiły się niespodziewane problemy. Przetarg miał się rozstrzygnąć 12 października. Tymczasem z końcem września upływał okres trzymiesięcznego wypowiedzenia pełnomocnika do spraw „regulacji”. Tym samym Janczy nie mógłby już czuwać nad „prawidłowością procedury”. Biznesmeni postanowili, zdaniem TVP info, szukać pomocy na samej górze, u „Mira” i „Zbycha”.
PiS-iaki i lewe papiery14 września, czyli już po ujawnieniu afery hazardowej, która zatrzęsła wierchuszką PO, biznesmen Ryszard Sobiesiak dzwoni do Zbigniewa Chlebowskiego. Dosadnie relacjonuje złożoną sytuację polityczną na Podhalu: „on (Lech Janczy – przyp. red.) powiedział, że się panoszą coraz bardziej PiS-owcy, a on nie dopuści, bo jego lewymi papierami chcieli zastrzelić”. Prosi o pomoc w przywróceniu Janczego do pracy. Sobiesiak uzyskuje zapewnienie „Zbycha”, że sprawa dymisji nie jest jeszcze przesądzona. Dzień później biznesmen relacjonuje rozmowę z byłym szefem klubu parlamentarnego PO Lechowi Janczemu. Żali się przy tym, że nie udało się mu porozmawiać z Mirosławem Drzewickim (byłym Ministrem Sportu): „Mirek, dupek, nie odbiera telefonów”. W kolejnej rozmowie z Sobiesiakiem, Janczy wspomina jedną z wcześniejszych rozmów ze „Zbyszkiem” (Chlebowskim – przyp. red.). Lider pienińskiej Platformy miał wówczas zagrozić, że „jeśli nie przywrócą go do pracy, to on pokaże im papiery, jak oni tam (PO na Podhalu – przyp. red.) rządzą”.
W kilku rozmowach Sobiesiaka z Janczym i Chlebowskim przejawia się wątek konfliktu w środowisku podhalańskiej PO. Jedną z zacietrzewionych stron są struktury powiatowe partii – działacze nowotarscy, którzy dogadują się z PiS-em (rządzą wspólnie w radzie powiatu nowotarskiego). Egzotyczna „koalicja” jest solą w oku centralnych władz PO. Druga strona to Koło Pienińskie. „Lewe papiery”, które miały „zastrzelić” Janczego, to prawdopodobnie raport o sytuacji w ZEW, przygotowany w połowie roku w gronie zarządu powiatowego PO. Dokument w znacznej części opiera się na publikacji Tygodnika Podhalańskiego z lutego i opisuje skok działaczy z Pienin na ZEW. Jednak spory fragment opracowania opisuje też niejasne powiązania Janczego ze Stochem. W opracowaniu jest mowa o tym, jak Andrzej Stoch przejął kontrolę nad Osadą Turystyczną – spółką powołaną przez ZEW i gminę Czorsztyn. Janczy był wówczas wicewójtem a po aresztowaniu wójta Czorsztyna – przejął jego obowiązki. Krótko po przegranych wyborach w 2006 roku Janczy znalazł zatrudnienie w jednej ze spółek Stocha. Później, jako pracownik ZEW, miał przygotować projekt wydzierżawienia zakopiańskiemu biznesmenowi całego Oddziału Turystycznego spółki. W sfinalizowaniu transakcji miały przeszkodzić interwencje podhalańskich posłów.
Julia działaRaport o sytuacji w ZEW trafił na biurko Julii Pitery, pełnomocnika premiera do spraw walki z korupcją. – Pani minister posłała ten materiał do Ministerstwa Skarbu. Resort przekazał go prezesowi spółki, a ten z kolei dał radzie nadzorczej. Jak się nietrudno domyślić, rada nadzorcza nie dopatrzyła się żadnych uchybień. W takim też duchu była utrzymana odpowiedź pani minister – relacjonuje zdarzenia sprzed pół roku Jan Smarduch, szef powiatowych struktur partii Tuska.
Jedynym skutkiem, jaki odniosły raport i późniejsze interwencje działaczy powiatowych w Resorcie Skarbu spowodowały, że Janczyk został zwolniony z pracy. Jak podaje na swoich stronach TVP info, polecenie zwolnienia szefa pienińskiej PO miało być inicjatywą samego ministra Aleksandra Grada. Janczy nie stracił posady z dnia na dzień. Umowa została rozwiązana z zachowaniem trzymiesięcznego okresu wypowiedzenia, który upłynął pod koniec września. W sprawie przywrócenia Janczego lobbował Sobiesiak. TVP info sugeruje, że Janczy i tak dopilnował przetargu. Konkurs wygrała krakowska spółka Action Sports Consulting, powołana zaledwie parę dni wcześniej. Firma nie wpłaciła w terminie zaliczki. Tym sposobem umowę dzierżawną podpisała druga z startujących w przetargu firm: Czorsztyn-Ski. W telewizyjnym materiale śledczym nie pada jednak odpowiedź, jaki interes mieli w całej zawiłej intrydze dwaj biznesmeni: Sobiesiak i Stoch. Nie zostały wyjaśnione ich powiązania ze spółką, która wygrała przetarg. Autorzy tekstu skwitowali problem… pytajnikiem.
Afera? Jaka afera?
Lech Janczy nie chciał rozmawiać z Tygodnikiem. W nielicznych wywiadach udzielonych prasie w ostatnich dniach przekonuje, że nie ustawiał przetargu, a w momencie rozstrzygnięcia postępowania nie był już pracownikiem ZEW. Uparcie milczy też telefon prezesa ZEW, Grzegorza Podlewskiego. Zarząd spółki skwitował prasowe spekulacje dwustronicowym „Stanowiskiem”. ZEW zapewnia w nim, że procedura przetargowa została przeprowadzona prawidłowo a w dniu rozstrzygnięcia Janczy nie był już pracownikiem spółki. Nigdy nie zasiadał też w żadnej komisji przetargowej, nie zajmował się gospodarką nieruchomościami a jedynie – sprawami regulacji terenów. Na stronie internetowej spółki została opublikowana cała dokumentacja przetargu, łącznie z korespondencją z obu oferentami.
W ostatnim akapicie „Stanowiska” zarząd ZEW twierdzi, że tekst, który ukazał się na stronach TVP info jest nierzetelny i grozi autorowi artykułu sądem.
Andrzej Stoch łapie się za głowę, gdy pytamy o sprawę wyciągu. – Gdybym chciał wygrać taki przetarg, to przebiłbym cenę i już. Ale do niego w ogóle nie podeszliśmy. Prawdą jest, że dla dobra tej umierającej stacji namawiałem swojego przyjaciela Sobiesiaka, żebyśmy wspólnie zainwestowali. Nawet wysłałem mu wydrukowane z internetu dokumenty przetargowe. Nie był jednak zainteresowany, pewnie tych dokumentów nawet nie przeczytał. Nie stanęliśmy więc do przetargu w ogóle.
Andrzej Stoch uważa, że najlepszym dowodem na to, że nie ma nic wspólnego z wynikiem przetargu jest fakt, że wyciąg trafiał w ręce spółki Czorsztyn-Ski. – Właściciele tej spółki od dawna mają ze mną na pieńku, dziś stoją przed sądem w Nowym Targu – twierdzi Andrzej Stoch.
Marek Kalinowski
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz