- Jeśli biznes potrzebuje dotacji, to znaczy, że nikomu nie jest potrzebny - uważa Konrad Janik, dlatego przystań rozrastała się powoli i za własne pieniądze. Dziś "Wyskocz na" to już kultowe miejsce, znane w całej Polsce.
Karolina i Konrad Janikowie mieszkali kilka lat w Anglii, w urokliwym zakątku. W weekendy jeździli na pobliskie jezioro do Poole Bournemouth, gdzie popularne były deski z wiosłem, czyli "stund up podle" (SUP), To było bardzo klimatyczne miejsce - z koncertami, sympatyczną knajpą, możliwością wypoczynku nad wodą i uprawiania sportów wodnych. - Gdy w 2017 r dostaliśmy zaproszenie aż na pięć wesel na Podhalu, stwierdziliśmy, że nie będziemy latać tam i z powrotem, postanowiliśmy wrócić do Maniów, do rodzinnego domu - opowiada Konrad.
Zaczęli szukać pomysłu na życie. Od kilkunastu lat nad Jeziorem Czorsztyńskim w Maniowach stało puste pole, pełne krzaków i chaszczy. Przez jakiś czas była tam przystań. Pomyśleli, że to idealne miejsce do skopiowania pomysłu z Poole Bournemouth. Wydzierżawili około hektara terenu od Zespołu Zbiorników Wodnych w Niedzicy. - Pamiętam, jak wyszedłem na puste pole i powiedziałem: tu będzie bar, tu deski, tu koncerty, a tam pole kempingowe. Było wtedy dużo sceptyków, ale dziś jest dokładnie, tak jak wtedy zaplanowaliśmy z żoną - podkreśla Konrad.
Na początku było wielkie sprzątanie terenu. W pierwszym roku pojawiła się budka gastronomiczna, scena i wypożyczalnia z kilkoma deskami SUP, pierwszymi nad Jeziorem Czorsztyńskim. W kolejnym roku powstało pole biwakowe, zaczęły się tu odbywać koncerty, spotkania z podróżnikami, seanse filmowe. Miejsce zaczęło tętnić życiem. Turyści co roku wracali. Kiedy pojawiła się ścieżka rowerowa wokół Jeziora Czorsztyńskiego, dołączyła kolejna grupa bywalców. Z myślą o nich powstał punkt naprawy rowerów, możliwość podładowania "elektryków", a w barze znalazł się spory wybór napojów energetycznych.
- Prowadzenie przystani pozwala nam na poznanie wielu osób, które zarażają pozytywną energią oraz na współpracę z ciekawymi ludźmi. Szukamy też w naszej okolicy ciekawych, nowych produktów. Dlatego współpracujemy z Nowotarską Manufakturą Piwną, CRAGMagazine, szlakby.to czy z Organistą w stolarni - podkreśla Karolina.
Przystań się rozrasta, dziś w wypożyczalni są nie tylko deski SUP, ale także rowerki wodne, kajaki. W barze czekają klimatyczne pawilony, które zawsze są zajmowane w pierwszej kolejności. Są stoliki, przy których siedzi się na huśtawkach, hamaki, z myślą o dzieciach "sluck line". Zimą można tu wypożyczyć narty trekingowe, skorzystać ze strefy saun czy z morsowania.
- Od początku zakładaliśmy, że nie korzystamy z żadnych dotacji, wydajemy, tylko tyle, ile mamy. Za to, co zarobiliśmy w sezonie, kupowaliśmy kolejny sprzęt - podkreśla Konrad. - Jak się coś samo nie utrzymuje, potrzebuje dotacji, to znaczy, że nie jest nikomu potrzebne - wykłada swoją filozofię właściciel przystani.
Przystań otwierają w połowie marca i są tu do końca listopada - nie tylko w weekendy, jak konkurencja, ale codziennie. Niezależnie od pogody. - To ma być prawdziwa przystań, ktoś, kto tu przyjeżdża, musi mieć pewność, że nasz bar jest otwarty, że coś tu zje, napije się - tłumaczy Karolina. Starają się też, by ceny były umiarkowane. Dwa razy w tygodniu - w piątki i soboty są koncerty. Janikowie szanują artystów, atmosfera jest świetna. Muzycy lubią tu grać. Konrad zresztą sam gra w punk rockowym zespole "Paranosie", choć zespół nie występował jeszcze na przystani.
- Nasza scena muzycznie jest szeroko otwarta - od nurtu bluesowego, poezji śpiewanej, po rock, country czy hip hop - podkreśla gospodarz.
Co roku na osiem miesięcy Karolina i Konrad przenoszą się do przyczepy campingowej na przystani razem ze swoim czworonożnym pupilem Stefanem. Od tego lata mieszka z nimi 13-miesieczna Anielka. Żyją jak koczownicy.
Skąd pomysł na nazwę? Początkowo miało być "Wyskocz na supa", ale potem skrócili do "Wyskocz na". Bo przecież można tu wyskoczyć nie tylko na sup, ale także na koncert, na biwak, na plażę, na piwo, na kawę, na lody, na rower. Wymieniać można długo. - To bardzo energochłonny biznes, ale kochamy go - śmieje się Konrad. - A najlepszą zapłatą są ludzie, którzy tu wracają. Są całe paczki, które się tu poznały i teraz umawiają się w tym samym terminie, żeby tutaj raz w roku się spotkać - podkreśla.
Beata Zalot
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu 24tp.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz