Wierzą w przeznaczenie, są waleczni, niezależni i mają duże poczucie swojej wartości.
To charakterystyka wikingów, skandynawskich wojowników, którzy już w VIII wieku podejmowali dalekie wyprawy morskie i długo przed Kolumbem dotarli do Ameryki Północnej. Pasuje także do Pawła Pyzowskiego i Marka Jasińskiego, nowotarżan od lat zafascynowanych historią, wierzeniami i kulturą wikingów. Dla nich to coś więcej, niż pasja, to treść ich życia. Przejęli mentalność wojów z północy, doskonalą się w technikach ich walk. Jeżdżą na turnieje. Na stroje i zbroje z tamtej epoki wydają krocie. – Jesteśmy dawnymi ludźmi, żyjącymi we współczesnych czasach – mówią o sobie.
Swoimi zainteresowaniami zarażają innych. Założyli w Nowym Targu Stowarzyszenie Horda Włóczni i Młota. W Niedzicy, nad Jeziorem Czorsztyńskim, budują replikę wikińskiego grodu.
– Proszę nie mylić nas z rycerzami, jesteśmy wojami, odtwarzamy epokę wikińską, to ruch wczesnośredniowieczny – zaznacza na wstępie Paweł Pyzowski, prezes Stowarzyszenia Horda Włóczni i Młota w Nowym Targu. – Albo w poprzednim wcieleniu byłem wikingiem, albo urodziłem się za późno. Odkąd pamiętam, wikingowie mnie interesowali – dodaje. Podobnie jak Marka Jasińskiego.
Paweł i Marek znają się od dzieciństwa. Już jako małolaty bawili się w wojów. Potem przyszło zainteresowanie muzyką norweską, metalową, w której aż roiło się od symboliki wikińskiej. Obydwu interesowała też historia.
– Tak naprawdę moja fascynacja północą, zaczęła się od mitologii, ich wierzenia są bardzo ciekawe – przekonuje Paweł. – Wikingowie wierzą w przeznaczenie, mają bardzo bogaty panteon bóstw, większy, niż Grecy – opowiada.
– Mnie z kolei zafascynowała na początku historia wikingów, ich waleczność, poczucie własnej wartości, niezależności. Brawura w bitwach, dalekie podróże. Ciekawość świata, szalone wyprawy przez ocean i ciągła ciekawość świata, zadawane sobie pytanie, co jest dalej – mówi Marek.
Zarażeni pasjąStowarzyszenie założyli już w 1999 roku. Trenowali techniki walki, poznawali kulturę, tradycje wikingów. Odtwarzali dawne stroje. Już wtedy marzyli o zbudowaniu na Podhalu wikińskiego grodu. Po kilkuletniej przerwie, w grudniu 2007 roku, Horda Włóczni i Młota została – jak mówią – wskrzeszona z popiołów. Budowa grodu stała się realna. Ich pomysł spodobał się radnym gminy Łapsze Niżne, którzy użyczyli im działkę w Niedzicy pod realizację ich pomysłu. – Od początku istnienia stowarzyszenia ciągniemy to razem z Markiem – mówi Paweł. – Swoją pasją zarażamy innych, w stowarzyszeniu jest nas piętnastu, z czego teraz pięciu jest czynnych – dodaje.
Jeżdżą na pokazy, festiwale, turnieje. Są samoukami. Ćwiczą techniki walki. – To coś, jakby szermierka, ale na innym poziomie, bo dochodzą formacje bitewne, a to już wyższa szkoła jazdy – tłumaczy Marek. Doskonalą się w walce włóczniami, dzidami, obusiecznymi mieczami, a także w strzelaniu z łuku. Ostatnio nowotarżanie wygrali turniej w Cedyni. – To nie jest walka na niby, walczymy naprawdę, ale mamy swoje zasady. Nie wolno np. dźgać czy uderzać od kolan w dół. Zdarzało się jednak, że z pola bitwy erka zabierała 10 osób. Szczególnie młodzi szarżują – mówi Marek.
Rozumieć ducha tamtych czasów– Walki są tylko częścią tego, co robimy. Nie są najważniejsze, ale są najbardziej widowiskowe, dają najwięcej adrenaliny – dodaje Paweł. Jego wiedza na temat epoki wikingów jest imponująca. I ciągle poszerzana. – Historia nie jest martwą nauką, ciągle coś nowego jest odkrywane, pojawiają się nowe odkrycia archeologiczne – tłumaczy. – Dbamy o wierność historyczną, o każdy szczegół, zagłębiamy się w ich kulturę, wierzenia, tradycje, zwyczaje – wzmienia.
Pasja wkrada się w codzienne życie. – Ja ostatnio rozbiłem sobie w mieszkaniu namiot wikiński i nawet spałem w nim jedną noc – śmieje się Paweł. – U mnie w domu pełno jest różnych ozdób, replik kamieni runicznych, mieczy – dodaje. – Być wikingiem to znaczy rozumieć ducha tamtych czasów – podkreśla Paweł. – Są tacy, którzy odtwarzają historię, a potem wracają do domów i o wszystkim zapominają. My nie. My tym żyjemy – jesteśmy przesiąknięci ich kulturą, mentalnością, nawet wiarą – przekonuje.
Kirtyl, giezło i gacieInaczej wygląda też ich szafa, bo obok współczesnych ubrań można w niej znaleźć sporo strojów wczesnośredniowiecznych – wyłącznie ze skóry, lnu lub wełny. Część kupują, część wykonują sami. –Nasz strój składa się z gaci lub szarawarów, giezła, czyli koszuli, oraz kirtyla, czyli wikińskiej tuniki – wymienia Paweł. Noszą skórzane buty szyte ręcznie, z wysoką cholewką.
Oddzielny temat to zbroje. Ta ciężka składa się z kolczugi wykonanej ze stalowych kół, powiązanych ze sobą. Na kolczugę można jeszcze założyć skórzaną lub stalową kamizelkę, czyli tzw. lamelkę. Do tego dochodzi hełm, Marek ma wzorowany na prawdziwym hełmie z Gjermundbu – z okularami i siatką. Ważna jest także ochrona goleni zwana „bizantami” i karwasze na przedramiona. Taki strój z całym ekwipunkiem waży około 40 kilogramów. Minimalny koszt, który trzeba ponieść, by skompletować strój wikinga, to 500 zł. Strój Pawła, z całym ekwipunkiem, kosztował 20 tys. zł.
– Wikingowie to nie tylko wojowie, to także wspaniali kupcy, rzemieślnicy, artyści. Mieli piękną biżuterię, ozdoby. U nich każdy przedmiot musiał pięknie wyglądać, nawet zwykły grzebień – opowiada Paweł.
Marzenie o własnym grodzie Jak podkreślają, każdy szanujący się wiking miał własny gród. Dlatego to także marzenie Pawła i Marka. Swoim pomysłem zarazili radnych z gminy Łapsze Niżne, którzy dali ich stowarzyszeniu 71-arową działkę w Niedzicy, prawie nad samym Jeziorem Czorsztyńskim. Liczą, że jeszcze w tym roku rozpoczną budowę. Czekają tylko na zgodę konserwatora zabytków. – To będzie wierna rekonstrukcja duńskiej wczesnośredniowiecznej drewnianej twierdzy królewskiej. Harold Sinozębny wybudował takich pięć. Nasza będzie wzorowana na Trelleborg Fyrkat – opowiada Paweł. Chcą tam organizować wystawy, pokazy, festiwale, turnieje, żywe lekcje historii. W planach mają budowę właściwego grodu – będzie to długi budynek, miejsce spotkań dla 300 osób. Powstaną też 4 mniejsze domy. Wokoło będzie palisada w kształcie elipsy. Do grodu będą prowadzić dwie bramy. Potem chcą wybudować podegrodzie. Sam gród to koszt 1 mln zł, całość pochłonie ok. 3 mln zł. Mają już wstępny projekt. Na początku chcą zainwestować własne pieniądze, potem będą liczyć na wsparcie Unii Europejskiej. – Liczymy, że w tym roku uda nam się wybudować dużą bramą wejściową i część skrzyniową palisadową. To będzie punkt wyjścia – zapowiada Paweł.
Już w tym roku w długi weekend majowy chcą w Niedzicy zorganizować pierwszą oficjalną imprezę. W dalszej przyszłości planują organizowanie w ich grodzie zimowego festiwalu wikińskiego. Liczą też, że kiedyś po jeziorze będzie pływać wikińska łódź.
Beata Zalot
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz