Stadko danieli, które pojawiły się za jednym z ogrodzeń, na początku wzbudzały sensacje. Zatrzymywały się samochody, ludzie robili zdjęcia, pod siatkę przychodziły dzieci. Dziś daniele w Łapszach Niżnych nikogo nie dziwią.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"8635"}
Janusz Sowa ma firmę budowlaną, buduje drewniane domy. Po ojcu zostało jednak 21 hektarów ziemi. Rodzeństwo mieszka w USA, nie miał pomysłu na zagospodarowanie areału. Szczególnie że w Łapszach gleby nie są zbyt urodzajne, VI klasa.
Do zajęcia się hodowlą namówił go znajomy. Wybrał daniele, bo są niewymagające, przy ich hodowli nie potrzeba dużych nakładów. Na początku nie miał pojęcia o tych zwierzętach. Wiedzy szukał w internecie. Bardzo pomogły rady kolegów z Polskiego Związku Hodowców Jeleniowatych.
Trzy lata temu zakupił 5 pierwszych łań, sprowadził je aż z Wałbrzycha, jesienią dokupił z innej hodowli byka szpicaka, za rok kolejnego. Na razie zwierzęta mają do swojej dyspozycji 1,3 hektara pola. Teren jest ogrodzony wysoką, 2-metrową siatką. Jest na niej polanka, trochę lasu, zabudowanie, gdzie daniele mogą się schronić, i żerowisko na dole, tuż koło drogi. Zwierzęta już przyzwyczaiły się do samochodów, schodzą się bez problemu na posiłek. A zimą wyczekują o stałej porze na gospodarza.
Z drewnianego budynku korzystają rzadko. Nawet przy mrozach minus 20 stopni leżały na zewnątrz, w śniegu. Pomieszczenie odwiedzały najczęściej podczas upałów, szukając tam cienia. – To są zwierzęta dzikie, nigdy nie dadzą się całkiem udomowić – przekonuje Janusz Sowa. – Są bardzo płochliwe, mimo że są już do mnie przyzwyczajone, wystarczy lekki ruch, żeby je spłoszyć – opowiada. Choć opiekuje się nimi od 3 lat, tylko dwie łanie jedzą mu z ręki. – Nie dadzą się pogłaskać, zresztą nie chcę za bardzo ich oswajać, bo to nie jest dobre. A w czasie rui samiec mógłby zaatakować. Jak jest ruja to samiec tupie przednią nogą, dając w ten sposób znak, że to jego teren – opowiada.
Ich podstawowe menu to siano i owies. Dostają też buraki, jabłka, marchew, trochę pszenicy. I gałęzie, z których obgryzają korę. Najbardziej smakuje im bez z lasu, lubią też leszczynę, gałązki świerka. W zimie pan Janusz dodawał im też do owsa zmieloną korę. I witaminy.
Daniele nie są wymagające. I nie chorują. Trzeba je tylko dwa razy do roku odrobaczać. Nie wymagają też wiele pracy. Pan Janusz poświęca im dziennie pół godziny. Nie licząc czasu, który spędza ze swymi zwierzętami dla własnej przyjemności. Nie ma z nimi większych problemów.
We znaki dają się tylko bezpańskie psy, które podkopują się pod siatką i płoszą daniele. Raz też zdarzyło się, że przez bramę, którą otwarł podmuch wiatru, uciekł byk. – Przez 5 dni widywałem go na terenie Łapsz, jeździłem za nim po pobliskich lasach, ale nie mogłem złapać. W końcu znikł bez śladu, może ktoś go odstrzelił. Od tej pory dokładniej zamykam bramę – opowiada.
Dziś ma 16 sztuk, wkrótce stado powiększy się o 9 młodych. Za miesiąc planuje powiększyć ich teren do 3,5 hektara. A stado docelowo będzie liczyć 40 sztuk. Na razie nie sprzedaje ani zwierząt, ani mięsa. Chce rozwijać dalej hodowlę. Przyznaje, że sam także nigdy nie jadł mięsa z daniela.
Mógłby korzystać z unijnych dotacji, ale pole, które użytkuje, jest zapisane na zmarłego ojca. Spadek nie został przepisany, bo rodzeństwo pana Janusza jest za granicą. – Żyję z firmy, a do hodowli danieli tylko dokładam. Ciągle dokupuję nowe łańki, na jesieni trzeba będzie byka wymienić. Liczę, że zacznę zarabiać za jakieś dwa lata. Ale wciągnąłem się w tę hodowlę bardzo. Daniele to naprawdę sympatyczne zwierzaki, po pracy na budowie lubię do nich zajrzeć, poobserwować je – opowiada. Gdy pan Janusz przychodzi do nich z jabłkami, podbiegają na bezpieczną odległość, dwie najodważniejsze podchodzą do gospodarza. Jedzą mu z ręki. Wystarczy klik aparatu fotograficznego, by wszystkie uciekły. – Teraz nie wyglądają najlepiej, bo linieją. Najpiękniejsze są latem i jesienią. Barwę mają ciemniejszą, czerwonawą, a kropki wyrazistsze – opowiada gospodarz.
Beata Zalot
0 0
no to jak powiekszy stadko to bedzie dostawca dziczycny, czy tak ??
0 0
Mniam mniam. Będę pierwszym klientem na dziczyznę.
A bajdełej, wie ktoś gdzie można dostać dobrą baraninę?
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz