Mogłabym pojechać do koleżanki albo na mostek - rozmarza się 10-letnia dziewczynka na myśl o windzie. Dziś każde wyjście z mieszkania na pierwszym piętrze jest dla niej wyczynem.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"95970"}
Martynka nigdy nie zatańczy, nie podskoczy na trampolinie, nie zagra w piłkę. Każdy gwałtowny ruch, potknięcie się, upadek, przekręcenie ręki czy nogi jest dla niej bardzo niebezpieczne. Dlaczego najczęściej słyszy od rodziców słowa: "powoli", "uważaj", "ostrożnie". 10-letnia dziewczynka z Łapsz Niżnych ma wrodzoną łamliwość kości, chorobę nieuleczalną i bardzo uciążliwą. A że nieszczęścia chodzą parami, ma też niskorosłość. Ma za sobą osiem operacji, kolejna czeka ją w tym roku. Niezliczone złamania, w tym kręgosłupa. Mimo tych wszystkich przeciwności i nieustającego bólu Martynka chodzi do normalnej szkoły, dobrze się uczy. Jest pogodną dziewczynką, pełną optymizmu i siły.
Koszmar jej rodziców zaczął się, kiedy Martynka była jeszcze w łonie matki. Pani Wioleta nigdy nie zapomni wizyty u ginekologa w 20 tygodni ciąży, kiedy dowiedziała się podczas badania USG, że dziecko nie ma nóg. - Lekarz dodał wprawdzie, że ma stary sprzęt, żebym pojechała do Nowego Targu do innego ginekologa, ale mimo to świat mi się zawalił - wspomina Wioleta Hatała, mama chorej 10-latki. Dopiero dr Hubert Wolski w Nowym Targu po badaniu na sprzęcie nowszej generacji uspokoił ją... częściowo. Nóżek wprawdzie się dopatrzył, ale stwierdził, że są skrócone i wygięte. Skierował na dalsze badania do szpitala w Prokocimiu. - Tu znowu usłyszałam kolejny wyrok od lekarki - i jak się okazało - nieprawdziwy, że moje dziecko nigdy nie wstanie na nogi, nie urośnie - opowiada. Dziś Martynka wstaje, porusza się wprawdzie z trudem, ale niewielkie odległości pokonuje na własnych nogach. Ze względu na kruche i słabe kości musi być bardzo ostrożna. Każde poślizgnięcie, potknięcie się jest dla niej bardzo niebezpieczne. Pierwsze złamanie żeber zaliczyła przy porodzie. Z pozoru niegroźne potknięcie kiedyś przypłaciła złamaniem kręgosłupa
Żeby wzmocnić kości, Martynka przyjmuje raz na kwartał dożylny lek. Każda wizyta wiąże się z 4-dniowym pobytem w szpitalu. Co jakiś czas operacyjnie ma wmontowywane w uda pręty chroniące ją przed złamaniem nóg. Do tej pory miała takich operacji osiem i za każdym razem dwa miesiące wyjęte z życiorysu, ponieważ Martynka przez ten czas musi unieruchomiona leżeć. Od dwóch lat codziennie przyjmuje też w zastrzyku hormon wzrostu. Do tego dochodzi rehabilitacja dwa razy w tygodniu w Nowym Targu. - Niestety z tym też jest problem, bo nikt nie chce podjąć się fizjoterapii ze względu na łamliwość kości - mówi mama.
Rodzice marzą o prętach teleskopowych, które w nodze rosłyby razem z dzieckiem, dzięki czemu Martynka nie musiałaby tak często być operowana. Niestety zwykłe pręty są refundowane przez NFZ, za teleskopowe trzeba zapłacić. Lekarz prof. Jerzy Sułko, który prowadzi Martynkę od urodzenia, radzi, by o nich pomyśleć. Tymczasem jeszcze w tym roku czeka ją kolejna wymiana prętów w udach i dwa miesiące wyjęte z życiorysu.
Rodzice Martynki wraz z trójką dzieci mieszkają z dziadkami. Mieszkają na pierwszym piętrze. Opieka nad Martynką i ciągłe wizyty w szpitalu i u rehabilitantów uniemożliwiają pracę mamie. Czasem jest to kilka wizyt miesięcznie w Krakowie.
Dla Martynki - ze względu na strome schody - dom to niełatwa do zdobycia twierdza. Jej wózek inwalidzki pozostaje na dole. Schody dziewczynka pokonuje na czworakach, a po każdej operacji wynoszona jest przez rodziców. - Za każdym razem drżymy, bo każde zejście i wyjście jest to dla niej niebezpieczne, wiąże się z ryzykiem urazu - opowiada mama.
Marzeniem rodziny jest winda, która pozwoliłaby Martynce swobodnie się poruszać, wyjechać nawet na podwórko. - Teraz każde wyjście z domu jest bardzo trudne - podkreśla Wioleta Hatała. Rano zsuwa się na dół po schodach, mama pomaga jej wsiąść na wózek i zawozi do szkoły. Po powrocie znowu transport na górę jest wyzwaniem. Dlatego liczba takich wyjść jest ograniczona do niezbędnego minimum. - Każde wyjście jest nie tylko dużym wysiłkiem i ryzykiem, jest też uzależnione od mnie. A Martynka jest już na tyle duża, że mogłaby sama posiedzieć sobie na podwórku czy pojechać do koleżanki - mówi mama. Byłoby też łatwiej i bezpieczniej podczas każdego wyjazdu do szkoły, szpitala czy na rehabilitację.
Martynka musi się chwilę zastanowić, by wyobrazić sobie, co mogłaby robić, gdyby w domu była winda i nie musiałaby pokonywać schodów. Gdyby mogła samodzielnie gdzieś się wyprawić... Do tej pory nigdzie nie była bez mamy. - Pojechałabym do mojej najlepszej koleżanki Zuzi albo na mostek - rozmarza się 10-latka. - Mamy takie tajemne miejsce nad potokiem - uzupełnia pani Wioleta.
Winda to bardzo duży koszt, ponad 100 tys. zł. ale sytuacje rozwiązałaby tańsza platforma pionowa dla osób niepełnosprawnych. Samo urządzenie to koszt ponad 43 tys. zł. Do tego dochodzą sprawy budowlane - posadowienie pod platformę, doprowadzenie zasilania itp. Część kosztów samego urządzenia pokryje PFRON (29 tys. zł). Wkład własny (13,2 tys. zł) zapewnia Fundacja im. A. Worwy. Reszta kosztów - ok. 25 tys. zł zależy od ludzi dobrej woli. Dlatego w spełnieniu tego marzenia postanowiła pomóc Martynce Fundacja im. A. Worwy i Tygodnik Podhalański. To już kolejna podopieczna Fundacji, której - dzięki wspólnej akcji - marzenie może zostać spełnione. Wiemy, że nasi czytelnicy potrafią zaskoczyć, tak było choćby w przypadku rodziny Świdrów z Białego Dunajca z trójką nieuleczalnie chorych dzieci, którym wspólnie zbudowaliśmy dom. Wcześniej udało się wysłać chorego Karolka na mecz ulubionej drużyny do Manchesteru. Bardzo liczymy, że i tym razem - dzięki Waszemu sercu - spełnimy marzenie Martynki.
Pełnię szczęścia dałby jej jeszcze nowy wózek inwalidzki. Z tego, który Martynka ma teraz, niedługo wyrośnie. W dodatku to wózek ręczny. Elektryczny dałby jej szansę na trochę samodzielności.
Martynka jest uczennicą podstawówki w Łapszach Niżnych. Mimo wielu opuszczonych lekcji uczy się dobrze, na półrocze otrzymała nawet od dyrekcji szkoły list gratulacyjny za wyniki w nauce. - To bardzo ambitna i pozytywna dziewczynka. Swoim śmiechem zaraża innych. Bardzo potrzebuje kontaktów z rówieśnikami - podkreśla Anna Kowalczyk, jej wychowawczyni. Dodaje, że ze względu na pobyty w szpitalu opuszcza dużo lekcji, ale jak jest - bardzo angażuje się we wszystko. - Nie jest nigdy sama, zawsze wokół niej są jakieś dzieci. Jeździ na wycieczki, nawet na zabawie szkolnej była. Tańczyła rękami - opowiada wychowawczyni.
- Martynka jest bardzo pracowita i dojrzała jak na swój wiek. Do odrabiania lekcji nie trzeba jej zapędzać - przyznaje mama. - Zawsze jest uśmiechnięta, nie wiem, skąd to dziecko ma w sobie tyle optymizmu. Ma też wysoki próg bólu - opowiada. - Jest bardzo dzielna - dodaje. Oczywiście pobyt w szkole wiąże się z dodatkowym ryzykiem złamania, ale rówieśnicy Martynki wiedzą doskonale, że muszą uważać, by jej nie potrącić, nie wpaść na nią. - Tylko raz jakiś chłopak popchnął ją niechcący, co skończyło się złamaniem - podkreśla mama.
Martynka lubi spędzać czas z rówieśnikami, szczególnie cieszy się na odwiedziny Zuzi. Czyta książki przygodowe. Jej pasją jest też pływanie. - Do tej pory nigdy nawet na chwilę nie była sama, jestem zawsze przy niej ja, a w szkole - nauczyciel wspomagający, towarzyszący jej także na przerwach - opowiada Wioleta Hatała. - Ale to coraz większa dziewczynka, ma już swój świat. Ta winda dałaby jej trochę wolności w tym niełatwym dla niej świecie - dodaje.
Osoby, które zechcą pomóc spełnić marzenie Martynki o windzie, mogą wpłacać pieniądze na konta: 53124015741111001034806570 z dopiskiem Martynka Hatała.
Beata Zalot
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz