Kiedy śnieg staje się towarem deficytowym, wtedy na ratunek przychodzą armatki. Niewiele osób wie, że w Maniowach jest jedna z trzech najbardziej liczących się w świecie firm produkujących te urządzenia. Tajemnicę doskonałego śniegu - w rozmowie z Beatą Zalot - zdradza Rafał Topolski z zarządu Supersnow.
::attachment{"type":"gallery", "template":"thumb3", "item_id":"102669"}
- W czym śnieg produkowany przez wasze armatki jest lepszy od tego naturalnego?
- Po pierwsze nic nie zastąpi śniegu z nieba. Po drugie nasz śnieg nie jest sztuczny, ale technologiczny. Nie ma w nim żadnej chemii. To czysta woda odpowiednio rozpylana i poddana krystalizacji.
- Czym w takim razie śnieg produkowany przez wasze armatki różni się od tego z nieba?
- Ten z nieba jest o wiele lżejszy - waży 80 -100 kg na jeden metr sześcienny. To taki puszek, którego po sprasowaniu jest bardzo mało. Naszego jest od 350 do 550 kilogramów na metr sześcienny. Jest bardziej zbity i dłużej utrzymuje się na stoku. To nie jest jednak zamiennik prawdziwego śniegu. W naszej szerokości geograficznej bez naśnieżania nie ma stabilności na stokach. To polisa dla każdej stacji narciarskiej, pewnik, że sezon nie będzie zależny od aury, a dla narciarzy to lepsze warunki.
- Śnieg naturalny powstaje, gdy temperatura spada poniżej zera. A wasz?
- Prawa fizyki są nieubłagane. Ale istnieje "temperatura mokrego termometru", która uwzględnia jeszcze wilgotność powietrza, jeśli ta jest niska, śnieg powstaje także przy niewielkiej plusowej temperaturze.
- Jak powstaje śnieg w waszych urządzeniach?
- Woda pobierana jest z ujęcia, np. potoku, oczyszczana z zabrudzeń, jeśli trzeba - schładzana. Następnie doprowadzana jest do pompowni, a stamtąd pod określonym ciśnieniem systemem rurociągów - do armatek. Tu woda rozpylana jest przez dysze wodne i wyrzucana na pewną odległość. Samo rozpylanie nie spowoduje jednak, że powstanie śnieg. Dostarczane do dysz nukleacyjnych sprężone powietrze rozbija krople wody na mikroskopijne kryształki - nukleatory, te zamarzają i są zalążkami śniegu. Cały system jest w pełni zautomatyzowany, dzięki czemu warunki atmosferyczne są w pełni wykorzystane. Warto też dodać, że firma Supersnow zajmuje się nie tylko produkcją armatek, ale projektuje system dla każdej górki kompleksowo.
- Dziś jesteście jedną z trzech liczących się na świecie firm sprzedających urządzenia do produkcji śniegu. A jakie były początki?
- Za sukcesem tej firmy kryje się jedno nazwisko - Damian Piotr Dziubasik, założyciel firmy Supersnow. Od najmłodszych lat pracował na stoku, pomagając rodzicom w ośrodku narciarskim Bania w Białce Tatrzańskiej. Praca przy śniegu zawsze go cieszyła. Lubił też podpatrywać pod Centralnym Ośrodkiem Sportowym w Zakopanem, jak tam produkuje się śnieg. Znał temat od podszewki, mankamenty armatek, z którymi miał do czynienia. Dlatego pomyślał w którymś momencie, że fajnie byłoby samemu zbudować armatkę. Najpierw jednak w 2000 r. powstała firma remontująca armatki śnieżne. Produkcja własnych zaczęła się w 2004 r. Na początku Supersnow nastawiony był na rynek polski.
- Jak to się stało, że dziś firma jest w światowej czołówce w tej branży?
- To produkt niszowy, jest niewiele firm w świecie, które się tym zajmują. Liczących się na świecie firm, które produkują systemy naśnieżające, jest tylko pięć: nasza, dwie we Włoszech, jedna we Francji i jedna w USA. My jesteśmy w trójce produkujących najbardziej zaawansowane urządzenia technologicznie.
- Do tego potrzebny jest sztab naukowców, który prowadzi cały czas badania, udoskonala technologie.
- Oczywiście mamy swój dział badawczo-rozwojowy - grupę inżynierów, którzy bez przerwy pracują nad udoskonalaniem konstrukcji naszych maszyn.
- Powiedział pan, że zajmujecie się nie tylko produkcją armatek, ale kompleksową obsługą stacji. Co to oznacza?
- Cały system dopasowujemy do konkretnej stacji, wykonujemy projekt dla niej. To nie tylko same armatki, ale pompownia, stacja filtrująca, urządzenia naśnieżające, kilometry rur pod ziemią, oprogramowanie itd. Nie chodzi tylko o sprzedaż urządzeń i wykonanie instalacji, ale także później o serwisowanie, wsparcie klientów. Kiedy zaczyna się sezon, urządzenia muszą być sprawne w 100%. Nie można pozwolić sobie na to, by coś się zepsuło, czy czekać na naprawę dwa tygodnie. Sezon narciarski jest krótki, nie ma mowy o jakiś przerwach.
- Co dziś kryje się za hasłem Supersnow?
- To spółka akcyjna z siedzibą w Maniowach i dwie spółki córki - w Austrii i Rumunii. Ta w Austrii obsługuje rynek alpejski, a więc także Szwajcarię, Włochy oraz klientów w Niemczech. Spółka w Rumunii zajmuje się obsługą stacji narciarskich w Rumunii i Bułgarii. W sumie nasze urządzenia są w 28 krajach, najdalej jesteśmy w Chinach. Ważnym dla nas rynkiem są dziś też Czechy. Oczywiście mamy swoich klientów w Polsce. Zatrudniamy w sumie ok. 140 osób, wiele osób jest z nami od początku istnienia firmy, tworzymy zgrany team.
- Na początku pandemii przekonaliśmy się, że wasze armatki świetnie nadają się do dezynfekcji ulic. Czy urządzenia Supersnow są wykorzystywane także w innych branżach poza narciarską?
- Przerobienie naszych armatek tak, by służyły do dezynfekcji ulic, było odpowiedzią na potrzeby rynku na początku pandemii, ale to był krótki epizod. Faktem jest, że nasze urządzenia wykorzystywane są także w branży budowlanej, np. przy wyburzaniu budynków. Nasze armatki rozpylające mgiełkę absorbują kurz, nie robiąc zarazem błota. Wykorzystywane są z tych samych powodów przy przeładunku materiałów sypkich, np. węgla, a także do redukcji nieprzyjemnych zapachów, np. przy oczyszczalniach ścieków.
- Dziękuję za rozmowę.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz